Uroczystość Wręczenia Prawa Wykonywania Zawodu w Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku/ Fot. Wiesława Klemens 

Wszyscy w środowisku wiedzą o ich istnieniu. Wszyscy przynajmniej raz na jakiś czas goszczą w ich progach. Ale potem zaczynają się już schodki… Z okazji roku wyborczego w izbach lekarskich postanowiłam wysondować co o samej instytucji, a także o zbliżających się wyborach sądzą młodzi lekarze. Wszak to oni mogą kiedyś dzierżyć stery samorządu zawodowego.

Na studiach Izba Lekarska kojarzyła się przede wszystkim z uroczym białym budynkiem w pobliżu uczelni, do którego chadzało się co jakiś czas z racji zakupów w mieszczącej się w nim księgarni.

Po studiach staliśmy się godnymi wejść na kolejne kondygnacje białego budynku – trzeba było załatwiać formalności związane ze stażem, ograniczonym prawem wykonywania zawodu. Potem uczestniczyliśmy w kursach organizowanych przez Izbę. Kolejne spotkanie to uroczystość wręczenia pełnego prawa wykonywania zawodu, oficjalne wstąpienie w szeregi braci lekarskiej a tym samym obowiązkowe członkostwo w izbie.

Co o izbie wiedzą młodzi lekarze? 

Pan Prezes Okregowej Izby Lekarskiej w Gdańsku serdecznie zapraszał do czynnego uczestnictwa w życiu izby, którą sami tworzymy. „Koledzy… koleżanki…” słyszeliśmy wielokrotnie tego dnia. To był dzień, kiedy poczuliśmy pierwszy raz prawdziwą jedność środowiska lekarskiego.. od tej pory również naszego środowiska. I co dalej?

Wydaje się, że dopadła nas szara rzeczywistość. Rezydencka pensja (albo o zgrozo wolontariat), dyżur popędzający dyżur, NOCH-y, przychodnie.. Rodziny domagające się poświęcenia im ostatnich skrawków naszego wolnego czasu. Poczucie jedności nieco osłabło. Nieco?

Znakomita większość osób, z którymi rozmawiałam na temat Izb Lekarskich prosiła o całkowitą anonimowość. Dlaczego? Niestety przekonanie, że „zazwyczaj izba wydaje się bezsensownym tworem, pobierającym haracz za gazetkę, która i tak nie zawsze przychodzi” nie jest mitem. Temu podobne stwierdzenia słyszałam wielokrotnie rozmawiając młodymi lekarzami.

Część osób przyznaje, że nie może pochwalić się obszerną wiedzą na temat zakresu działalności Izb, nie wie jakiej pomocy może oczekiwać ze strony środowiska i gdzie tej pomocy szukać. Poza tym Izba Lekarska kojarzy się z kontrolami, co wiąże się mało przychylnym stosunkiem, a co za tym idzie brakiem motywacji do pogłębiania wiedzy na temat jej funkcjonowania i oferowanych profitów.

Bezpłatna pomoc prawna – mocny atut

Znalazła się grupa osób, która korzystała bądź słyszała o możliwości skorzystania z bezpłatnej pomocy prawnej. Podczas moich rozmów z młodymi lekarzami ten punkt był najczęściej podkreślanym mocnym atutem przynależności do izby lekarskiej. Pojedyncze osoby korzystały i jednocześnie wyrażały zadowolenie z funkcjonowania takich udogodnień, jak zapomogi na kształcenie (choć zdarzały się głosy mówiące o zbyt zawiłym i długotrwałym wnioskowaniu w przypadku niewielkich kwot), zapomogi socjalne, dofinansowanie w przypadku organizacji szkoleń dla swojej grupy zawodowej, odbywających się cyklicznie bezpłatnych kursów i szkoleń, pomoc w zakładaniu i prowadzeniu praktyk lekarskich, organizacja wernisaży, regat oraz jeszcze innych wydarzeń sportowych i kulturalnych. Z rozmów wynikało, że wiedza o tych możliwościach jest naprawę znikoma, mimo że informacje są ogólnodostępne na stronie internetowej oraz w Pomorskim Magazynie Lekarskim.

Lekarze dentyści: Izba to pusty frazes?

