Głosami posłów PiS i PSL-Kukiz’15 Sejm uchwalił rządowy projekt nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Większość opozycji zagłosowała przeciw, bo w ustawie znalazł się przepis, znoszący obowiązek informowania pacjenta o możliwości poddania się zabiegowi, którego lekarz nie wykonuje ze względu na klauzulę sumienia.

Celem projektu jest głównie poprawa warunków kształcenia lekarzy i lekarzy dentystów oraz zwiększenie liczby lekarzy specjalistów w systemie ochrony zdrowia. – Jest to ustawa, na którą przede wszystkim czekają obywatele, jeszcze bardziej ta część obywateli, którą stanowią potencjalni pacjenci, ale również lekarze, zwłaszcza lekarze rezydenci, którzy mieli pewne uwagi odnośnie do sposobu szkolenia i zdobywania tytułu lekarza specjalisty – mówił podczas drugiego czytania w Sejmie Bolesław Piecha (PiS), który przewodniczył pracom podkomisji pracującej w lutym nad projektem. – Musimy pamiętać, że lekarz specjalista dzisiaj jest podstawą systemu, bo on stanowi ten podmiot, z którym Narodowy Fundusz Zdrowia może zawierać kontrakt, poprzez różnego rodzaju instytucje, szpitale, przychodnie czy specjalistyczne zakłady lecznicze. 

Zmiany oczekiwane i zmiany niechciane 

Ustawa, przede wszystkim na to czekali młodzi lekarze, umożliwia szybsze przystępowanie przez lekarzy do Lekarskiego Egzaminu Końcowego i lekarzy dentystów do Lekarsko-Dentystycznego Egzaminu Końcowego (na ostatnim roku studiów) oraz do Państwowego Egzaminu Specjalistycznego (na ostatnim roku szkolenia specjalizacyjnego). Wprowadza też centralny nabór na specjalizacje, co ma zwiększać szansę młodych lekarzy na dostanie się na wybraną specjalizację, choćby w innym regionie kraju. Kierownicy specjalizacji otrzymają dodatek za specjalizantów – 500 złotych brutto za jednego, tysiąc złotych brutto – za dwóch i więcej. Nie są to pieniądze, jakich lekarze się domagali (propozycja zespołu ministerialnego, który w styczniu 2019 przedstawił własny projekt ustawy mówiła o tysiącu złotych za każdego specjalizanta), ale bez wątpienia można to uznać za choćby niewielki krok we właściwym kierunku.

To zmiany oczekiwane przez środowisko. Są jednak i takie, przeciw którym lekarze zdecydowanie protestowali – chodzi o cały blok przepisów związanych z zatrudnianiem w Polsce lekarzy spoza Unii Europejskiej.

Lekarz spoza UE, aby wykonywać w Polsce pracę, będzie musiał posiadać „dyplom lekarza albo lekarza dentysty wydany w innym państwie niż państwo członkowskie Unii Europejskiej i świadectwo złożenia LEW albo LDEW”. Dyplom musi potwierdzać ukończenie co najmniej pięcioletnich studiów (to zwycięstwo samorządu lekarskiego).  

– Muszę podkreślić, że przede wszystkim braliśmy pod uwagę bezpieczeństwo pacjentów, jakość tych lekarzy, którzy chcą u nas leczyć pacjentów i zdobywać prawo wykonywania zawodu, ale również usystematyzowanie procesu potwierdzania, czyli nostryfikacji. W Stanach Zjednoczonych proces jest bardzo skomplikowany. U nas, mimo różnych ułatwień, też będzie skomplikowany. Niemniej w związku z tym, że luka pokoleniowa pomiędzy lekarzami specjalistami a tymi, którzy aspirują, jest potężna, większość lekarzy specjalistów jest w wieku powyżej 50, 55 lat, potrzebujemy po prostu lekarzy specjalistów – tłumaczył intencje rządu Bolesław Piecha. – Przede wszystkim oczywiście ta ustawa mówi, że lekarz, który przychodzi spoza Unii Europejskiej, musi na początku mieć dyplom, dyplom ukończenia uczelni medycznej. Uczelnie medyczne na całym świecie są różnie zlokalizowane. My mamy od pewnego czasu typ uniwersytecki, ale ja kończyłem szkołę zawodową, typową szkołę zawodową. Taką samą szkołę kończy się w Stanach Zjednoczonych. Kończy się szkołę zawodową, po której można być lekarzem. Lekarz, który zamierza mieć prawo wykonywania zawodu w Polsce, musi mieć 5-letnie studia, które są równoważne z tym systemem, który my prowadzimy – podkreślał.

Okręgowe rady lekarskie będą miały trzy miesiące od złożenia wszystkich dokumentów potwierdzających spełnianie wymagań na przyznanie lub odmowę prawa wykonywania zawodu dla lekarza spoza UE. To również sukces lekarzy, bo rząd proponował „niezwłoczne” wydanie decyzji, ale nie określał żadnego terminu.

