Fot. Marta Jakubiak/gazetalekarska.pl

-Jestem gotów wesprzeć zmianę przepisów dotyczących tajemnicy lekarskiej. Te uchwalone w ubiegłym roku przez parlament idą za daleko – zadeklarował podczas wrześniowej konferencji „Prawo medyczne w obliczu zmian” minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. Kwestie związane z tajemnicą lekarską były jednym z tematów spotkania, współorganizowanego przez Naczelną Izbę Lekarską.

– Moim zdaniem tajemnica lekarska należy do grupy tajemnic, które powinny być najbardziej chronione, bo nie tylko jest fundamentem uprawnienia pacjenta do prywatności, ale także warunkiem skutecznego leczenia – podkreślał Radziwiłł, który już rok temu dystansował się od kierunku zmian, forsowanych przez Prawo i Sprawiedliwość. Radziwiłł przyznał, że tajemnicę lekarską „trzeba jakoś dostosować” do praw tych, którzy „dobrze życzą pacjentowi”. Trzeba też wziąć pod uwagę przypadki, w których pacjentowi trudno jest decydować o sobie, i mogą mu w tym pomóc – przez swoje wsparcie – najbliżsi. Jednak wyraźnie podkreślił, że nie akceptuje sytuacji, w której nawet wobec jednoznacznego sprzeciwu pacjenta lekarz – jak w tej chwili – jest prawnie zobowiązany do przekazania informacji na jego temat po jego śmierci. – To budzi mój największy sprzeciw w tych przepisach – stwierdził.

Prawnik: pogwałcono tajemnicę lekarską

– Lekarze coraz rzadziej mogą powoływać się na tajemnicę lekarską i muszą udzielać informacji, które niegdyś były nią objęte – przypominał zebranym prof. Jacek Sobczak, prodziekan ds. nauki Uniwersytetu SWPS, drugiego z organizatorów konferencji.- Problem polega na tym, że mamy do czynienia z tajemnicami o charakterze zawodowym, które chronione są absolutnie, i które tak chronione nie są. Tajemnica zawodowa to tajemnica spowiedzi. Nikt nie jest władny zwolnić księdza z tajemnicy spowiedzi. Nikt nie jest władny zwolnić z tajemnicy adwokata czy radcę prawnego. Nikt nie jest władny zwolnić sędziego z tajemnicy dotyczącej narady – przypominał prof. Sobczak.

W przypadku lekarzy tajemnica zawodowa nigdy nie była „absolutna”. Oczywistością jest, że lekarze muszą przekazywać informacje – również te wrażliwe – organom ścigania, prokuraturze. Zwracał na ten fakt Rzecznik Praw Obywatelskich, który w swoim wystąpieniu bronił prawa do tajemnicy lekarskiej nie jako „przywileju” związanego z zawodem lekarza, ale jako prawa obywateli do zachowania tajemnicy o swoim zdrowiu, przebiegu leczenia.

Ale nie tylko w sprawach karnych tajemnica lekarska na podstawie obowiązujących wcześniej przepisów była chroniona „względnie”, bo jak podkreślał prawnik, w przypadku np. medycyny pracy nie ma mowy o poufności danych. – Jeżeli zakład pracy zleca zbadanie człowieka, czy nadaje się on do wykonywanej funkcji, to lekarz nie może odmówić udzielenia informacji, czy dany człowiek może pełnić funkcję maszynisty albo pilota – wyjaśniał prof. Sobczak, przypominając, że po katastrofie spowodowanej przez niemieckiego pilota, leczącego się psychiatrycznie (czego lekarze nie przekazali do jego pracodawcy), również u naszych zachodnich sąsiadów podniesiono kwestię zakresu obowiązywania tajemnicy lekarskiej.

Lekarz jak urzędnik 

Prof. Sobczak zmianę przepisów, dokonaną w ubiegłym roku, wprost nazwał pogwałceniem tajemnicy lekarskiej. Zwrócił też uwagę, w jak trudnej sytuacji postawiono medyków, którzy – w świetle litery prawa – mają brać na siebie obowiązki urzędników. Nowe regulacje nakazują bowiem udzielenia osobie bliskiej informacji, o ile nie sprzeciwi się temu inna osoba bliska. – Lekarz ma badać, czy oprócz trzech synów, zmarły nie ma jeszcze trzech córek, z których jedna jest w Australii, druga w Kanadzie, a trzecia w Chinach? Jeśli tego nie zrobi, to podejrzewam, że po pewnym czasie może znaleźć się ktoś, kto powie, że naruszył obowiązki. Przecież któreś z dzieci, których istnienia nawet nie ustalił, mogło wyrazić sprzeciw dotyczący udzielenia informacji – podkreślał prof. Sobczak.

