Rozdział pacjentów na godziny nie sprawdza się w okresie epidemii chorób zakaźnych. Z dr. Jackiem Krajewskim, lekarzem specjalistą medycyny rodzinnej, prezesem zarządu Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia „Porozumienie Zielonogórskie”, rozmawia Mariusz Tomczak.

W jaki sposób pandemia COVID-19 wpłynęła na środowisko lekarzy rodzinnych?

Dr Jacek Krajewski: Dla całego społeczeństwa początki pandemii były podszyte traumą i wielką niepewnością, jakie mogą nieść powikłania po zakażeniu SARS-CoV-2. Z biegiem czasu lepiej poznawaliśmy chorobę COVID-19, przez co staliśmy się bardziej pewni siebie.

Przez ostatni rok wśród wielu lekarzy wzrosło poczucie odosobnienia i alienacji. Brak możliwości wychodzenia gdziekolwiek z powodu obostrzeń wpłynął przygnębiająco i klaustrofobicznie. Nie możemy wymieniać się w bezpośrednim kontakcie doświadczeniami w czasie tradycyjnych szkoleń, robimy to telefonicznie czy za pośrednictwem webinariów. Wiedzę trzeba zgłębiać, bo mimo pandemii odpowiedzialność lekarza nie jest mniejsza niż wcześniej.

Co zmieniło się w podstawowej opiece zdrowotnej w ciągu ostatnich 12 miesięcy?

Pandemia doprowadziła do zmiany sposobu udzielania porad lekarskich. Jeszcze rok temu dominował kontakt osobisty, prawie w ogóle nie było teleporad. Można powiedzieć, że piramida się odwróciła, bo obecnie liczba jednych i drugich jest prawie taka sama.

Niektórzy pacjenci chwalą teleporady, podkreślając wygodę i to, że dzięki kontaktowi telefonicznemu z lekarzem wzrosła dostępność do opieki podstawowej, ale nie brakuje także opinii krytycznych. W tej chwili prawo zezwala na to, aby pacjent decydował, czy zostanie zbadany osobiście, czy woli teleporadę. Wielokrotnie to lekarz, w trakcie teleporady, zaprasza pacjenta do praktyki celem zbadania osobistego. Jest to możliwe również dlatego, że w POZ nie brakuje środków ochrony osobistej i jako medycy jesteśmy zaszczepieni przeciw COVID-19.

Co zaskoczyło Pana w czasie pandemii?

Pozytywnie zaskoczyło mnie powszechne poczucie odpowiedzialności. Właściwa reakcja na jednoznaczne sygnały płynące od decydentów o konieczności zachowywania dystansu, zakrywania nosa i ust oraz dezynfekcji rąk. W obliczu strachu i pod wpływem przekazów, które pochodziły bezpośrednio od lekarzy czy z mediów, wiele osób dostosowało się do wprowadzanych obostrzeń, co szybko przyniosło efekty.

Moim zdaniem główną przyczyną spadku liczby nowych zakażeń jest przestrzeganie reżimu sanitarnego, pomimo opinii różnych grup, które mają swoje powody, by przeciwko temu protestować. Tak samo było wiosną ubiegłego roku.

A negatywnie?

Z zaskoczeniem przyjąłem chaos informacyjny, czasami niezwykle sprzeczne informacje płynące od władz, nagłe zmiany schematu postępowania oraz brak przygotowania do realizacji niektórych działań, na co przecież – pomijając pierwsze tygodnie pandemii – było trochę czasu.

Zbyt długo trwało również przekonywanie decydentów, by w ramach opieki podstawowej można było zlecać testy genetyczne RT-PCR na obecność koronawirusa. Pojawiały się głosy, że dostanie je każdy, kto zgłosi się do lekarza nawet bez zebrania wywiadu, co wygeneruje wysokie koszty.

Szybko okazało się, że nie ma żadnej samowolki, a na każde 10 zlecanych testów 5-6 było dodatnich, co pokazuje bardzo wysoką skuteczność rozpoznań lekarskich. Dopiero wtedy przekonaliśmy się z jak ogromną ilością zakażeń mamy do czynienia w Polsce.

Cała rozmowa na stronie: gazetalekarska.pl

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.