Fot. Wiesława Klemens/ Spotkanie lekarzy kontraktowych w OIL w Gdańsku

Pod koniec czerwca 2017 roku Naczelna Rada Lekarska uzupełniła swoje stanowisko w sprawie obywatelskiego projektu ustawy o warunkach zatrudnienia w ochronie zdrowia o znaczący punkt: postulat wprowadzenia zapisów gwarantujących wysokość minimalnego wynagrodzenia dla osób wykonujących zawody medyczne na podstawie umów innych niż umowy o pracę.

„Projekt powinien zostać uzupełniony o postanowienia określające wysokość minimalnego wynagrodzenia dla osób wykonujących zawody medyczne w formie przyjmowania zleceń lub świadczenia usług w ramach prowadzonej działalności gospodarczej. Rozwiązanie takie powinno przyjąć formę przewidzianą w ustawie z dnia 10 października 2002 r. o minimalnym wynagrodzeniu za pracę poprzez określenie minimalnej stawki godzinowej wynagrodzenia osoby przyjmującego zlecenie lub świadczącej usługi” – głosi stanowisko NRL.

To istotny głos w dyskusji na temat konieczności obrony praw lekarzy, pracujących na kontraktach, mających własne firmy. Od lat mówiło się o nierównym traktowaniu osób, wykonujących ten sam zakres obowiązków (co do meritum). Niektóre różnice są niepodważalne, o innych środowisko lekarskie chce coraz głośniej rozmawiać.

W marcu w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Gdańsku powstało Porozumienie Lekarzy Kontraktowych – platforma, którą stworzyło kilkudziesięciu lekarzy i lekarzy dentystów. Cel – oczywisty: poprawa warunków pracy. Z jednej strony – coraz większa liczba szpitali i szerzej, publicznych placówek, ogranicza etatową formę zatrudniania personelu, dotyczy to zwłaszcza lekarzy. Pracodawcy preferują umowy cywilno-prawne, które w znaczący sposób redukują koszty funkcjonowania placówek.

Kontrakty mogą być korzystne dla obu stron umowy, pod warunkiem, że strony mają podobne możliwości negocjowania warunków. Tymczasem w znaczącej części przypadków warunki kontraktów są lekarzom narzucane. Dotyczy to zwłaszcza młodych specjalistów, dopiero budujących swoją pozycję zawodową. Standardem jest, że tacy lekarze otrzymują umowę do podpisu, praktycznie bez możliwości wprowadzenia do niej jakichkolwiek zmian. A jeśli takowa możliwość jest, najczęściej dotyczy (w bardzo ograniczonym zakresie) proponowanych przez placówkę stawek. Wielu lekarzy kontraktowych twierdzi, że nieznaczna korekta wynagrodzenia jest stosunkowo łatwa do wynegocjowania. W innych kwestiach dyrektorzy szpitali pozostają zwykle nieugięci.

Jakie to kwestie? Obok podstawowych – wynagrodzenie, czas pracy – na pierwsze miejsce wysuwa się, według samych lekarzy, kwestia podziału odpowiedzialności wobec roszczeń pacjentów. Dla szpitali i lekarzy – w sytuacji rosnącej liczby wniosków do Rzecznika Praw Obywatelskich, do Rzeczników Odpowiedzialności Zawodowej, ale również pozwów i spraw karnych zakładanych lekarzom – jest to coraz większy problem, a w przypadku lekarzy zatrudnianych na kontrakcie odpowiedzialność pracodawcy i lekarza jest solidarna (inaczej niż w przypadku lekarzy pracujących na etatach). Lekarze kontraktowi chcą, by pracodawcy wzięli na siebie większą część odpowiedzialności.

Ważną kwestią dla lekarzy jest możliwość zamieszczenia w kontrakcie zapisu, gwarantującego płatne dni wolne – na wypadek choroby i oraz z tytułu szkolenia. Takie „bonusy” oferowane są nielicznym lekarzom kontraktowym, większość jest pozostawiona sama sobie. Z jednej strony w przypadku choroby medycy są pozostawieni sami sobie, bo tracą źródło utrzymania. Z drugiej – brak urlopu szkoleniowego sprawia, że nie mogą leczyć pacjentów tak dobrze, jak na to pozwala najnowsza wiedza medyczna.

Porozumienie Lekarzy Kontraktowych liczy, że inicjatywa przeniesie się do innych izb lekarskich – problemy z kontraktami w całym kraju wyglądają podobnie. Można powiedzieć, że sygnał z Naczelnej Rady Lekarskiej jest znakiem, że sytuacja – również w kontekście coraz wyraźniejszych braków kadrowych – dojrzała do zmiany. Korzystnej dla tych, którzy pracują w oparciu o umowy cywilno-prawne.

Małgorzata Solecka 

Możliwość komentowania jest wyłączona.