Nic dziwnego, że samorząd lekarski wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem o zbadanie konstytucyjności nowych przepisów. Ale rozstrzygnięcia się nie doczekał. Trybunał w kwietniu odmówił nadania sprawie biegu. Uzasadnienie decyzji sędziów zostało opublikowane dopiero we wrześniu. Trybunał uznał, że samorząd lekarski jest podmiotem o ograniczonej rzeczowo zdolności wnioskowej i jako taki nie może wskazywać wzorców kontroli zaskarżonego przepisu. NRL wskazywała natomiast, że odebrano pacjentowi prawo decydowania o tym, kto po jego śmierci będzie uprawniony do dostępu do informacji. Trybunał uznał, że nie dotyczy to wykonywania zawodu zaufania publicznego. – Trybunał wskazuje, że te wzorce kontroli mają na celu ochronę wszystkich obywateli. To prawda, ale wszyscy obywatele są niejako na końcu tego łańcucha. To ich dotyczy, ale tymi, którzy mają wykonać ich wolę bądź nie są lekarze.

Lekarz funkcjonariuszem publicznym?

– Nie trzeba ubiegać się o nadanie statusu funkcjonariusza publicznego, żeby korzystać w niektórych sytuacjach z przysługującej funkcjonariuszowi publicznemu ochrony. Warto jednak rozszerzyć tę ochronę na wszystkie sytuacje związane z udzielaniem świadczeń medycznych – mówił prof. Jędrzej Skrzypczak, prawnik z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Nie znaczy to, że wszyscy lekarze mieliby mieć nadany taki status – to rozwiązanie już na wstępie wykluczył Konstanty Radziwiłł. – Pójście tak daleko, by wszystkim lekarzom nadać status funkcjonariuszy publicznych wraz z wynikającymi tego konsekwencjami, byłoby przesadą – stwierdził szef resortu zdrowia.

Prof. Skrzypczak przypomniał, że w tej chwili na mocy przepisów ustaw o zawodzie lekarza i lekarza dentysty, o państwowym ratownictwie medycznym, o lekarzach sądowych oraz o świadczeniach finansowanych ze środków publicznych, istnieje możliwość objęcia lekarza taką ochroną, która jednak przysługuje tylko w przypadkach wyraźnie wskazanych w tych przepisach, chodzi o pomoc doraźną i wypadki niecierpiące zwłoki. Np. w przypadku  ustawy o świadczeniach finansowanych ze środków publicznych, lekarz objęty jest ochroną przysługującą funkcjonariuszowi publicznemu wyłącznie w sytuacji, kiedy świadczenie udzielane jest poza gabinetem lekarskim.

Rozszerzenie ochrony na inne sytuacje związane z udzielaniem świadczeń medycznych staje się palącym postulatem, bo rośnie skala zjawiska agresji wobec lekarzy (a także innych pracowników medycznych). – Tak naprawdę chodzi tutaj o pomoc państwa o ściganie przestępstw w trybie publicznoskargowym. Pojawiła się propozycja nowelizacji art. 44 ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty i nadanie mu takiego brzmienia, że lekarzowi w związku z udzielaniem świadczeń zdrowotnych przysługuje ochrona należna funkcjonariuszowi publicznemu – powiedział prof. Skrzypczak dodając, że sam zna przypadki, kiedy lekarz został pobity po wyjściu z dyżuru na parkingu przed szpitalem. Tam zaś ochrona funkcjonariusza publicznego już mu nie przysługiwała, choć pobicie ewidentnie miało związek z wykonywaną przez niego pracą.

Gorący temat: czas pracy lekarzy

Jednym z największych – i najbardziej aktualnych – problemów dla środowiska lekarskiego jest w tej chwili czas pracy lekarzy. Zarówno związek zawodowy lekarzy, jak i samorząd lekarski coraz bardziej stanowczo domagają się zmian w prawie, które ograniczą lub wręcz wyeliminują patologię niekończących się dyżurów lekarskich. W ostatnich tygodniach – w sierpniu i wrześniu – doszło do kilku zgonów lekarzy w czasie dyżurów (lub bezpośrednio po ich zakończeniu). O normalny czas pracy walczą też młodzi lekarze, którzy bardzo często są przymuszani do samodzielnego dyżurowania. – Prawo ma duże znaczenie dla zachowania właściwych proporcji między aktywnością zawodową a życiem prywatnym, a dodatkowe zatrudnienie to problem widoczny zwłaszcza w niektórych grupach zawodowych. Do takich należy zawód lekarza, bogaty w pracę – mówiła dr hab. Monika Lewandowicz-Machnikowska, wykładowca Uniwersytetu SWPS. Jej zdaniem nowe regulacje są bezwzględnie potrzebne. Co więcej, aby miały sens, powinny objąć wszystkich pracujących – również tych, którzy pracę świadczą na umowach cywilnoprawnych czy jako jednoosobowe firmy.

Czy ten problem uda się rozwiązać? Resort zdrowia wydaje się umywać ręce. Minister Konstanty Radziwiłł nie uczestniczył, w ramach konferencji, w dyskusji poświęconej czasowi pracy, ale wielokrotnie stwierdzał we wrześniu, że przepisy regulujące czas pracy już w tej chwili nie pozwalają na „dyżurowanie bez opamiętania”, zaś czas pracy lekarzy zależy przede wszystkim od zdrowego rozsądku – ich i tych, którzy ich zatrudniają. Z drugiej strony przyznawał, że przepracowanie lekarzy wynika „z braków kadrowych i finansowych”.

Małgorzata Solecka  

Możliwość komentowania jest wyłączona.