Najmniej przychylni w stosunku do Izby Lekarskiej są nasi koledzy młodzi lekarze dentyści. Są wręcz rozczarowani instytucją w tym wydaniu, w którym funkcjonuje teraz, nie odczuwają żadnych korzyści z członkostwa. Uważają, że są często pomijani, na rzecz lekarzy, nie chcą się wypowiadać na temat poczucia jedności środowiska, bo w ich odczuciu jest to tylko pusty frazes. Pojawiały się też zasmucające głosy optujące za podziałem izby na dwie osobne – dla lekarzy i dla lekarzy dentystów- „może wtedy środki przeznaczone dla dentystów nie rozpływałyby się w tajemniczy sposób”. Kilka osób zgłosiło nawet chęć rezygnacji z obowiązkowego członkostwa w Izbie.

Czas wyborów. Czas zmian?

Wrócę raz jeszcze do dnia wręczenia pełnego prawa wykonywania zawodu. Przypomnę słowa starszych kolegów, że to my sami tworzymy Izbę. Co my młodzi lekarze robimy, żeby zmienić to na co tak narzekamy? Niewielu z nas czynnie uczestniczy w działalności samorządu. A potrzeb jest wiele. Drzwi białego budynku są szeroko otwarte. Wiele zależy od nas samych.

W związku ze zbliżającymi się wyborami przeprowadziłam krótką, poglądową ankietę, dotyczącą naszego stosunku do wyborów w Izbach Lekarskich. Wydaje się, że wyniki są.. pocieszające? Nie jesteśmy zupełnie obojętni na funkcjonowanie izb, zbliżające się wybory interesują większość z nas. Bardzo obiektywnie oceniamy swoją wiedzę na temat wyborów – większość z nas nie ma żadnej wiedzy na ten temat, część osób szczerze przyznaje, że nie ma pojęcia, czy może kandydować/głosować, o warunkach i przebiegu samego głosowania już nie wspominając. Najczęściej tłumaczymy swoją niewiedzę nagminnym brakiem czasu.

 

 

 
Jako podsumowanie postanowiłam zacytować pewne bardzo przejmujące hasło, wyłuskane z jednej z otrzymanych wypowiedzi – „Brak jedności zawodowej jest w głównej mierze efektem lekceważenia Izb Lekarskich i ich roli.” Czy wobec takiego stwierdzenia można nadal pozostawać tylko biernym członkiem samorządu? A może to ten moment kiedy wreszcie zaczniemy czynnie uczestniczyć w scalaniu środowiska lekarskiego.. NASZEGO środowiska.

Aleksandra Węgrzynowska

 

Izba lekarska to każdy lekarz bez wyjątku

Komentarz Romana Budzińskiego

przewodniczącego Okręgowej Rady Lekarskiej w Gdańsku

Poruszone w tym artykule zasady dotykają samej istoty zawodu lekarza. Oczywiście myśląc o naszym zawodzie nie powinno się go rozgraniczać na poszczególne specjalności np. internisty, psychiatry, dentysty, ortodonty, chirurga czy laryngologa. Wszyscy należymy do jednej społeczności lekarskiej. W tym zawodzie pracujemy z ludźmi i niejako „na ludziach”. Wymusza to od nas najwyższe standardy merytoryczne i etyczne. Ich naruszenie przez pojedynczego lekarza przynosi poważną i trudną do naprawienia szkodę nam wszystkim – całej społeczności lekarskiej.

Dlatego właśnie są Izby Lekarskie, których trzy zasadnicze cele wynikają wprost z definicji naszego zawodu:

1.Budujemy jak najwyższe standardy wykonywania zawodu lekarza głównie poprzez edukację podyplomową i formułowanie zasad etycznych

2.Jeżeli znajdzie się wśród nas „czarna owca”, która psuje nam opinię i narusza zaufanie społeczne – mamy narzędzia, aby przywołać ją do porządku, a w skrajnych przypadkach wykluczyć z naszego środowiska

3.Występujemy w imieniu lekarzy i bronimy zarówno naszych wspólnych, jak i partykularnych interesów na przykład wobec prawodawców, pracodawców, administracji.

Izba Lekarska to każdy bez wyjątku lekarz, który współtworzy naszą społeczność. O ile w swoich miejscach pracy nieuchronnie podlegamy hierarchii, o tyle w naszym samorządzie mamy równe prawa niezależnie od swojego wieku i statusu zawodowego. Oczywiście podlegamy w izbie przepisom prawa i musimy sumiennie prowadzić sprawy administracyjne: rejestr lekarzy, odpowiedzialnie wystawiać dokumenty prawa wykonywania zawodu, kontrolować szkolenia podyplomowe lekarzy, prowadzić rejestr i w razie potrzeby kontrolować praktyki lekarskie. Te czynności administracyjne są bez wątpienia niezbędnym dodatkiem do zasadniczych trzech celów, które wyżej wymieniłem.

