Sejm jeszcze we wrześniu 2025 roku może uchwalić zmiany w Kodeksie karnym i Kodeksie postępowania karnego, zaostrzające kary za agresję wobec personelu medycznego. Sami medycy mówią jednak, że zaostrzenie przepisów to za mało, trzeba stworzyć realne rozwiązania, które będą minimalizować skalę agresji. I, przede wszystkim, potrzebujemy danych do mierzenia tego zjawiska.

Zmiany w przepisach rząd obiecywał już w maju, kilka dni po śmiertelnym w skutkach ataku na dr. Tomasza Soleckiego, lekarza ze szpitala uniwersyteckiego w Krakowie. Lekarza zabił agresywny pacjent i to zdarzenie - o czym mówią i lekarze i przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości i policji - stanowi cezurę: współpraca operacyjna między medykami, policją i prokuraturą w zakresie bezpieczeństwa medyków znacząco się poprawiła. Ciągle jednak, jak podkreślali lekarze podczas zorganizowanej przez OIL w Warszawie pod koniec sierpnia konferencji „Zero tolerancji dla agresji”, brakuje rozwiązań systemowych, na które powinny się składać: lepsza ochrona prawna, uproszczenie procedur związanych ze zgłaszaniem aktów agresji oraz prewencja.

- Ten, kto bije, ten, kto atakuje, kto pokazuje agresję, przestaje mieć rację. Zero tolerancji dla agresji - mówił prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski, podkreślając że problem z agresją nie zaczyna się w gabinecie. - Agresja zaczyna się w szkole, w internecie, od hejtu i wulgaryzmów - podkreślał, zwracając uwagę, że w ostatnich latach przemoc werbalna została w dużym stopniu znormalizowana. Również w ochronie zdrowia, co pokazują dane z badań, przeprowadzanych przez izby lekarskie: statystycznie każdy lekarz przynajmniej raz doświadczył gróźb, wyzwisk czy prób szantażu. W trakcie konferencji zwracano uwagę na stosunkowo nową, bo obecną od kilku, może kilkunastu lat, formę groźby, czyli zapowiedź umieszczenia złej opinii w internecie (jeśli, na przykład, lekarz nie chce wystawić odpowiednio długiego zwolnienia).

Co piąty lekarz doświadcza przemocy fizycznej. I nawet jeśli lwia część tych przypadków nie przybiera skrajnych form, to żadnego nie można lekceważyć. - Naruszenie nietykalności zaczyna się od popchnięcia czy urwania guzika; znieważenie jest ścigane z oskarżenia publicznego - mówiła Małgorzata Szeroczyńska, zastępca Prokuratora Okręgowego w Warszawie, podkreślając, że realna ochrona działa już od najniższego progu naruszeń, pod warunkiem że zdarzenie zostanie zgłoszone. To zaś powinno być zadaniem podmiotów leczniczych, nie zaś poszkodowanych pracowników. Tego też domagają się lekarze, postulując, by medycy występowali w tej sprawie w charakterze świadków.

- Nie ma zgody na to, żeby medyk podczas ratowania życia zastanawiał się nad własnym bezpieczeństwem. Zgłaszajmy każdy przejaw agresji. Nie budujmy ciemnej liczby - apelował insp. Dariusz Walichnowski, Komendant Stołeczny Policji.

- Lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni korzystają z ochrony jak funkcjonariusze publiczni podczas wykonywania czynności zawodowych, także poza zakładami leczniczymi. - potwierdził Jacek Lachowicz z Departamentu Prawa Karnego Ministerstwa Sprawiedliwości. Ta ochrona będzie wzmocniona przez zmiany w przepisach karnych. - Projekt ustawy wprowadza nowy typ przestępstwa: atak z bezpośrednim zagrożeniem dla zdrowia lub życia personelu medycznego będzie zagrożony karą do pięciu lat pozbawienia wolności. Zakłócanie porządku w zakładzie leczniczym będzie kwalifikowanym wykroczeniem z mandatem co najmniej tysiąca złotych, w trybie przyspieszonym i z możliwością publikacji wyroku - tłumaczył. Ministerstwo Sprawiedliwości ocenia, że nie ma żadnych przeszkód, by projekt został przyjęty przez parlament szybko i wkrótce wszedł w życie.

