porod

Nie ma tematu bardziej społecznie nośnego – jeśli chodzi o arkana medycyny – niż poród. Boleśnie się przekonują o tym położnicy, dla których w ostatnich latach media nie mają litości. Nie ma już „niepowodzeń położniczych”. Są – tragedie na porodówkach. Ba, żeby tylko tragedie. Zaniedbania, albo wręcz – zbrodnie.

Wystarczy wziąć pierwszy z brzegu przypadek „złego porodu” – dziecka martwego albo urodzonego w ciężkiej zamartwicy, albo uszkodzonego w trakcie porodu. Nikt już nie chce słuchać argumentów, choćby i powtarzanych przez największe autorytety, że z naturą nie zawsze można wygrać. Że czasem ciąża rozwija się prawidłowo, ale nawet najlepszy, najbardziej uważający lekarz czy zespół położniczy nie są w stanie przewidzieć komplikacji. Że choć Polska jest już bardzo blisko czołówki krajów, w których odsetek zgonów noworodków i martwych urodzeń jest najniższy, nie da się tego zjawiska całkowicie wyeliminować. Duża część, jeśli nie większość, spraw dotyczących błędów medycznych, jakie trafiają do prokuratur, dotyczy właśnie porodów.

Nie można zapominać o tym aspekcie, rozmawiając o standardach na porodówkach. Problem polega na tym, że dyskusja na ten ważny temat, która od kilku tygodni przetacza się przez Polskę, przypomina – jak wiele innych zresztą – raczej magiel niż debatę.

Temat wywołał wiosną samorząd lekarski, zwracając się do ministra zdrowia z apelem, by zrezygnował z wyznaczania standardów opieki medycznej, do czego uprawnienie zapisano w ustawie o działalności leczniczej. Minister Konstanty Radziwiłł akurat w tej sprawie zaprezentował pełną zgodność ze stanowiskiem NRL – i stosowne zapisy do projektu nowelizacji ustawy zaproponował. Zostały przyjęte – bez większej dyskusji. Wydaje się, że wszyscy – posłowie, organizacje pacjenckie, środowiska pielęgniarek i położnych, również media – tę zmianę po prostu przegapili, skupiając się na zasadniczej części nowelizacji, czyli zapisach dotyczących końca komercjalizacji szpitali i innych kwestiach dotyczących samorządów terytorialnych.

To generalnie kiepski obyczaj legislacyjny – wprowadzać ważkie społecznie zmiany „pod przykryciem”. – Nie ukrywaliśmy projektu, wisiał na stronach Rządowego Centrum Legislacji i każdy mógł się do niego odnieść – broni się dziś resort zdrowia. Fakt. Ale faktem jest też, że równolegle z techniczną, jak chce Ministerstwo Zdrowia, zmianą dotyczącą upoważnienia dla ministra zdrowia do wydawania rozporządzeń dotyczących standardów medycznych, resort zdrowia prowadził z organizacjami pozarządowymi konsultacje, dotyczące tychże standardów. Nie zająkując się ani na temat procedowanej nowelizacji, ani tego że w perspektywie dwóch lat omawiany temat mocno się zmieni. Nie będzie już standardów medycznych. Będą – obiecuje minister zdrowia – standardy organizacyjne. Mają – jak zapewnia resort – jeszcze lepiej chronić prawa rodzących kobiet.

Sęk w tym, że te ostatnie nie wierzą. Fundacja Rodzić po ludzku w grudniu zebrała prawie 75 tysięcy podpisów pod petycją do premier Beaty Szydło. Apeluje o przywrócenie standardów opieki okołoporodowej. „Oburza nas fakt, że minister zdrowia Konstanty Radziwiłł ignorując wypracowany przez środowiska medyczne i pacjenckie konsensus, przychylił się do jedynego głosu sprzeciwu reprezentowanego przez Naczelną Radę Lekarską. Co więcej, zataił zaproponowaną zmianę przed opinią publiczną, a także ekspertami zajmującymi się zagadnieniami poprawy opieki okołoporodowej, uniemożliwiając tym samym podjęcie otwartej dyskusji nad sensem jej wprowadzenia” – to cytat z petycji. Temat nie przycichnie w przyszłym roku, zadbają o to choćby parlamentarzystki z opozycji.

Naczelna Rada Lekarska przyjęła stanowisko, którego zamiarem było uspokojenie nastrojów. To jednak może nie wystarczyć. Samorząd lekarski został postawiony w sytuacji głównego winowajcy, oskarżany jest o konserwatywne, nieprzyjazne kobietom, poglądy.

Być może więc lepszym pomysłem, niż przyjmowanie kolejnych uchwał, byłoby zorganizowanie – na szczeblu centralnym lub w ramach okręgowych izb lekarskich – „okrągłego stołu”, przy którym spotkaliby się przedstawiciele samorządu lekarskiego, położnych, organizacji działających na rzecz praw kobiet rodzących? Standarem w sprawie tak delikatnej, jak porody, powinna być rozmowa. Nie narzucanie swojego, choćby nawet najsłuszniejszego, stanowiska.

Zwycięstwo siłowe, w tym przypadku, może się okazać zbyt kosztowne.

 Małgorzata Solecka 

Możliwość komentowania jest wyłączona.