„Firmy farmaceutyczne ujawniły komu i za co płaciły. Kwoty dla lekarzy idą w miliony złotych”. „Tylko co piąty medyk jest przejrzysty. To niedużo [lista nazwisk]”. To tylko dwa, przykładowe, tytuły publikacji na temat rejestrów korzyści, opublikowanych przez innowacyjne firmy farmaceutyczne pod koniec czerwca. Szybki przegląd publikacji pozwala sformułować tezę, że z informacjami na temat Kodeksu Przejrzystości jest trochę jak z wiadomościami w Radiu Erewań pod koniec lat 80-tych.
 

Kodeks Przejrzystości. Skąd się wziął?
„Na Placu Czerwonym w Moskwie rozdają rowery” – informowała rozgłośnia. Prawie wszystko się zgadzało. Rzeczywiście, na jakimś placu w Moskwie. Ale nie rozdawali, tylko ukradli. Nie rowery, tylko jeden. Czerwony.
Kurz po pierwszej publikacji raportów przez koncerny farmaceutyczne już opadł. Można zaryzykować twierdzenie, że przy natłoku informacji i gorących, politycznych sporach, jakimi na co dzień żyjemy, mało kto w ogóle zapamiętał, że na przełomie czerwca i lipca 2016 roku był to jeden z wiodących tematów, którymi żyły media. Tym niemniej – środowisko lekarskie musi pamiętać (i zapewne pamięta), że jest to tylko pierwsza, a nie jedyna publikacja. I dlatego warto przepracować strategię komunikacyjną, by przy kolejnych raportach treści, jakie trafiają do opinii publicznej, były mniej jednostronne.
Po pierwsze, warto przypominać i podkreślać na każdym kroku genezę Kodeksu Przejrzystości. Czyli – skandale korupcyjne, m.in. we Włoszech i w Chinach, które zmusiły potentata farmaceutycznego – koncern GSK – do praktycznie całkowitego zamrożenia relacji z pojedynczymi lekarzami. Restrykcyjne, antykorupcyjne amerykańskie prawo nie pozostawiło żadnego marginesu swobody w interpretacji tego, co koncernom wolno, a czego nie. Już kilkanaście lat temu o tym, jak poważnie Amerykanie traktują przejrzystość relacji między biznesem a sferą publiczną przekonali się również i Polacy (polskie śledztwa były najczęściej odpryskiem postępowań prowadzonych przez agencje amerykańskie, ścigające korupcję również poza granicami USA). To jest realny kontekst powstania Kodeksu Przejrzystości.
Większość dziennikarzy nie pamięta o tym lub po prostu – nie wie. Efekt? Publikacje o rejestrach korzyści można streścić jednym zdaniem: „Dobre i szlachetne firmy farmaceutyczne muszą płacić grube pieniądze lekarzom, a ci nie chcą się do tego przyznawać”.

Współpraca lekarzy i przemysłu farmaceutycznego. Rozwój medycyny?
Czy można się dziwić? – Trzeba pokazywać przejrzystość tego biznesu, jego transparentność – wyjaśniała Marzena Smolińska ze związku firm farmaceutycznych Infarma. – To, że nie mamy nic do ukrycia. Przecież recepty finansowane są za pieniądze podatników. Powinniśmy więc wiedzieć, jakie kwoty trafiają do lekarzy.
– Wszelkie formy działań zmierzających do nieuzasadnionych korzyści osobistych są naganne, natomiast przyjmowanie założenia, że kontakty przemysłu i dystrybutorów ze światem lekarskim są podejrzane, nosi znamiona patologii – podkreśla dr Roman Budziński, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Gdańsku.
Kodeks Przejrzystości to swego rodzaju ucieczka do przodu, w poszukiwaniu sposobu zakończenia spekulacji o nieetycznych sposobach prowadzenia biznesu przez firmy farmaceutyczne.
Tylko gdzieś w tle (prawie nieobecny w publikacjach) jest wątek, że bez współpracy lekarzy i przemysłu farmaceutycznego – przede wszystkim innowacyjnego – nie ma rozwoju medycyny. Nie chodzi tylko o wielkie odkrycia, czy przełomy w terapiach. Nie ma przede wszystkim nowoczesnego, dostępnego dla pacjenta, leczenia. Kongresy, szkolenia, wykłady to przecież tylko część wydatków firm farmaceutycznych.
Po drugie, skala. Kilkaset milionów złotych rocznie to przy przychodach firm farmaceutycznych ze sprzedaży leków – ciągle niewiele.
– Korzyści finansowe i ogólnie pojęty interes są w rozpatrywanej relacji po stronie przemysłu i dystrybutorów, dlatego z punktu widzenia zdrowego rozsądku, jeżeli są jakieś podejrzenia, to przemysł i dystrybutorzy powinni być kontrolowani – przypomina dr Budziński.