Luka pokoleniowa. Otwarcie polskiej ochrony zdrowia na lekarzy spoza UE 

– Trudny czas pandemii koronawirusa dobitnie wykazał, że zdrowie i poczucie bezpieczeństwa zdrowotnego jest nadrzędną wartością społeczną. Toteż, głęboko pochylając się nad tą ustawą, wprowadziliśmy wiele rozwiązań i mechanizmów usprawniających oraz wiele udogodnień dla lekarzy i lekarzy dentystów. W Polsce brakuje lekarzy, jest to też tzw. luka pokoleniowa. To zaniedbanie wielu lat. Obecnie zwiększamy nabory na studia medyczne, uatrakcyjniamy wynagrodzenie zarówno lekarzy rezydentów, jak i lekarzy specjalistów. Wprowadziliśmy tzw. bon patriotyczny dla lekarzy rezydentów, czyli miesięczny dodatek do pensji w wysokości 600–700 zł w zależności od wyboru specjalizacji, by powstrzymać m.in. emigrację młodych lekarzy. Ale to ciągle za mało – mówił z kolei Czesław Hoc w imieniu klubu PiS, zapowiadając poparcie ustawy i kierunku otwarcia polskiej ochrony zdrowia na lekarzy spoza UE. – Z należytą starannością zadbaliśmy, by warunki dopuszczenia do zawodu tych lekarzy dawały pełną gwarancję profesjonalnego ich przygotowania – zapewniał.

Posłowie Koalicji Obywatelskiej nie kryli wątpliwości co do owej należytej staranności, wnosząc poprawkę dotyczącą możliwości uznawania specjalizacji tylko tych lekarzy spoza UE według propozycji Naczelnej Izby Lekarskiej (minimum połowa czasu specjalizacji w Polsce z porównywalnymi wymaganiami).

– W Polsce brakuje według różnych szacunków od 60 do 70 tys. lekarzy. Spośród ok. 140 tys. pracujących w zawodzie co czwarty ma uprawnienia emerytalne. To jest prawdziwy dramat. Mniej lekarzy na tysiąc mieszkańców mają na naszym kontynencie wyłącznie Turcja i Czarnogóra. Projekt ustawy oczekiwanej przez środowisko lekarzy wydaje się iść w dobrym kierunku. Trzeba spróbować zatrzymać lekarzy w Polsce, stworzyć warunki do ich powrotu do Polski, zwiększyć liczbę kształconych nowych lekarzy, wcześniej wpuszczać do systemu opieki zdrowotnej kształconych specjalistów i w końcu stworzyć szanse na rozpoczęcie pracy w Polsce dla lekarzy spoza Unii Europejskiej – wyliczał Jerzy Hardie-Douglas. Przyjęcie tej poprawki było jednym z warunków poparcia ustawy przez Koalicję Obywatelską. Drugim – wycofanie się ze zmiany w artykule dotyczącym klauzuli sumienia, zgłoszonej przez Bolesława Piechę, zmierzającej do zwolnienia lekarza z obowiązku informowania pacjenta, gdzie może poddać się zabiegowi, którego wykonania z powodu klauzuli sumienia ów lekarz odmówił.

Kłopoty z klauzulą sumienia  

I właśnie dyskusja nad tą zmianą przesłoniła w Sejmie merytoryczną debatę nad całością projektu – posłowie Koalicji Obywatelskiej i Lewicy protestowali przeciw wprowadzaniu – jak to określali – tylnymi drzwiami obostrzeń w dostępie do dopuszczalnej prawem aborcji i zwracali uwagę, że poszukujące takiej możliwości kobiety, np. z ciężkimi uszkodzeniami płodu czy z ciążą będącą wynikiem czynu zabronionego, będą skazane na poszukiwanie informacji w internecie. Sejm nie zgodził się bowiem ani na wpisanie do ustawy obowiązku udzielania takich informacji przez NFZ, ani na poprawkę Lewicy o tym, że obowiązek informacyjny ma spoczywać na placówce. Wiceminister zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko zapewniała jednak – jeszcze na posiedzeniu Komisji Zdrowia – że pacjenci będą mogli otrzymywać takie informacje dzwoniąc na bezpłatną infolinię NFZ. Zaś rząd poparł poprawkę zwalniającą lekarzy z obowiązku udzielania informacji, gdyż – jak tłumaczyli posłowie PiS – wypełnił tym samym wyrok Trybunału Konstytucyjnego. – Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 7 października 2015 r. wskazał, że obowiązek informacyjny o miejscu uzyskania świadczeń, których odmówiono ze względu na sprzeciw sumienia, to niekonstytucyjne ograniczanie wolności sumienia. Jest to przymuszanie do udziału w czynie nieetycznym. Co więcej, ten obowiązek jest nie tylko niekonstytucyjny, ale i nieadekwatny z racji tego, że nie wiadomo, skąd lekarze czy też podmioty lecznicze miałyby czerpać wiedzę o tym, kto takie nieetyczne zabiegi wykonuje. Tą wiedzą powinien dysponować Narodowy Fundusz Zdrowia jako organ władzy publicznej – przekonywała Anna Siarkowska.

Pierwsze przepisy uchwalonej 28 maja 2020 roku ustawy będą mogły wejść w życie prawdopodobnie na przełomie lipca i sierpnia.

 Małgorzata Solecka 

Możliwość komentowania jest wyłączona.