Ministerstwo Zdrowia w ramach programu darmowej opieki stomatologicznej dla dzieci z małych miast i wsi kupiło 16 mobilnych gabinetów dentystycznych – dentobusów za 24 miliony złotych. Pomysł może dobry ale na papierze, w rzeczywistości nieprzemyślany do końca i rodzący wiele wątpliwości i niejasności. Spośród 40 tysięcy dentystów tylko kilkunastu przystąpiło do konkursu NFZ na leczenie dzieci w mobilnym gabinecie dentystycznym. W niektórych województwach nie było w ogóle chętnych do podjęcia pracy w dentobusach.

Dlaczego lekarze nie chcą pracować w dentobusach?
Lekarze, którzy wygrali konkurs i otrzymali kontrakt NFZ na obsługę mobilnego gabinetu, wycofali się z umów. Między innymi wynika to z bardzo restrykcyjnych warunków użyczenia dentobusu przez wojewodę. Wynikły kwestie ubezpieczenia pojazdu, zgłaszania usterek, odpowiedzialności i wysokich kar przewidzianych za niewykonanie kontraktu. Następnym problemem jest czas pracy lekarza w dentobusie. Umowa lekarza z NFZ opiewa wyłącznie na 6 godzin. Zakładając, że mobilny gabinet będzie musiał pokonać dystans 30-60 kilometrów w jedną stronę do wybranego miejsca wykonywania usługi leczniczej dla dzieci, oznacza to dodatkowe dwie godziny pozostawania lekarza w miejscu pracy. Nie wspominając o czasie potrzebnym do podłączenia zewnętrznego źródła zasilania energią elektryczną oraz źródła wody, co nie wszędzie jest technicznie możliwe.

Czy źródłem prądu zasilającym sprzęt i aparaturę stomatologiczną oraz RTG w dentobusie ma być ogólnodostępna sieć energetyczna czy agregat prądotwórczy ? Kto będzie obsługiwał przyłącza hydrauliczne, elektryczne, ewentualnie agregat i kto za to będzie płacił ? Podłączenie wody stanowi dodatkowy problem, gdyż wymagane jest badanie bakteriologiczne wody w każdym nowym punkcie postoju dentobusu. Należałoby wykonać badanie wody przed każdym podłączeniem w nowym miejscu. Po zakończeniu każdego dnia pracy należy dokonać rozłączenia wszystkich przyłączy oraz zdania płynnych ścieków bakteriologicznych pozostałych po pracy gabinetu.

Następną bolączką jest sterylizacja narzędzi stomatologicznych. Dentobus nie jest wyposażony w autoklaw i nie ma ciągu sterylizacyjnego, co jest wymogiem Sanepidu. Czyste narzędzia musiałyby być dowożone codziennie z placówki wykonującej sterylizację. Dentobus posiada aparat RTG, ale nie posiada formalnych dopuszczeń radiologicznych i sanepidowskich, bez których nie może być użytkowany. Następną kwestią jest homologacja dentobusu jako pojazdu dwuosobowego – zespół stomatologiczny to lekarz, asystentka lub higienistka stomatologiczna a gdzie miejsce dla kierowcy – czy lekarz ma być kierowcą ? Kto ma być odpowiedzialny za planowanie, logistykę i koordynację pracy dentobusu?

Kwestia samego leczenia:
I tu wiele jest spraw wymagających wyjaśnienia:

  • Lekarz nie może podjąć się leczenia bez zgody rodziców/opiekunów. Zgoda taka musiałaby być przedkładana w formie pisemnej przez dziecko przed przystąpieniem do zabiegu.
  •  Co z kontynuacją leczenia dzieci wymagających kilku lub kilkunastu wizyt w gabinecie ?
  •  Brak poczekalni dla dzieci oczekujących w niesprzyjających warunkach atmosferycznych (mróz, deszcz, upalne słońce) na badanie lub leczenie w dentobusie, nie zawsze możliwe jest zaparkowanie pojazdu bezpośrednio przy szkole.


Dentobusy są pomysłem na zapewnienie opieki stomatologicznej w każdym województwie w szkołach, w których nie ma gabinetów dentystycznych. Pomysł nienajgorszy ale wymagający starannego dopracowania wielu kwestii. Czy nie taniej i lepiej dowozić dzieci do stacjonarnych gabinetów dentystycznych, które mają kontrakt z NFZ na leczenie małych pacjentów?

lek. dent. Ewa Sieiwerska-Chomeniuk 

Wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej 

Przewodnicząca Komisji Stomatologiczej 

Możliwość komentowania jest wyłączona.