Na Zatoce Puckiej nie było miejsca na przypadek. Silny wiatr, szybkie decyzje, praca całych załóg i pojedynki rozstrzygane niemal na linii mety. XVII Ogólnopolskie Regaty Żeglarskie Lekarzy w klasie Puck pokazały, że to wydarzenie jest czymś więcej niż sportowym spotkaniem środowiska medycznego. To regaty z charakterem, tradycją i poziomem, który z roku na rok robi coraz większe wrażenie.

Już po raz 17. lekarze z całej Polski spotkali się w Pucku, by rywalizować na wodach Zatoki Puckiej. Bazą zawodów był Harcerski Ośrodek Morski w Pucku, miejsce od lat związane z tą imprezą i doskonale znane załogom, które co roku wracają tu nie tylko po sportowe emocje, ale też po atmosferę, jakiej trudno szukać gdzie indziej.

Emocje i wysoki poziom

Tegoroczne regaty miały wszystko, czego oczekuje się od dobrego żeglarskiego widowiska: trudny akwen, mocny wiatr, zaciętą rywalizację, błyskawiczne manewry, precyzyjne decyzje sterników i kilka finiszów, przy których nikt nie odważyłby się wskazać zwycięzcy przed przecięciem linii mety.

W dwóch wyścigach walka trwała dosłownie do ostatnich metrów. W kilku kolejnych jednostki wpływały na metę niemal w jednej linii, a różnice między załogami były tak małe, że o kolejności decydowały sekundy, ustawienie żagli i ostatni zwrot, a także wprawne oko sędziego zawodów. Na wodzie było ciasno, szybko i nerwowo, ale właśnie dzięki temu regaty miały tak wielką temperaturę.

- Szczególnie w czołówce rywalizacja była bardzo wyrównana - mówił podczas zakończenia lek. Marcin Szczęśniak, przewodniczący Komisji Sportu OIL w Gdańsku, członek NRL i sekretarz ORL w Gdańsku. - Pierwsze i drugie miejsce uzyskały identyczną liczbę punktów netto, po 14. O kolejności zdecydowała większa liczba zwycięstw w poszczególnych wyścigach - dodał.

Siedem wyścigów - to wiatr rozdawał karty

Regaty rozgrywano w formule dwudniowej. Plan był ambitny, ale od początku było jasne, że najważniejszym zawodnikiem całego weekendu będzie wiatr. W sobotę warunki były wyjątkowo wymagające. Siła wiatru przekraczała 27 metrów na sekundę. Na takim akwenie, przy takich podmuchach, nie wystarczy sama odwaga. Potrzebne są doświadczenie, opanowanie, świetna komunikacja w załodze i umiejętność przewidywania tego, co wydarzy się za kilka sekund. Zatoka Pucka potrafi być piękna, ale potrafi też bezlitośnie sprawdzić żeglarskie umiejętności. Sędzia podjął decyzję o przerwaniu zawodów. Była to decyzja odpowiedzialna i przyjęta ze zrozumieniem przez uczestników. - Wczorajszy dzień był ciężki - mówili lekarze z Olsztyna, którzy w puckich regatach startują już od blisko piętnastu lat. - Uważamy, że sędzia podjął bardzo odpowiedzialną decyzję, przerywając bieg. Wielu uczestników mogłoby mieć problemy. Lepiej takich sytuacji unikać.

Mimo trudnych warunków w sobotę udało się rozegrać dwa wyścigi. Były ostre, szybkie i wymagające. Załogi żeglowały ostrożniej, ale nikt nie odpuszczał. Każdy metr był ważny, każdy błąd mógł kosztować kilka pozycji.

- Nie zawsze jest tak, że wiatr wieje idealnie - podsumowywał Marcin Szczęśniak (nz. pierwszy w prawej). - Czasem jest go za mało, czasem w sam raz, a czasem niestety za dużo. Wczoraj mieliśmy właśnie do czynienia z tą ostatnią sytuacją. Mimo trudnych warunków udało się przeprowadzić dwa wyścigi.

Niedziela przyniosła zupełnie inną energię. Wiatr nadal był mocny, przez większość dnia utrzymywał się mniej więcej na poziomie 15 metrów na sekundę, ale tym razem sprzyjał dynamicznemu żeglowaniu. Było szybko, sportowo i efektownie. Rozegrano pięć kolejnych biegów, co dało łącznie siedem wyścigów całych regat. - Uważam, że przy takich warunkach jest to bardzo dobry wynik - dodawał organizator zawodów.

Akwen dla tych, którzy naprawdę potrafią żeglować

Puckie regaty od lat mają opinię zawodów, w których nie da się wygrać przypadkiem. Klasa Puck wymaga dobrej techniki, czucia łodzi i szybkiego reagowania. Sama siła nie wystarczy. Sama teoria też nie. Trzeba umieć czytać wodę, wykorzystywać podmuchy, pracować żaglami i pilnować rywali.

