Jeśli nie osiągniemy odpowiedniego poziomu zaszczepienia, czwarta fala będzie nieunikniona, być może również nieunikniony będzie lockdown – przyznaje Michał Dworczyk, pełnomocnik rządu ds. programu szczepień przeciw COVID-19. A ze szczepieniami Polska stoi, na tle UE, fatalnie i trudno oprzeć się wrażeniu, że sytuacja tylko się pogarsza.

Dane w ostatnich dniach czerwca 2021: przynajmniej jedną dawkę szczepienia otrzymało 44 proc. Polaków. W tym w pełni zaszczepiony był już niemal co trzeci z nas. Odsetek tych, którzy dopiero rozpoczęli szczepienie, Polska ma jeden z niższych w Unii Europejskiej – 12 proc. Dla porównania, Niemcy (53 proc. zaszczepionych przynajmniej jedną dawką) mają 19 proc. obywateli, którzy czekają na drugie szczepienie. Włochy – 54 proc. zaszczepionych przynajmniej jedną dawką, z czego tylko nieco ponad połowa (28 proc.) ma za sobą pełny cykl szczepień. Średnia dla UE to 49 proc. zaszczepionych minimum jedną dawką i 19 proc. tych, którzy na drugie szczepienie dopiero czekają.

Inaczej mówiąc: Polska w czerwcu utrzymała całkiem niezłe tempo szczepień, ale wyłącznie dzięki drugim dawkom. Nowych chętnych na szczepienia jest jak na lekarstwo, terminy szczepień nawet dla najmłodszych, którzy mogą być szczepieni tylko preparatem Pfizer/BioNTech, są dostępne od ręki, w wielu punktach nawet bez rejestracji. 1 lipca mają ruszyć szczepienia w aptekach. Na szczepienia – w ramach pilotażu – będzie można się zgłosić do punktów w centrach handlowych. Czy jednak będą chętni?

Od tygodni rząd – a razem z nim sportowcy i aktorzy – przekonuje na billboardach i w spotach reklamowych, że szczepienia są na ostatniej prostej. Nic bardziej mylnego, nie ma żadnej prostej – są wyłącznie wyboje. To dlatego minister zdrowia zapowiada akcję telefonów do osób, które się nie zaszczepiły i nie zarejestrowały na szczepienie. To dlatego z rządu dochodzą sygnały, że jesienią szczepienia mogą być objęte odpłatnością – chodzi o uzyskanie efektu psychologicznego, by jak najwięcej osób zgłosiło się teraz, gdy szczepionki są darmowe. Rząd nie traci nadziei, że Polaków zachęci loteria, która ruszy 1 lipca.

Problemem jest jednak to, że wbrew apelom ekspertów w Narodowym Programie Szczepień dramatycznie zabrakło pomysłu na akcję edukacyjną z prawdziwego zdarzenia i pracę organiczną, logistykę u podstaw. Samym sobie zostawiono ogromną rzeszę seniorów – Polska ma jeden z najwyższych w Europie odsetek niezaszczepionych osób powyżej 80. roku życia, niemal 40 proc. na koniec czerwca. Dramatycznie źle wyglądają różnice między poziomem zaszczepienia mieszkańców miast – zwłaszcza tych największych – a Polski powiatowej, zwłaszcza wsi. Najgorzej szczepienia idą na ścianie wschodniej i w Małopolsce, czyli tradycyjnych bastionach partii rządzącej. Na Podhalu są wsie, gdzie odsetek zaszczepionych nie przekracza 20 proc.

Tymczasem informacje płynące z Wielkiej Brytanii (64 proc. zaszczepionych przynajmniej jedną dawką, niemal połowa populacji w pełni zaszczepiona) i Izraela (64 proc. po minimum jednym szczepieniu, 60 proc. w pełni zaszczepionych) nie pozostawiają wątpliwości: ten poziom zaszczepienia nie buduje odporności przed wariantem Delta. Oba kraje notują wzrosty zakażeń, choć dzięki starannemu wyszczepianiu najstarszej populacji nie przekłada się to w znaczącym stopniu na poziom hospitalizacji i zgonów. Odbicie jest jednak na tyle wyraźne, że Wielka Brytania opóźniła o miesiąc luzowanie obostrzeń a Izrael zdecydował o powrocie do obowiązku zasłaniania nosa i ust w pomieszczeniach zamkniętych.

Eksperci przestrzegają, że wariant Delta pod koniec sierpnia będzie odpowiadać za nawet 90 proc. zakażeń w UE – przykład Wielkiej Brytanii, gdzie ten poziom został osiągnięty po niespełna czterech miesiącach od zanotowania pierwszych przypadków pokazuje, że nie jest to scenariusz nieprawdopodobny. Wiadomo, że jest bardziej zakaźny. Nie wiadomo, jak będzie groźny, gdy zacznie się rozprzestrzeniać w populacji niezaszczepionej, zwłaszcza w populacji osób starszych.

Małgorzata Solecka 

Możliwość komentowania została wyłączona.