Sierpień 2019 roku, według planów organizacji lekarskich, miał być miesiącem wypowiadania klauzuli opt-out. Od początku miesiąca liderzy OZZL i Porozumienia Rezydentów OZZL mobilizowali lekarzy – podczas spotkań w szpitalach i izbach lekarskich – do przystąpienia do akcji, której celem jest sprzeciw wobec niewywiązania się rządu z postanowień porozumienia zawartego w lutym 2018 roku z rezydentami. I przeciw pogarszającej się sytuacji w ochronie zdrowia.

Postulaty akcji są – w zasadzie – tożsame z tym, czego rezydenci żądali jesienią 2017 roku. Najważniejsza kwestia to szybkie, w ciągu trzech lat, zwiększenie publicznych wydatków na zdrowie do 6,8 proc. PKB. I to realnego, czyli wskaźnik powinien być wyliczany względem szacunków PKB na dany rok (podobnie, jak wylicza się wskaźnik wydatków na obronność). Zastosowanie metodologii N-2, czyli zestawiania wydatków na zdrowie z PKB sprzed dwóch lat powoduje, że w 2024 roku wydatki na zdrowie nie przekroczą 5,6 proc. PKB.

Na liście żądań jest też likwidacja kolejek do lekarzy oraz rozwiązanie problemu braku personelu medycznego. Lekarze chcą też prawdziwej likwidacji biurokracji. Nie ma natomiast postulatów płacowych, choć wiadomo, że nastrojów w środowisku nie poprawia odrzucenie przez Ministerstwo Zdrowia postulatu wpisania do ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty satysfakcjonujących poziomów minimalnych zarobków – od średniej krajowej dla stażysty po trzy średnie dla specjalisty.

Okres wakacji nie sprzyja jednak zwieraniu szeregów. Frekwencja podczas spotkań – jak mówi Bartosz Fiałek z Zarządu Krajowego OZZL – nie jest imponująca. Klauzule opt-out powinny być wypowiedziane do końca sierpnia, żeby w październiku placówki ochrony zdrowia odczuły problemy z dopięciem grafików. 29 sierpnia przewodniczący Porozumienia Rezydentów Jan Czarnecki poinformował w mediach społecznościowych, że do organizatorów akcji trafiło… 350 deklaracji o wypowiedzeniu klauzuli.  – Na 17 tysięcy rezydentów i 137 tysięcy lekarzy – napisał Czarnecki, nie kryjąc rozczarowania. Lider Porozumienia Rezydentów stwierdził, że jeśli taka jest i będzie skala zaangażowania lekarzy w akcję, będzie ona nadal trwać, ale nie stanie się narzędziem nacisku na rząd – bo jej skutki będą dla systemu nieodczuwalne. Na przełomie 2017 i 2018 roku klauzule opt-out wypowiedziało kilka procent lekarzy, przede wszystkim rezydentów – wystarczyło to, by zmusić Ministerstwo Zdrowia do negocjacji.

Według części liderów Porozumienia Rezydentów, choć rzeczywiście zaangażowanie w akcję nie jest satysfakcjonujące, nie można wykluczyć, że część lekarzy ograniczyła czas pracy albo nawet wypowiedziała klauzule opt-out, nie przekazując organizatorom takiej informacji.

Bartosz Fiałek przypomina równocześnie, że lekarze do akcji mogą przyłączyć się nawet wtedy, gdy nie wypowiedzą klauzuli. – Nikt nie może zmusić lekarza do pracy w większym wymiarze godzin. Klauzula opt-out jest naszym prawem, nie nakłada obowiązku dyżurowania. Wystarczy we wrześniu poinformować przełożonych, że w następnym miesiącu ogranicza się czas pracy – mówi.

Lekarze uruchomili dedykowaną akcji stronę internetową (akcjazdrowapraca.pl), na której m.in. umieszczają wnioski z badań naukowych, dotyczące skutków ponadnormatywnej pracy (nie tylko pod względem liczby godzin, ale również pracy w weekendy czy w godzinach nocnych).

Cel akcji to przekonanie jak największej grupy lekarzy, by w październiku – i być może w następnych miesiącach – ograniczyli czas pracy do 48 godzin tygodniowo. Akcję wsparł Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, prof. Andrzej Matyja, który w specjalnym liście skierowanym do lekarzy przypomniał, że apel władz samorządu lekarskiego z jesieni 2017 roku o ograniczenie czasu pracy ciągle pozostaje aktualny. Postulaty, jakie wówczas były artykułowane przez lekarzy, nie zostały de facto spełnione. Nie został spełniony przede wszystkim ten, dotyczący wzrostu nakładów na ochronę zdrowia. Do akcji włączają się też okręgowe izby lekarskie – w niektórych odbyły się już (lub odbędą we wrześniu) spotkania dotyczące akcji „Zdrowa Praca” i szerzej, sytuacji w ochronie zdrowia.

Ministerstwo Zdrowia, przynajmniej na razie, zachowuje w tej sprawie stoicki spokój. – Nie ma sygnałów, że gdzieś są problemy ze świadczeniami bądź opieką nad pacjentami – powtarza minister Łukasz Szumowski (choć latem, niemal codziennie, opinia publiczna słyszała o kadrowych kłopotach szpitali, zwłaszcza małych, i ograniczaniu, zawieszaniu bądź nawet likwidowaniu oddziałów szpitalnych z tego powodu). – Prawo do pracy 48 godzin jest prawem każdego pracownika. Jeżeli ktoś się decyduje na dłuższą pracę, też ma takie prawo – mówił minister dziennikarzom pod koniec sierpnia. – Koledzy apelują o zdrowy, higieniczny tryb pracy. Zobaczymy, jak ta sytuacja będzie się rozwijała – dodał.

Małgorzata Solecka 
 

Możliwość komentowania jest wyłączona.