Czy w lipcu 2026 roku AOTMiT uzyska prawo do zbierania umów pracowników ochrony zdrowia na PESEL i PWZ? Ustawa w tej sprawie przeszła przez parlament jak burza i czeka na podpis prezydenta. To jedna z konsekwencji afery wokół warszawskiego Szpitala Południowego, przez którą sytuacja w systemie przypomina silne trzęsienie ziemi. Pod dnem oceanu.

Informacja, że 28-letni lekarz, prosto po stażu, na pierwszym roku specjalizacji w trybie pozarezydenckim, w publicznym szpitalu, pracując przede wszystkim na SOR, przez rok zarobił 1,6 mln zł, była wystarczająco wstrząsająca - takich stawek oczywiście młodzi lekarze nie osiągają. Szpital próbował co prawda tłumaczyć, że to rynkowe stawki, ale ta narracja szybko zgasła: okazało się, po sprawdzeniu faktur i grafików, że już sama liczba godzin się nie zgadza, a to tylko jeden z problemów. Pojawiło się pytanie, czy i zakres podejmowanych czynności medycznych był odpowiedni do kompetencji. Stanowiska stracił cały zarząd szpitala i jego rada nadzorcza, prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski usunął osoby powiązane politycznie z rad nadzorczych wszystkich należących do miasta podmiotów leczniczych. To, zapewne, nie jest koniec konsekwencji personalnych „sprawy Kacprzyka” - ale te mają tak naprawdę marginalne znaczenie.

Rząd natychmiast wykorzystał kryzys, by w ekspresowym tempie, w ciągu tygodnia, przeprowadzić przez Sejm długo zapowiadaną ustawę, umożliwiającą agregowanie umów na PESEL i na numer PWZ. Chodzi o to, jak tłumaczyła w Sejmie wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka, której wtórował prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji Daniel Rutkowski, aby regulator i płatnik dysponowali analizami, jak faktycznie wyglądają zarobki i koszty pracy w systemie ochrony zdrowia. Mówiąc wprost, by było wiadome, ile w systemie publicznym, pracując w dwóch, trzech miejscach (lub więcej) zarabia lekarz, pielęgniarka, ratownik medyczny - i wszyscy zatrudnieni, bez względu na rodzaj umowy. Dane mają być pseudonimizowane, bez opcji naruszenia prywatności konkretnych osób, ale na etapie prac Senatu mocno wybrzmiewało pytanie o bezpieczeństwo danych osobowych a strona rządowa musiała przyznać, że nie posiada opinii UODO w tej sprawie.

- Rząd w ogóle nie wystąpił o taką opinię - precyzował podczas spotkania z dziennikarzami prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, dr. n. med. Łukasz Jankowski. Szef samorządu lekarskiego stwierdził, że lekarze liczą na weto prezydenta, a jeśli Karol Nawrocki ustawę podpisze (jest to prawdopodobne, ustawa przechodziła przez obie izby praktycznie bez sprzeciwu, choć i w Sejmie i w Senacie parlamentarzyści PiS wstrzymali się od głosu), samorząd lekarski będzie zgłaszał ustawę, jako naruszającą RODO, do europejskich trybunałów.

Padały jednak w trakcie debat pytania: - Co dalej? I jednoznaczne odpowiedzi: - To dopiero początek.

Ministerstwo Zdrowia chce przeprowadzić cały pakiet rozwiązań, które mają „wziąć w karby” wynagrodzenia lekarzy. Po pierwsze, CAP na budżety szpitali, które miałyby móc wydawać na koszty pracy określony odsetek swoich budżetów. Jak duży, to kwestia analiz - wiadomo, że musiałby być zróżnicowany (poziomem systemu zabezpieczenia, inny miałyby mieć szpitale wieloprofilowe, inny monoprofilowe), ale sztywno regulowany. Po drugie, „pakiet” dla kontraktowców - minimalny czas pracy w jednym z podmiotów w wysokości połowy etatu i wymagana zgoda „głównego pracodawcy”. Po trzecie, być może (a raczej - bardzo prawdopodobne), CAP na wynagrodzenie, jakie można osiągnąć w systemie publicznym. Czy w jednym podmiocie, czy łącznie, czy może nastąpi próba wdrożenia obu rozwiązań łącznie - to się jeszcze okaże. I w mniejszym stopniu, jak się wydaje, będzie zależeć od wyniku analiz skutków poszczególnych wariantów, co politycznej determinacji.