Tegoroczna edycja pokazała to wyjątkowo mocno. Przy silnym wietrze błędy były natychmiast karane. Zbyt późny zwrot, źle dobrany kurs, chwila zawahania przy boi albo nieprecyzyjne ustawienie żagla oznaczały stratę pozycji. Z drugiej strony dobra decyzja mogła dać awans o kilka miejsc w jednym krótkim odcinku trasy.

W kilku wyścigach emocje rosły szczególnie na ostatniej prostej. Łodzie zbliżały się do mety niemal równolegle, załogi pracowały do samego końca, sternicy szukali najlepszego kąta, a obserwatorzy z jednostek technicznych śledzili finisze z pełnym napięciem. To były te momenty, dla których warto organizować regaty i dla których załogi wracają do Pucka co roku. - Dzisiaj rewelacyjnie. Naprawdę rewelacyjnie - oceniali uczestnicy z Olsztyna. - Wczoraj było ciężko, ale dzisiaj warunki pozwoliły się ścigać. I właśnie po to tu przyjeżdżamy.

Podobnie mówili reprezentanci Gdańska: Marzena Szarafińska, Maciej Zając i Piotr Rychlik, związani zawodowo z medycyną ratunkową. - Zdecydowanie dobrze wiało, ale mniej niż wczoraj - mówił Maciej Zając. - Dzięki temu regaty mogły się odbyć i biegi również mogły się odbyć, nie trzeba było ich przerywać. Przygotowanie, jak zwykle, perfekcyjne. Co roku wszystko jest świetnie zorganizowane. Nic, tylko wracać.

Na pytanie o przygotowania do regat załoga odpowiedziała z humorem. - Rozmyślamy. O życiu - padło najpierw ze śmiechem. Po chwili przyszła już bardziej konkretna odpowiedź.

- Nie robimy nic szczególnego wcześniej. Znamy się z pracy, więc przygotowujemy się organizacyjnie i co roku umawiamy się na wspólny wyjazd - dodali Gdańszczanie.

Bardzo wysoki poziom i walka o każdy punkt

O poziomie regat najlepiej świadczy klasyfikacja końcowa. W czołówce było tak ciasno, że zwycięzcę trzeba było wyłonić nie tylko na podstawie punktów, ale także liczby wygranych wyścigów. Marcin Omernik i Grzegorz Hille zakończyli regaty z takim samym dorobkiem netto, po 14 punktów. O zwycięstwie zdecydowały więc detale, czyli dokładnie to, co w żeglarstwie najpiękniejsze.

Pierwsze miejsce w XVII Regatach Lekarzy w Pucku zajął Marcin Omernik. Drugie miejsce przypadło Grzegorzowi Hillemu. Na trzecim stopniu podium stanął Bartłomiej Jarnot wraz z załogą.

To był najlepszy dowód, że zawody stały na bardzo wysokim poziomie. Różnice były minimalne, a każda gonitwa miała znaczenie. Nawet pojedyncze miejsce stracone w jednym biegu mogło później zmienić końcowy układ tabeli.

Czwarte miejsce zajął Piotr Rudzki. Jak żartowano podczas zakończenia, to dla sportowców często najtrudniejsza lokata, bo do podium zabrakło zaledwie jednego punktu. Piąty był Przemysław Mosiądz, szósty Paweł Remer, siódmy Piotr Borowski, ósmy Szymon Skoczyński, dziewiąty Piotr Rychlik, a dziesiąty Robert Krion.

W regatach udział wzięło 29 załóg. Obok lekarzy pojawili się także goście ze środowiska radców prawnych, którzy zajęli honorowe 29. miejsce. - Nasi goście bardzo taktownie nie mieszali w czołówce klasyfikacji - żartował dr Szczęśniak, wręczając dyplomy i pamiątkowe upominki.

„Towarzystwo dopisało jeszcze bardziej”

Puckie regaty mają swój sportowy ciężar, ale ich fenomen polega również na tym, że są spotkaniem ludzi, którzy naprawdę chcą ze sobą być. Przyjeżdżają z Gdańska, Olsztyna, Lublina, Bielska-Białej i wielu innych miejsc w Polsce. Jedni walczą o podium, inni o poprawę wyniku, a jeszcze inni przede wszystkim o wspólny czas na wodzie. Wszyscy jednak podkreślają to samo: atmosfera jest wyjątkowa. - Jak zwykle bardzo fajnie - mówił Maciej Paczkowski z Lublina, specjalista ginekologii i położnictwa. - Pogoda dopisała, a towarzystwo jeszcze bardziej. Wszystko standardowo, jak co roku super.

Zapytany o niedzielne biegi i emocje na wodzie, nie miał wątpliwości. - W porównaniu z wczorajszym dniem oczywiście dzisiaj było lepiej, bo pogoda spłatała nam trochę figla. Ale dwa wyścigi wczoraj wcale nie były gorsze niż pięć dzisiaj. Koleżeńska atmosfera imprezy, wszystko naprawdę super - dodał.

Dla wielu załóg to już regaty organizowane przez OIL w Gdańsku to stały punkt kalendarza. Lekarze z Olsztyna przyznawali, że przyjeżdżają do Pucka od kilkunastu lat.

- Już piętnasty albo coś koło tego - mówili. - Nie byliśmy od samego początku, ale później systematycznie uczestniczyliśmy i staramy się tutaj być razem”.

