Naczelna Rada Lekarska chce jak najszybszego tempa prac nad projektem zmian w ustawie o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Jednak pod znakiem zapytania staje nie tylko możliwość dotrzymania przez ministra zdrowia terminu na przedstawienie tego projektu rządowi, co w ogóle – gotowość ministra do przeforsowania projektu w takim kształcie, jaki został przygotowany przez ministerialny zespół. I poparty przez samorząd lekarzy.

Minister zdrowia Łukasz Szumowski 8 lutego 2018 roku (Nz w środku/Fot. gazetalekarska.pl) podpisując porozumienie z rezydentami, zobowiązał się m.in., że najpóźniej do końca marca 2019 roku przedstawi Radzie Ministrów gotowy projekt zmian w ustawie o zawodach lekarza i lekarza dentysty oraz w szeregu innych ustaw. Ta nowelizacja zbiera wszystkie kluczowe postulaty środowiska lekarskiego, dotyczące organizacji pracy, wynagrodzeń, kształcenia przed i podyplomowego etc. Na nowo, można powiedzieć, definiuje – od strony formalnej, ale i faktycznej – zawody lekarza i lekarza dentysty.

Projekt, zgodnie z porozumieniem, przygotował powołany przez ministra zdrowia zespół. W styczniu 2019 roku, podczas konferencji poświęconej kadrom medycznym, odbywającej się w ramach debaty „Wspólnie dla zdrowia” minister otrzymał gotowy projekt od przewodniczącego zespołu, dr. Jarosława Bilińskiego. Projekt, warto podkreślić, zaakceptowany przez Naczelną Radę Lekarską, która wcześniej wysłuchała prezentacji dr. Bilińskiego i miała możliwość zapoznania się z projektem ministerialnego zespołu.

Dość nieoczekiwanie w lutym pojawił się jednak wniosek ministra zdrowia, by NRL przygotowała opinię projektu, który – jak podkreśla dr Jarosław Biliński – ciągle nie ma statusu dokumentu ministra zdrowia. Ministerstwo nie naniosło na niego żadnych poprawek, własnych propozycji – samorząd lekarski po raz drugi musiał się pochylić na tym samym dokumentem.

Po co? Nieoficjalnie można usłyszeć, że intencja ministra zdrowia była dość oczywista. Szczegółowa debata nad dokumentem musiała ujawnić, i ujawniła, różnice zdań w wielu kwestiach. Całkiem realna stał się więc scenariusz, że NRL uchwali tyle poprawek do projektu, że minister z czystym sumieniem będzie mógł go odłożyć ad acta (bo lekarze sami nie wiedzą, czego chcą), albo wybrać rozwiązania akceptowalne dla rządu, podpierając się – przynajmniej częściowo – stanowiskiem „większości lekarzy”.

Dlatego w dniu obrad Naczelnej Rady Lekarskiej – 22 lutego – głos zabrał Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy, przypominając, że zarówno najwyższa władza lekarskiego samorządu, jak i szereg okręgowych rad lekarskich, a w końcu – również OZZL, już udzieliły poparcia projektowi przygotowanemu przez zespół i teraz organizacje i środowisko lekarskie powinno tylko czekać na projekt, który przedstawi minister zdrowia i sprawdzić, na ile (i w czym) odbiega od pierwotnej propozycji.

Okazało się, że poprawek rzeczywiście pojawiło się bardzo wiele, ale tylko nieliczne zyskały poparcie większości członków Naczelnej Rady Lekarskiej. – Poprawki, które przyjęła Naczelna Rada Lekarska, są dobre, prostują kilka spraw, ale też mają w dużej mierze charakter redakcyjny, techniczny i porządkujący pewne kwestie. Przyjęliśmy kilka poprawek merytorycznych, ale nie zmieniających, generalnie, idei przyświecającej pracy nad projektem – ocenił po posiedzeniu dr Jarosław Biliński. 

