Iluzoryczny „święty spokój” W gabinetach udzielających świadczeń odpłatnie pacjent niezadowolony z udzielonego świadczenia zwraca się zazwyczaj w pierwszej kolejności z żądaniem zwrotu poniesionych kosztów leczenia. Często deklaruje przy czym, że jest to jego jedyne roszczenie, przekonując lekarza, że jeśli zwróci pobraną kwotę, sprawa będzie załatwiona. Niestety zazwyczaj tak się jednak nie dzieje. Z wielu relacji lekarzy wynika, że pacjent, zachęcony tym drobnym sukcesem, zazwyczaj wraca po więcej, formułując nowe roszczenia i żądając kolejnych kwot. Zazwyczaj ma już wówczas po swojej stronie kancelarię odszkodowawczą, która zresztą bywa inicjatorem takich działań. Doświadczenie wskazuje więc, że decyzja o zwrocie kosztów leczenia podjęta w nadziei na całkowite rozwiązanie problemu bywa rozwiązaniem złudnym i na krótką metę.  

A może ugoda? Pytaniem, które pada w takich sytuacjach jest zawsze to, czy przypadkiem dobrze sformułowana ugoda z pacjentem nie byłaby w stanie zabezpieczyć lekarza przed eskalowaniem roszczeń. Odpowiedź na to pytanie uzależniona jest od wielu czynników, choć przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę, że ugody sformułowanej tak, by dać lekarzowi rzeczywiste poczucie bezpieczeństwa pacjent zazwyczaj po prostu nie podpisze. Są jednak i inne przyczyny, dla których zawarcie ugody nie daje nigdy gwarancji spokoju na sto procent.

Po pierwsze: odwołanie oświadczenia Najłatwiejszym wybiegiem dla pacjenta, który podpisałby ugodę stanie się przepis art. 84 Kodeksu cywilnego, wedle którego w razie błędu co do treści czynności prawnej można uchylić się od skutków prawnych swego oświadczenia woli. Wprawdzie oświadczenie złożone innej osobie można odwołać tylko, gdy błąd został wywołany przez tę osobę, chociażby bez jej winy, albo gdy wiedziała ona o błędzie lub mogła z łatwością błąd zauważyć, pacjent z łatwością jednak wykaże, że nie mając wiedzy medycznej nie był, w przeciwieństwie do lekarza, ocenić prawidłowości świadczenia i jego skutków, i że to lekarz przekonał go znikomym zakresie błędu (o ile takowy został popełniony). Sfomułowania ugód o zrzeczeniu się przez pacjenta wszelkich roszczeń na przyszłość mogą zatem okazać się puste i, w konsekwencji, nie dające lekarzowi żadnej ochrony.  

Po drugie: pojawienie się nowych objawów Z pomocą pacjentowi chcącemu zakwestionować podpisaną ugodę przyjdzie także art. 4421 Kc, który reguluje kwestie terminów przedawnienia roszczeń. Zgodnie bowiem z tym przepisem roszczenie o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym ulega przedawnieniu z upływem lat trzech od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia (termin ten nie może być dłuższy niż dziesięć lat od dnia, w którym nastąpiło zdarzenie wywołujące szkodę). Termin biegnie więc od dnia, którym pacjent dowie się o określonym powikłaniu, skutku nieprawidłowości leczenia (zakładając, że nieprawidłowość miała miejsce). Jeśli więc będzie w stanie wykazać, że określone dolegliwości pojawiły się u niego dopiero po czasie, bądź też dopiero po dłuższym czasie skojarzył je z kwestionowanym świadczeniem, będzie miał szansę przekonać sąd, że w dacie zawarcia ugody nie wiedział jeszcze o wszystkich skutkach dla swojego stanu zdrowia, jakie wywołało kwestionowane świadczenie zdrowotne.

Bez ubezpieczenia Zawarcie ugody, nawet na drobną kwotę opiewającą na zwrot kosztów wizyty, może poza tym pozbawić lekarza w przyszłości ochrony z ubezpieczenia OC. Warunki ubezpieczenia przewidują bowiem zawsze obowiązek uprzedniego zgłoszenia ‘szkody’ do ubezpieczyciela, zaś zaniechanie tego obowiązku pozwala ubezpieczycielowi uchylić się od odpowiedzialności na przyszłość. Co więcej, art. 818 Kodeksu cywilnego pozwala firmom ubezpieczeniowym na zawarcie w warunkach ubezpieczenia terminu, w jakim lekarz ma obowiązek powiadomić ubezpieczyciela o zgłoszonym przez pacjenta roszczeniu. Zaniechanie tej czynności może oznaczać niedochowanie warunków ubezpieczenia, na co firma ubezpieczeniowa na pewno będzie powoływać się w razie konieczności włączenia się w sprawę po eskalacji żądań przez pacjenta.

Lekarz nie jest bez wyjścia Wszystkie te argumenty nie oznaczają, by lekarze byli bez wyjścia. Ustawa o działalności leczniczej już od kilku lat wymaga bowiem od lekarzy posiadających praktyki zawodowe posiadania obowiązkowego ubezpieczenia OC. Najbezpieczniejszym dla lekarzy rozwiązaniem jest więc zgłoszenie każdego, nawet drobnego roszczenia do ubezpieczyciela, który będzie miał obowiązek włączyć się w sprawę, bądź to udzielając odpowiedniej ochrony bądź też wyjaśniając pacjentowi bezpodstawność jego roszczeń. Nie ochroni to oczywiście doraźnie przez telefonami, groźbami, czy innymi działaniami niezadowolonego pacjenta, zabezpieczy jednak na przyszłość przed poważnym, być może, uszczerbkiem majątkowym.

Iwona Kaczorowska-Kossowska

Radca prawny OIL w Gdańsku

Możliwość komentowania jest wyłączona.