Czy wrócą za rok?

- Koniecznie. Myślę, że tak. Poza tym niedługo będzie jubileusz, bo to już będzie dwudziestolecie. To też nas bardzo interesuje - dodawali.

Szanty, rozmowy i sobotni wieczór

Jak co roku, sportowa rywalizacja nie kończyła się wraz z zejściem z wody. Sobotni wieczór przyniósł uczestnikom muzyczne spotkanie przy szantach. To jeden z tych elementów, bez których trudno wyobrazić sobie regaty lekarzy w Pucku. Po dniu pełnym wiatru, decyzji sędziego, mocnych podmuchów i trudnych warunków, przyszedł czas na rozmowy, odpoczynek i integrację. Przy żeglarskiej muzyce można było wrócić do najciekawszych momentów dnia, porównać manewry, pośmiać się z własnych błędów i opowiedzieć o sytuacjach, które na wodzie wyglądały znacznie groźniej niż później przy stole. To właśnie ta część regat buduje ich wyjątkowy charakter. W Pucku spotykają się lekarze różnych specjalizacji, z różnych izb, z różnym doświadczeniem żeglarskim. Na wodzie są rywalami. Wieczorem tworzą jedną społeczność.

Nz. Pierwszy z lewej Marcin Nowiński, prezes ORL w Gdańsku i Marcin Nowiński, przewodniczący Komisji Sportu   

„Świetny czas, znakomita atmosfera i integracja środowiska”

Szczególne znaczenie tegorocznej edycji podkreślał Marcin Nowiński, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Gdańsku. Po zawodach gratulował uczestnikom i zwracał uwagę zarówno na sportowy, jak i środowiskowy wymiar regat. - Chciałbym serdecznie pogratulować wszystkim uczestnikom - mówił Marcin Nowiński. - Dzisiaj cały dzień spędziłem na wodzie i mogę powiedzieć, że było to bardzo ciekawe doświadczenie.

Prezes OIL w Gdańsku podkreślał, że regaty są świetnym czasem dla środowiska lekarskiego. To okazja do spotkania, rozmowy, integracji, ale też do prawdziwej sportowej rywalizacji. - To znakomita atmosfera i bardzo ważna integracja środowiska - mówił. - A jednocześnie mamy tutaj element sportowej rywalizacji, i to na naprawdę wysokim poziomie. Widać, że załogi są świetnie przygotowane, a walka na wodzie jest bardzo zacięta.

Jak dodał, Puck po raz kolejny pokazał, że potrafi być idealnym miejscem dla takiej imprezy. - Cieszę się, że mimo trudnych warunków pogoda i wiatr pozwoliły nam przeprowadzić zawody. Mam nadzieję, że za rok ponownie spotkamy się w Pucku - dodał.

Regaty, które mają duszę

XVII Ogólnopolskie Regaty Żeglarskie Lekarzy w klasie Puck pokazały, że to wydarzenie nie traci energii. Przeciwnie, z każdą kolejną edycją nabiera znaczenia. Jest tu sport, są emocje, jest rywalizacja, ale jest też coś, czego nie da się wpisać w tabelę wyników: wspólnota.

Lekarze, którzy na co dzień pracują w szpitalach, przychodniach, gabinetach i na dyżurach, przez jeden weekend spotykają się w zupełnie innej roli. Zakładają sztormiaki, wchodzą na pokład i walczą z wiatrem, wodą, rywalami oraz własnym zmęczeniem. Muszą sobie ufać. Muszą reagować razem. Muszą podejmować szybkie decyzje.

Dlatego te regaty tak dobrze oddają ducha żeglarstwa. Nie wygrywa ten, kto tylko chce wygrać. Wygrywa ten, kto potrafi połączyć ambicję z opanowaniem, doświadczenie z odwagą i rywalizację z fair play. - Dziękuję wszystkim za obecność, sportową postawę i świetną atmosferę na wodzie - mówił Marcin Szczęśniak. - „Poza jednym incydentem obyło się bez większych zdarzeń. Dzięki pływaniu na zarefowanych żaglach było bezpieczniej - podsumował.

Na koniec padło zaproszenie, które w Pucku brzmi już niemal jak stały punkt programu.

- Już dziś zapraszamy na kolejną edycję regat, tradycyjnie w ostatni weekend maja. Mam nadzieję, że spotkamy się ponownie w komplecie. Do zobaczenia za rok - dodali organizatorzy z OIL w Gdańsku.

DUŻO WIĘCEJ ZDJĘĆ Z REGAT

Trudno mieć wątpliwości, że wielu uczestników już teraz ma ten termin zaznaczony w kalendarzu. Bo kto raz przeżył puckie regaty lekarzy, ten wie, że tu wraca się nie tylko po wynik. Wraca się po wiatr, emocje, ludzi i tę jedyną w swoim rodzaju chwilę, gdy kilka łodzi wpada na metę niemal w jednej linii, a wszystko rozstrzyga się na ostatnich metrach.

Tekst i zdjęcia Piotr Piotrowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

20 − pięć =