Dzięki pomysłowi Izby Lekarskiej w Gdańsku i Polskiej Filharmonii Bałtyckiej skorzystałem (trochę ku swemu zaskoczeniu) z oferty „Bilet za recenzję” i 4 października br wysłuchałem koncertu światowej sławy zespołu muzyki dawnej Armoniosa Italian.

   Pogoda dopisała, wieczór jeszcze nie był chłodny, a przed kasą ustawiła się kolejka chętnych. Z powodu biletów sprzedanych w ostatniej chwili sam koncert rozpoczął się z 15-sto minutowym opóźnieniem. Mimo tego sala nie była całkiem pełna.


   Włoski zespół Armoniosa Italian Baroque Ensemble wystąpił w składzie FRANCESCO CERRATO skrzypce, STEFANO CERRATO wiolonczela, MARCO DEMARIA wiolonczela, MICHELE BARCHI klawesyn, DANIELE FERRETTI pozytyw. Muzycy rozpoczęli wspólną koncertową działalność w 2012 roku podczas występów w Diecezjalnym Instytucie Muzyki Liturgicznej w Diecezji Asti. W informacji o koncercie można było przeczytać o interesującym stylu i interpretacjach dzieł w połączeniu z wykorzystaniem instrumentów z epoki sprawiających, że występy Armoniosa Italian Baroque Ensemble na długo pozostają w pamięci.

    Muzycy ubrani w czarne stroje wkładali dużo serca w interpretacje utworów. Strojenie instrumentów według strojenia epoki oraz oryginalność instrumentów umożliwiło wysłuchanie utworów w formie, jaka docierała do słuchaczy przed 200-stu laty. Aby uzyskać czysty głęboki dźwięk wiolonczeli wydobywany ze strun wykonanych z bydlęcych jelit muzycy nieustannie w czasie koncertu musieli stroić instrumenty. Utwory zostały precyzyjnie wykonane, choć repertuar działał raczej usypiająco i dopiero ostatni utwór J.S.Bacha wywołał żywe emocje u publiczności. Jego część została jeszcze zagrana na bis i był to bardzo dobry moment koncertu.

    Do filharmonii chodzę niezbyt często, pomimo serca wkładanego przez muzyków w interpretację utworów koncert nie porwał mnie za serce. Częściowo z powodu monotonii wykonania związanej z instrumentami, gdzie klawesyn i jak mi się wydaje również pozytyw nie mają zdolności różnicowania dynamiki wykonania, a częściowo z powodu słabej akustyki samej sali, w której głośność wykorzystanych instrumentów była po prostu niewystarczająca – dźwięk był cichy i bezdźwięczny, ale to jest znaną wadą sali gdańskiej filharmonii.

    Sami muzycy wywoływali dobre wrażenie, zwłaszcza uśmiechnięty klawesynista oraz wiolonczeliści, na których twarzach wyrażała się cała ekspresja wykonania. Dodatkowa korzyść (oprócz zadowolonej żony) to urokliwy jesienny widok z terenu filharmonii na Motławę i Długie Pobrzeże. Zapomniałem, że tam tak ładnie!
Marek S. z Gdańska

Możliwość komentowania jest wyłączona.