Podczas pierwszego czytania ustawy „agregatowej” w Komisji Zdrowia bardzo mocno wybrzmiało też oczekiwanie wdrożenia rozwiązań limitujących czas pracy profesjonalistów medycznych (szczególnie lekarzy) oraz poddających ten czas szczegółowej kontroli. To akurat w kontekście podejrzeń, że konkretny lekarz mógł rozliczać, częściowo, godziny pracy w więcej niż jednym miejscu, ale dyskusja potwierdziła, że w tej chwili brakuje precyzyjnych narzędzi do monitorowania czasu pracy lekarzy. Co ważne, limitowaniu czasu udzielania świadczeń zarówno w sektorze publicznym jak i prywatnym nie mówi „nie” samorząd lekarski. Prezes NRL, przedstawiając wyniki ankiety, przeprowadzonej w trybie doraźnym wśród lekarzy (ponad 3,5 tys. odpowiedzi), przyznał, że temat limitowania czasu pracy dzieli środowisko mniej więcej po połowie, ale lekarze są gotowi na rozmowę o nim i o rozwiązaniach, które służyłyby i medykom i pacjentom.

NIL kładzie na stole konkretną propozycję jednakowych reguł dla lekarzy etatowych z podpisaną klauzulą opt-out i lekarzy kontraktowych: maksymalnie 78 godzin tygodniowo, 312 godzin miesięcznie. To dużo, ale w tej chwili są lekarze, którzy wykazują pracę w wymiarze znacząco przekraczającym ten pułap. Warto, swoją drogą, pamiętać, że klauzule opt-out w polskim prawie mają termin ważności, który wygaśnie za kilkanaście miesięcy, 1 stycznia 2028 roku. Wtedy zatrudnieni na etacie będą mogli pracować 48 godzin tygodniowo. W tej chwili nawet trudno sobie wyobrazić konsekwencje (o których nikt zdaje się w tej chwili nie pamiętać).

Sprawy dotyczące czasu pracy i wynagrodzeń to również tylko część skutków, jakie może nieść dla systemu i jego interesariuszy ujawniony skandal. Część jednak niebagatelna, zwłaszcza że nie wszystkie będą odległe w czasie - choćby w horyzoncie kilku miesięcy. W dodatku nie jest wcale przesądzone, że politycy mówiący „zrobimy”, cokolwiek rzeczywiście zrobią, zwłaszcza w okresie przedwyborczym. Ostatni rok przed wyborami to fatalny czas na decyzje, które w taki czy inny sposób będą znacząco wpływać na funkcjonowanie podmiotów leczniczych. Mówiąc wprost, które muszą przełożyć się na wygaszanie pracy części szpitali, przede wszystkim powiatowych, przynajmniej w ich obecnym modelu. Nie wydaje się, by politycy byli gotowi do konfrontowania się w tej sprawie z lokalnymi społecznościami.

Jest jednak jeszcze jeden skutek „sprawy Dawida Kacprzyka”: 1 lipca 2026 roku weszła w życie kolejna odsłona podwyżek w ochronie zdrowia. Na kilka dni przed tym terminem resort zdrowia i NFZ ciągle nie ogłosiły ani kwoty ani modelu jej wdrożenia. Podstawowy wariant przygotowany przez AOTMiT, wariant minimalny, gwarantujący pieniądze dla pracowników etatowych zarabiających poniżej stawek minimalnych oraz pewną korektę niedoszacowanych wycen, miał opiewać na 4,5 mld zł. 25 czerwca minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda powiedziała jednak dziennikarzom, że zamówiła dodatkową analizę i wiele wskazuje, że resort będzie chciał jeszcze te wydatki zredukować. Ma na to naciskać i premier i minister finansów, wskazujący, że w obliczu ujawnienia, jak lekką ręką szpitale wydają pieniądze na wynagrodzenia, kolejne podwyżki w ochronie zdrowia zostaną fatalnie przyjęte przez opinię publiczną. Premier ma się też domagać od resortu zdrowia rozwiązania problemu ustawy podwyżkowej, czyli - optymalnie - jej uchylenia, przynajmniej w obecnym kształcie.

Małgorzata Solecka 

Foto Pixabay 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

13 + dziesięć =