Utopia – powie teraz większość Czytelników. Niekoniecznie – odpowiem na to – pod warunkiem wszakże przezwyciężenia naszych grzechów głównych: bierności, braku solidarności, braku zaufania, braku zainteresowania.

Bierność
W Izbie Lekarskiej większość ważnych spraw wymaga dużego nakładu pracy. Nie miałbym kłopotu z wyliczeniem z pamięci tej garstki Koleżanek i Kolegów, którzy mimo aktywnej pracy zawodowej systematycznie, z pasją i oddaniem pracują ciągnąc kilkadziesiąt równoległych ważnych zadań, które na rzecz całego środowiska realizuje nasza Izba. Orientacyjnie można powiedzieć, że 0,5 proc. z nas ciężko pracuje, 3 proc. jest aktywna w wolnych chwilach (i chwała im za to) a ponad 50 proc. narzeka, że ci pracujący nic nie robią. Pozostali są bierni i obojętni, co przejawia się na przykład w fakcie niewystawienia w nadchodzących wyborach żadnego kandydata w okręgu liczącym ponad 200 Koleżanek i Kolegów. Wybory w tym okręgu nie mogą się odbyć…

Brak solidarności
Historia lekarskich protestów pokazuje, że możemy wywalczyć niemal wszystko przy solidarnym wystąpieniu jedynie 30 proc. z nas. Historia różnych form szkalowania lekarzy w mediach, rzucania fałszywych oskarżeń czy nieuzasadnionych procesów sądowych pokazuje, że żaden jak dotąd lekarz nie zgodził się na retorsję – wytoczenie oszczercom procesu o naruszenie dóbr osobistych i ukaranie (bez ponoszenia żadnych kosztów własnych!).  W jednym tylko przypadku dwie nasze Koleżanki zgodziły się wystąpić w precedensowym procesie o naruszenie praw pracowniczych, który wygrały przy pomocy prawników z naszej Izby. Generalnie jednak nasza solidarność jest po prostu żadna, co oczywiście skutecznie nas obezwładnia.

Brak zaufania

Niesłychanie starannie trzymamy się w naszej korporacji zasad demokracji reprezentatywnej: każdy z nas ma prawo być wybranym i ma prawo wybierać, o wszystkich niemal sprawach dyskutujemy i decydujemy kolegialnie, szczególnie dbamy o transparentność wszelkich działań i wydatków Izby. Cóż z tego jednak, kiedy wybrani przez nas NASI przedstawiciele już z chwilą wyboru tracą NASZE zaufanie. Nie interesujemy się ich działaniem, nie rozliczamy ich, a tylko zaocznie i często zupełnie bezpodstawnie na nich narzekamy.

Brak zainteresowania
Na początku 2017 roku w gronie Prezydium ORL dyskutowaliśmy w Izbie o programie działań na ten rok. Dwie strony maszynopisu o nowych inicjatywach i pomysłach, oczywiście przy założeniu kontynuacji starych.  W około 60 proc. już ten program zrealizowaliśmy. O wszystkim staramy się informować na naszej stronie internetowej w Pomorskim Magazynie Lekarskim w newsletterach. Mimo tego krótka ankieta przeprowadzona przez Koleżankę Aleksandrę Węgrzynowską pokazała nader częste opinie: „po co nam Izba, przecież nic dla nas nie robi”. Wniosek z tego sylogizmu jest taki: Izba realizuje kilkadziesiąt różnych dużych inicjatyw na rzecz lekarzy za miliony złotych ze składek nie licząc oczywiście bieżącej pracy administracyjnej i jednocześnie nic nie robi. Chciałbym uprzejmie przypomnieć, że aby wygrać na loterii trzeba koniecznie przeczytać regulamin a następnie kupić chociaż jeden los.

Proponuję jak zawsze wszystkim, których ten nasz rachunek sumienia poruszył: 
Koleżanki, Kolego, przyjdź, posłuchaj, zostań, działaj.

W szczególności zapraszam do:

Zespołu Redakcyjnego naszych mediów
Porozumienia Lekarzy Kontraktowych OIL w Gdańsku
Zespołu do spraw Opiniowania Sądowo-Lekarskiego
Komisji i Zespołów przy Okręgowej Radzie Lekarskiej
Chóru lekarskiego
oraz do wszystkich innych pożytecznych zespołów, które jeszcze nie powstały i nie działają, ponieważ nie miał ich kto wymyślić i nie było nikogo, kto chciałby w nich działać.

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.