W sobotę, 16 marca odbyło się pierwsze spotkanie w Klubie Włóczykija. Nazwa nawiązuje do jednej z najbardziej tajemniczych postaci z pewnej książki dla dzieci, czyli z” Doliny Muminków” fińskiej pisarki Tove Jansson.

Jeśli ktoś jeszcze nie zna tej książki, to zapraszam do najbliższej biblioteki, ewentulanie do pokoju Waszych dzieci, bądź wnuków. Przy chęci zakupu należy być ostrożnym: gdy zdradziłem pewnej pani w salonie EMPIK-u, że chcę „Muminki” kupić dla siebie spojrzała jakoś dziwnie i poprosiła o receptę od geriatry. Dobrze, że nie od psychiatry.


Do klubu będą zapraszani osobnicy odbiegający od ogólnie przyjętych obecnie norm społecznych, czyli ludzie nie spędzający wolnego czasu w takich przybytkach jak np. Galeria Bałtycka, Centrum Handlowe Klif, czy inne Makro. Zamiast tego lekkomyślnie wydający swoje ciężko zarobione pieniądze na wyjazdy w mniej, bądź bardziej odległe okolice. Nie będą natomiast zapraszani – przepraszam za  wyrażenie – celebryci (cokolwiek to słowo oznacza).


Długo zastanawiałem się kogo zaprosić jako pierwszego gościa. W końcu przypomniała mi się wypowiedź mistrza suspensu Alfreda Hitchcocka na temat  nakręcenia dobrego filmu grozy bądź sensacji: film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.
I od razu wiedziałem, na kogo „ padnie”.
Comiesięczny cykl spotkań otworzył mój przyjaciel, motocyklista i podróżnik – Andrzej Zapała. Wprawdzie nie jeździ na najlepszym motocyklu świata, jakim jest sowiecki motocykl wojskowyJ, ale jego maszyna plasuje się na drugim miejscu – jest to Honda Africa Twin. Używając modnego określenia – motocykl kultowy wśród motocyklowych wagabundów. Nasz gość opowiedział o swoich podróżach do Gruzji – kraju pełnym słońca, wina i śpiewu. Na początek otrzymaliśmy sporo informacji na temat dotarcia do tego odległego miejsca, a później Andrzej mówił nie tylko o znanych z przewodników miejscach, ale i o tych do których nie tak łatwo dotrzeć. Sporo było o walorach kulinarnych kuchni gruzińskiej, co w połączeniu ze zdjęciami niektórych pokarmów powodowało u niektórych gości tzw. „ burczenie w brzuchu”. Na koniec trzeba wspomnieć właśnie o fotografiach, które ukazywały piękno Gruzji – kto nie był i nie widział, niech żałuje…


W sobotę 13 kwietnia odbyło się kolejne spotkanie w Klubie Włóczykija. Tematem był Nepal – królestwo na styku nieba i ziemi, jak to ładnie określił nasz gość z dalekiej Bochni, czyli Tadeusz „ Mazeno” Dzięgielewski. Prelegent opowiadał nie tylko o swoim wspinaniu się po najwyższych górach świata, ale i ludziach tam mieszkających, ich życiu codziennym, obyczajach i religii. Pierwszy raz był tam w 1998 r. i to dwukrotnie – wiosną i jesienią, gdy dotarł do Sanktuarium Annapurny w Himalajach, przedzierał się przez dżunglę w Teraju i zobaczył dolinę Kali Gandaki. Rok później  ponownie Nepal- Khumbu, wspinaczka na Imja Tse (6189m npm). Rok 2000 – przejście trudnej wschodniej ściany Lobuche Shar 6119m npm, Khumbu w Himalajach.
Prelekcja była suto okraszona przepięknymi zdjęciami, których nie powstydziłby się nawet „ National Geografic”. Jak się okazało, aby spędzić miesiąc w tym pięknym miejscu nie trzeba sprzedawać domu wraz z inwentarzem…

Jako, że „ Mazeno” spędził sporą część swego życiorysu w podróżach doszedłem do wniosku, że jego opowieści zdominują spotkania w Klubie Włóczykija do końca bieżącego roku. I tak 18 maja odwiedziliśmy z nim Pakistan i Karakorum. Właśnie od tego rejonu  zaczął swoją przygodę z dalekimi podróżami: na przełomie 1996/7r. brał udział w zimowym trekkingu do doliny Diamir pod Nanga Parbat w Himalajach oraz do doliny Hunzy w Karakorum. W 2006 r. powrócił, aby zdobyć półtorakilometrowej wysokości dziewiczą turnię Gulmit Tower (5810m npm). Próba zakończyła się ok.250m poniżej wierzchołka. Rok później ponowił próbę zdobycia tej” skalnej iglicy”, również, niestety bez powodzenia (do dzisiaj żaden człowiek nie stanął na jej szczycie!)

Po wakacyjnej przerwie – we wrześniu bądź w październiku „pojedziemy” z Mazeno do Maroka. W 2010 r. spędził tam duuuużo czasu pokonując z rodziną 6 tys. km po drogach i bezdrożach tego egzotycznego kraju.  Czekają na nas jeszcze Stany, ale nie te amerykańskie, tylko środkowoazjatyckie czyli Kazachstan, Tadżykistan, Uzbekistan, Kirgistan itp.  Później Albania z Macedonią, Turcja – część zachodnia oraz Rumunia, Karpaty ukraińskie, podróż z żoną stopem przez Europę do Chamonix (Alpy Francuskie), solowe (czyli samotnie bez asekuracji) wspinanie na drodze Contamine-Mazeaud na Mont Blanc du Tacul i… podróż dookoła Polski.

Mam nadzieję, że wzbudziłem w Państwu na tyle dużo zainteresowania, że będę mógł Was powitać na kolejnych spotkaniach w Klubie Włóczykija. Jako wisienkę na przysłowiowym torcie zostawiłem na koniec  jedną informację: prawdopodobnie jeszcze w tym roku zaproszę pewnego niesamowitego człowieka, który już trzy razy był w Afganistanie. Nie z tzw. misją, tylko turystycznie…
Serdecznie zapraszam!
Konrad Dobrzyński
   


Możliwość komentowania jest wyłączona.