Jednak zmiana prawa to tylko jeden z elementów, który powinien się składać na strategię walki ze zjawiskiem przemocy w ochronie zdrowia. Łukasz Jankowski podkreślał, że nie jest to bynajmniej polska specyfika, bo z problemem borykają się również inne kraje. Wprowadzane są też różne rozwiązania dla ochrony personelu medycznego: w USA, gdzie dostęp do broni palnej jest powszechny, normą jest kontrolowany dostęp do podmiotów leczniczych. W Turcji na SOR-ach, gdzie najczęściej dochodzi do aktów agresji, bezpieczeństwa pomaga pilnować wojsko. W Kanadzie, wyliczał prezes samorządu lekarskiego, wprowadzane jest prawo, zgodnie z którym atak na pracownika medycznego będzie zagrożony karą pozbawienia wolności do lat dziesięciu. Jednak kluczową bronią jest wiedza: w wielu krajach prowadzone są rejestry agresji w ochronie zdrowia, które pozwalają precyzyjnie zmierzyć zjawisko, ale też ocenić, czy podejmowane kroki w celu jego ograniczenia czy eliminacji, są skuteczne. - Dzięki realnym, a nie wyciąganym ze statystyk, danych wiemy na przykład, że w Hiszpanii w roku ubiegłym 115 osób zostało aresztowanych w związku z atakami na pracowników ochrony zdrowia. We Włoszech odnotowano 16 tysięcy przypadków agresji wobec personelu medycznego, z których 26 proc. stanowiła przemoc fizyczna. W Wielkiej Brytanii odnotowano 22 tysiące przypadków przemocy, agresji i nadużyć wobec personelu medycznego, szczególnie pogotowia ratunkowego, co stanowi wzrost o 15 proc. w stosunku do 2023 r. - wyliczał.

Po zabójstwie dr. Tomasza Soleckiego środowisko lekarskie wystąpiło z postulatem stworzenia rejestru agresywnych pacjentów, co spotkało się z negatywną reakcją wielu ekspertów, prawników, również Rzecznika Praw Pacjenta. Jednak samorząd lekarski nie odstępuje od pomysłu. - Prowadźmy rejestry agresji w ochronie zdrowia. Posiadajmy precyzyjne, rejestrowe dane. To pierwszy wniosek: opiszmy zjawisko poprzez dane - apelował Jankowski, tłumacząc, że rejestr da informacje na temat liczby zdarzeń, odsetka spraw kierowanych do organów ścigania, średniego czasu reakcji. Dzięki temu możliwe będzie lepsze projektowanie rozwiązań lub korekta już istniejących.

Mariusz Frankowski, wojewoda mazowiecki, zwracał uwagę, że dużym zasobem informacji dysponuje już system Państwowego Ratownictwa Medycznego. - Agresja zaczyna się już na poziomie dyspozytorów. Musimy flagować adresy i numery, rozważyć wysyłanie policji równolegle oraz prowadzić wspólne szkolenia. W dyspozytorniach mamy potężną bazę rozmów. Analizę sygnałów zagrożenia może wspierać sztuczna inteligencja - wyliczał. To szczególnie cenne, bo zespoły wyjazdowe PRM są w sposób szczególny narażone na agresję ze strony pacjentów, ale też osób im towarzyszących, bliskich (choć nie tylko). Dyskusję na temat bezpieczeństwa medyków w tym roku rozpoczęła się przecież w styczniu, od zabójstwa ratownika medycznego w Siedlcach podczas domowej interwencji. Czynnikiem ryzyka agresji jest w tych przypadkach (a także na SOR-ach czy izbach przyjęć) alkohol i inne substancje psychoaktywne. One, jak podkreślano, nie znoszą odpowiedzialności karnej. - Nie machajmy ręką, zgłaszajmy. Przemoc to często próba odzyskania kontroli. Prewencja wymaga powszechnie dostępnej pomocy psychiatrycznej i terapii uzależnień – zwracali uwagę eksperci.

Joachim Budny z OZZL przypominał, że śmierć lekarza w Krakowie poprzedzały kierowane przez jego późniejszego zabójcę groźby i wyzwiska. Nie były one zgłaszane, bo praktyka pokazywała lekarzom, że policja takich spraw nie traktuje serio, zgłoszenia często nie były przyjmowane, lekarze zaś słyszeli, że mogą dochodzić sprawiedliwości kierując sami sprawę do sądu. W tej chwili - lekarze podkreślali to wielokrotnie - sytuacja uległa znaczącej poprawie. Ale to ciągle za mało. - To nie jest tak, że taka jest dola naszego zawodu i musimy to przecierpieć. Nie. Zero tolerancji dla przemocy. Każdy przypadek agresji, także werbalnej, należy zgłaszać odpowiednim służbom - apelował do lekarzy.

Samorząd lekarski domaga się również, obok wprowadzenia jasnych i prostych procedur zgłaszania aktów agresji, zwiększenia wsparcia dla personelu służby zdrowia (np. przez realizację szkoleń), intensyfikacji obecności służb porządkowych w placówkach medycznych. Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej zwrócił też uwagę na problem przemocy odroczonej, z którą zmagają się lekarze. Chodzi o sytuacje, w których pacjent lub jego bliscy, bez żadnych merytorycznie uzasadnionych powodów, manifestując niezadowolenie z decyzji terapeutycznych, zapowiadają pozwy sądowe, zawiadomienia do prokuratury. - Słyszymy: ja panu, pani, pokażę! - mówił Łukasz Jankowski, przypominając, że zawiadomienia do prokuratury często kończą się wieloletnimi postępowaniami, z których nic - oprócz kłopotu dla lekarza i jego obciążenia psychicznego i czasowego - nie wynika. W tym obszarze lekarze również powinni otrzymać, w jego ocenie, wsparcie ze strony państwa.

Małgorzata Solecka