Najważniejsza zmiana dotyczy finansowania specjalizacji (i szerzej, kształcenia podyplomowego) lekarzy dentystów. Zespół wykluczył wolontariat jako formę odbywania specjalizacji, wychodząc z założenia, że jest to niezgodne z prawem, skoro Kodeks pracy reguluje zarówno płacę minimalną jak i minimalną stawkę godzinową. Środowisko młodych lekarzy od lat domagało się zmian w tym zakresie, zwracając uwagę na wręcz niewolniczy charakter rozwiązania, dopuszczającego wolontariat. Jednak ta forma była i jest powszechna wśród lekarzy dentystów. Po pierwsze, liczba rezydentur w specjalizacjach dentystycznych, finansowanych przez ministerstwo, jest wręcz symboliczna (kilkadziesiąt rocznie). Po drugie, ważniejsze – lwia część lekarzy dentystów może zdobywać specjalizacje tylko w placówkach prywatnych. Lekarze dentyści stali więc na stanowisku, że dla tej grupy specjalizacji należałoby utrzymać – w drodze wyjątku – wolontariat. Tak się jednak nie stało – przeważyła obawa, że zostanie to potraktowane jako furtka również w przypadku innych specjalizacji. Naczelna Rada Lekarska uznała jednak, że nie można również godzić się na sytuację przerzucania na podmioty prywatne kosztów kształcenia specjalistów i uchwaliła, że zniesieniu wolontariatu ma towarzyszyć określenie sztywnego odsetka nakładów, jakie resort zdrowia przeznacza na rezydentury, z którego finansowane będą koszty kształcenia podyplomowego i doskonalenia lekarzy dentystów.

NRL poparła też wprowadzenie Państwowego Egzaminu Modułowego, zastrzegając że ma to być egzamin wyłącznie z bazy pytań i będzie mógł być wprowadzony tylko pod warunkiem, że lekarz, który go zda, będzie miał gwarantowaną wyższą pensję. Również Państwowy Egzamin Specjalizacyjny ma być w całości z bazy pytań.

Samorząd lekarski proponuje też określenie wynagrodzenia kierownika specjalizacji wskaźnikiem do średniej krajowej – 0,25. Projekt zespołu przewidywał wynagrodzenie kwotowe, co oznaczałoby, że po kilku latach realna wartość dodatku dla kierownika specjalizacji zacznie się obniżać. 

Na kilka dni przed posiedzeniem NRL wiceminister Józefa Szczurek-Żelazko publicznie poinformowała o toczących się w resorcie pracach nad zmniejszeniem liczby specjalizacji. To wywołało w środowisku lekarskim spore poruszenie. Jednak NRL w całości poparła rozwiązanie, zawarte w projekcie zespołu ministerialnego: pięćdziesiąt specjalizacji ogólnych, siedemnaście szczegółowych, reszta dotychczasowych specjalizacji będzie klasyfikowana jako umiejętności.

Podsumowaniem prac nad projektem jest apel do ministra zdrowia o szybkie skierowanie projektu na ścieżkę legislacyjną – czyli najpierw do konsultacji publicznych i uzgodnień wewnątrz rządu. Projektu ministra zdrowia oczywiście, choć lekarze mają nadzieję, że nie będzie on odbiegał wcale, albo przynajmniej znacząco, od tego, który pod koniec lutego ponownie (z niewielkimi zmianami) poparli. Liczą, między innymi, że minister zdrowia nie usunie z projektu lekarskiej siatki płac minimalnych (od jednej krajowej dla stażysty po trzy średnie krajowe dla specjalisty). Szanse na utrzymanie tego zapisu – od lat przypominanego przez kolejne zjazdy lekarzy i lekarzy dentystów jako kluczowy postulat – są jednak minimalne. Również (a może przede wszystkim) dlatego, że oznaczałoby to konieczność całkowitej zmiany ustawy o wynagrodzeniach minimalnych w ochronie zdrowia i podniesienia zdecydowanej większości, a może nawet wszystkich wskaźników w jej zawartych. Na to jednak nie ma ani w tym roku, ani w najbliższych latach, pieniędzy.

Co się wydarzy, jeśli minister albo nie zdecyduje się na przedstawienie projektu nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, czyli mówiąc kolokwialnie, efekt pracy zespołu ministerialnego trafi do szuflady, być może z obietnicą, że do sprawy wróci się po wyborach, albo zmieni projekt w stopniu rozczarowującym dla lekarzy? Czy możliwy jest powrót masowych lekarskich protestów? Czy już wywalczone podwyżki (lekarze najmocniej odczuli, że presja ma sens, a wysiłek związany z protestem wraca w postaci znacząco wyższych, choć jeszcze nie satysfakcjonujących, stawek) zmobilizują lekarzy, czy wręcz przeciwnie – podziałają tonująco?

Wśród młodych lekarzy, przede wszystkim rezydentów, daje się już odczuć duże zniecierpliwienie. Mniej lub bardziej dyplomatycznie liderzy PR OZZL twierdzą, że realizacja porozumienia z 8 lutego 2018 roku przebiega nie tak, jak sobie wyobrażali. Że czują się wręcz oszukani. I że, co gorsza, oszukani mogą się czuć przez rząd również pacjenci, którym obiecano lepszy dostęp do świadczeń zdrowotnych, tymczasem zmiany jeśli są, to niekoniecznie na lepsze.

Małgorzata Solecka  

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.