Fot. Pixabay

Pod koniec stycznia 2017, jak co roku, opinia publiczna w Europie poznała wyniki Europejskiego Konsumenckiego Indeksu Zdrowia – przygotowywanego przez szwedzką firmę zestawienia, rankingu, wszystkich systemów ochrony zdrowia w Europie. I jak co roku Polska nie ma żadnych powodów do dumy. Chyba, że szczytem naszych ambicji jest wyprzedzenie takich krajów jak Albania. Bo w zestawieniu za 2016 roku to nam się udało (w przeciwieństwie do edycji wcześniejszej).

EHCI 2016 wskazuje Polsce miejsce w szeregu – piąte od końca. Za nami uplasowały się wyłącznie dużo biedniejsze kraje bałkańskie. Wyprzedzają nas – o włos, ale zawsze – takie kraje jak Węgry i Łotwa. Na tysiąc możliwych do zdobycia punktów uciułaliśmy 564. O tym, w jakim miejscu jesteśmy, nie świadczy wcale wynik liderujących już kolejny rok Holendrów (927), ale pozycja Czech – kraju, z którym teoretycznie bylibyśmy w stanie konkurować. Gdyby nie to, że czeska służba zdrowia we wszystkich rankingach i zestawieniach „odjechała” Polsce i innym krajom postkomunistycznym. Czesi ze swoimi 780 punktami znakomicie mieszczą się w spektrum krajów zachodnioeuropejskich. Ba, udało się im wyprzedzić Wielką Brytanię, co powinno zresztą dać ministrowi zdrowia do myślenia. Konstanty Radziwiłł ze swoją koncepcją Narodowej Służby Zdrowia, wzorowanej (w wielu aspektach) na NHGS (minister zresztą nie odżegnuje się od takich porównań) zdaje się nas pchać w kolejną ślepą, bo pozbawioną widoków na rozwój, uliczkę.

Bez spadków, poprawa niewielka

Autorzy EHCI podkreślają, że od poprzedniej edycji we wszystkich krajach europejskich funkcjonowanie służby zdrowia się poprawiło – żaden kraj nie zanotował spadków punktowych, niektórym (na przykład Polsce) udało się awansować o pozycję lub dwie. Zmiany miejsc w rankingu nie są znaczące, bo w żadnym kraju nie odnotowano rewolucyjnych zmian.

Najgorzej oceniona Rumunia zgromadziła 497. Mniej niż 600 punktów ma osiem krajów (łącznie z Polską) – i te kraje dzieli od reszty Europy wyraźny dystans. Żaden z krajów nie zdobył maksymalnej liczby punktów. Holandia ma ich 927. Barierę 900 punktów pokonała jeszcze Szwajcaria (904), przy czym holenderska służba zdrowia jest o wiele bardziej ekonomiczna – przy wyraźnie niższych nakładach (EHCI opiera się na wskaźniku uwzględniającym różnice w sile nabywczej pieniądza) Holendrzy uzyskują lepszy efekt. To samo dotyczy zresztą czeskiej służby zdrowia – zwycięstwo nad systemem brytyjskim osiągnięto u naszych południowych sąsiadów przy nakładach o jedną trzecią niższych!

Jeśli już jesteśmy przy pieniądzach… Autorzy raportu podkreślają, że większe pieniądze nie zawsze oznaczają lepszą opiekę. Największe (w przeliczeniu na mieszkańca, z uwzględnieniem siły nabywczej) pieniądze na ochronę zdrowia przeznacza Luksemburg, który w ogólnym rankingu nie zmieścił się nawet w pierwszej piątce najwyżej ocenianych systemów. Polska pod względem nakładów w tym zestawieniu zajmuje ósme miejsce od końca (wyprzedziliśmy jeszcze Serbię, Macedonię i Łotwę). I choć „pieniądze szczęścia nie dają”, widać wyraźnie, że jeśli wydaje się ich wyraźnie mniej – trudno awansować do wyższej ligi.

Bez kolejek taniej

Jeśli Polacy myślą, że tylko w naszej służbie zdrowia są kolejki, EHCI 2016 wyprowadzi ich z błędu: Europa jest podzielona na „terytorium kolejek” i „terytorium bez kolejek”, czyli kraje w których pacjenci są przyjmowani do szpitali i poradni płynnie. Polska zalicza się do tych pierwszych – obok takich krajów jak Wielka Brytania i Irlandia, Szwecja, Hiszpania, Portugalia czy Węgry. Kraje bez list oczekujących to niemal cała Zachodnia Europa, Czechy, Chorwacja i Macedonia.