Gdzie te miliony?
Grubym nadużyciem natomiast jest twierdzenie (używane w publikacjach), że „kwoty dla lekarzy idą w miliony złotych”. Średnia „korzyść” lekarza, – z tytułu udziału w szkoleniach, konferencjach, wykonanej dla koncernu pracy to niecałe 2,8 tys. zł. Daleko od „milionów”. Daleko również od żywej ciągle (wśród dziennikarzy, ale też części opinii publicznej) wizji lekarza, surfującego na Malediwach czy Mauritiusie w czasie „kongresu” finansowanego przez firmę farmaceutyczną.
Innowacyjne firmy rozliczały się publicznie z ponad 633 mln zł, które wydały na wsparcie organizacji i fundacji działających w ochronie zdrowia, placówek medycznych oraz pojedynczych beneficjentów, na opłacenie uczestnictwa w szkoleniach czy kongresach lub zapłatę za wykonaną pracę (honoraria za wykłady czy opracowania). Większość tej kwoty została przeznaczona na badania kliniczne (dane zostały przekazane zbiorczo, bez rozbijania na poszczególne placówki czy nazwiska).
Po trzecie, co z prawem do prywatności. „Na ujawnienie danych zdecydował się co piąty lekarz. To znaczy, że czterech na pięciu ma coś do ukrycia!” – grzmią media. Dlaczego lekarze nie zgadzają się na publikację swoich danych?
Można zapytać: a dlaczego mieliby się zgadzać? Czy na etapie tworzenia Kodeksu Przejrzystości zostali zaproszeni na partnerskich zasadach – jako środowisko – do rozmów i uzgodnień, czy też raczej zostali postawieni przed faktem dokonanym, w dodatku ze statusem „chłopca do bicia”?
– Dlaczego lekarze nie wyrażają zgody? Mogę tylko przypuszczać, że obawiają się społecznego odbioru – ocenia dr Budziński. – Jeśli lekarz wyjeżdża na trzydniową konferencję naukową do Zakopanego, firma farmaceutyczna płaci za udział, wielu czytelników rejestru przejrzystości może myśleć, że za pieniądze firmy lekarz się relaksował, by później odwdzięczyć się koncernowi wypisywaniem recept
Wielu lekarzy natomiast, z którymi udało mi się porozmawiać, twierdzi że dopóki nie zostaną uchwalone przepisy, na podstawie których ujawnione zostaną dochody wszystkich zainteresowanych stron, również po stronie firm farmaceutycznych, będą korzystać z prawa do ochrony swojej prywatności. – Od lekarza który dostał dwa tysiące złotych za wygłoszenie wykładu, wymaga się jawności, a premie przedstawicieli medycznych związane z większą sprzedażą leków, są poufne – mówią medycy.


Rejestr korzyści. Kto na tym zyska?
Prezes Budziński tłumaczy, że w tej chwili współpraca lekarzy z firmami farmaceutycznymi sprowadza się do działań na podstawie legalnych, szczegółowo opisanych umów cywilno-prawnych dotyczących: sponsoringu konferencji, udostępniania w celach promocyjno-marketingowych nowych technologii np. szpitalom, pokrywania opłat wpisowych na konferencje naukowe, na których upowszechniana jest wiedza naukowa, w tym o nowych lekach i technologiach. Nie ma miejsca na patologiczne układy, które mogły się zdarzać na początku transformacji, przy braku jednoznacznych uregulowań prawnych.

Lekarze obawiają się, że skutek publikacji rejestrów korzyści będzie odwrotny do zamierzonego. Nie tylko nie zwiększy zaufania, ani nie ugruntuje w świadomości społecznej relacji między przemysłem farmaceutycznym jako czegoś naturalnego, nieodzownego i korzystnego dla pacjenta.
Potwierdzają te obawy badania przeprowadzone przez  Millward Brown na zlecenie Infarmy. 88 proc. Polaków ma świadomość współpracy lekarzy z  firmami farmaceutycznymi, jednak wiedza na  temat jej zakresu nie jest pełna. Co zmieni publikacja rejestrów w tej formie? Raczej niewiele.
Odpowiednio 71 proc. i  79 proc. badanych zgadza się z  opinią, że  współpraca lekarzy i  firm farmaceutycznych umożliwia tworzenie nowych terapii oraz  poszerzanie wiedzy lekarzy (przez udział w konferencjach na przykład). Jednocześnie czterech na  pięciu respondentów uważa, że  lekarze częściej przepisują leki tych firm, z  którymi współpracują. W  efekcie 4 proc. ankietowanych deklaruje brak zaufania do  tych relacji, natomiast 49 proc. twierdzi, że  są one dla pacjentów korzystne.
Ponad połowa Polaków wyraża zainteresowanie danymi opublikowanymi na  podstawie Kodeksu Przejrzystości (ciekawość), 66 proc. pozytywnie ocenia tę inicjatywę. Co trzeci badany jest przekonany, że  zwiększy ona zaufanie zarówno do  lekarzy, jak  i  firm farmaceutycznych. Tylko co trzeci.
Małgorzata Solecka   

Możliwość komentowania jest wyłączona.