Autorzy raportu podkreślają dwie kwestie. Po pierwsze, kolejki nie wynikają z poziomu zamożności kraju. Nie ma ich w stosunkowo niezamożnej Chorwacji i całkiem biednej (jak na Europę) Macedonii. Są – w bogatej Szwecji i Wielkiej Brytanii. Irlandzkie media w poniedziałek 30 stycznia (dzień publikacji rankingu) zaczęły bić na alarm, bo irlandzkie kolejki zostały zaliczone do najdłuższych w Europie. Po drugie – systemy bez kolejek okazują się być tańsze (bardziej ekonomiczne) niż te z kolejkami. To jedno z wyjaśnień, dlaczego Czechy (brak kolejek) wyprzedzają Wielką Brytanię (jedne z najdłuższych kolejek).

Autorzy raportu biorą również pod lupę liczbę lekarzy, zestawiając ją z liczbą konsultacji (w przeliczeniu na głowę mieszkańca). Znów – zaskoczenie. Nie ma prostego związku między tymi wartościami. Dostępność do leczenia nie zależy (wprost) od liczby lekarzy! Polska pod względem liczby lekarzy zajmuje przedostatnie miejsce w Europie (wyprzedzamy jedynie Albanię!, natomiast pod względem liczby udzielonych konsultacji – mieścimy się w pierwszej dziesiątce. W Wielkiej Brytanii – wskaźnik lekarzy przewyższa (nieznacznie) wskaźnik konsultacji.

– Czego Europa może się nauczyć od Holandii? – pytają autorzy raportu i odpowiadają: – System „chaotyczny”, w którym pacjent ma prawo wyboru, na przykład tego, gdzie otrzymuje świadczenia zdrowotne, działa lepiej, niż system „planowy”. Warunek? „Chaos” musi być dobrze zarządzany. – I Holendrzy wiedzą, jak to robić!

Polska: zamiast usprawniania „inne rzeczy”

EHCI 2016 roku nie został zauważony przez większość mediów głównego nurtu. Nawet media branżowe zdawały się w końcówce stycznia 2017 roku lekceważyć publikację. Powód? W komentarzu do tegorocznej edycji pojawiła się złośliwa uwaga pod adresem Polski, która została wskazana jako jeden z krajów, w których rządzący zamiast zastanawiać się jak poprawić (usprawnić) system ochrony zdrowia, zajmują się „innymi rzeczami”. Szwedzi wytknęli Węgrom aktywność skierowaną przeciw przyjmowaniu uchodźców, a Polsce… ograniczanie wolności mediów.

Szkoda. Raport (choć ekonomiści niuansują jego wartość, zwracając uwagę na wymiar konsumencki), niesie ze sobą dużo istotnych refleksji dotyczących przyszłości systemów ochrony zdrowia na Starym (i starzejącym się) Kontynencie. Zresztą, jak dobrze pomyśleć… Czy ten komentarz, dotyczący priorytetów rządzących, naprawdę jest pozbawiony sensu?

Zwłaszcza że jest o czym myśleć. W styczniu został opublikowany jeszcze jeden ważki dokument (również nie przebił się w polskich mediach!) dotyczący skali marnotrawstwa w systemach ochrony zdrowia. Raport OECD, dotyczący wszystkich najbardziej rozwiniętych państw świata. Wnioski są przygnębiające: nawet jedna piąta środków, wydawanych na zdrowie, jest marnowana. Nawet połowa recept wydawanych na antybiotyki jest niezasadna. W niektórych krajach więcej niż połowa przyjęć na oddziałach pomocy doraźnej (SOR) jest niepotrzebna. Duża część krajów marnuje pieniądze na leki, bo pacjenci i lekarze unikają korzystania z leków generycznych. Działania niepożądane występują nawet u co dziesiątego pacjenta – i tylko z tego tytułu koszty opieki zdrowotnej rosną o kilkanaście procent! – Ochrona zdrowia potrzebuje strategicznego podejścia, postawienia spraw dotyczących systemów opieki zdrowotnej w centrum debaty politycznej – alarmuje OECD, zwracając uwagę, że marnotrawstwu towarzyszy niespotykane dotąd ciśnienie na dalsze zwiększanie budżetów wydawanych na zdrowie. – Konieczna jest restrukturyzacja w podejściu do ochrony zdrowia. Systemy powinny oprzeć się o dwie fundamentalne zasady: po pierwsze, koniec z finansowaniem nieskutecznych metod leczenia. Po drugie, zastępowanie tańszymi metodami leczenia metod drogich, oczywiście jeśli przynoszą taki sam skutek.

A oprócz tego? Raport OECD zwraca uwagę choćby na konieczność zastępowania hospitalizacji opieką ambulatoryjną lub formami opieki domowej. Leczenie szpitalne powinno być ograniczane do minimum, bo szpitale są za drogie. Nie tylko dla Polski, również dla o wiele od nas bogatszych krajów.

Małgorzata Solecka 

Możliwość komentowania jest wyłączona.