Sejm uchwalił ustawę 7 proc. PKB na zdrowie, która – według zapewnień rządu – oznacza po pierwsze przyspieszenie wzrostu nakładów publicznych na ochronę zdrowia, po drugie, wydłuża ścieżkę wzrostu tych nakładów do 2027 roku, wyznaczając jednocześnie nowy horyzont, o cały punkt procentowy wyższy niż obowiązujący obecnie. Opozycja, eksperci i środowisko pracowników medycznych nie ma jednak wątpliwości: ustawa, nawet jeśli jest krokiem w dobrym kierunku, to zbyt małym, by można było mówić o rozwiązaniu jednego z fundamentalnych problemów systemu ochrony zdrowia, jakim jest nieadekwatne do potrzeb finansowanie.

Zgodnie z uchwaloną w sierpniu ustawą 6 proc. PKB na ochronę zdrowia ma zostać osiągnięte już w 2023 roku (zgodnie z projektem budżetu państwa na 2022 rok nakłady publiczne na zdrowie osiągną 5,75 proc. PKB). Potem mają stopniowo rosnąć aż do 2027 roku. Teraz ustawą zajmie się Senat (na posiedzeniu zaplanowanym na 9 i 10 września) i z pewnością nie zaakceptuje jej w brzmieniu sejmowym. Ustawa wróci więc do Sejmu, który 15 września będzie kontynuował sierpniowe posiedzenie. Można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że Senat nie podejmie uchwały o odrzuceniu ustawy w całości, natomiast może – na przykład – wprowadzić do niej takie poprawki, jakich domagali się m.in. posłowie opozycji. Czyli – wykreślić regułę N-2, odnoszącą poziom bieżących wydatków na zdrowie do PKB sprzed dwóch lat czy też jeszcze przyspieszyć wzrost nakładów (część posłów chciała, by realne 7 proc. PKB na zdrowie obowiązywało już w przyszłym lub najdalej kolejnym roku). Wydaje się jednak niemal pewne, że Prawo i Sprawiedliwość zdoła odrzucić te poprawki – przede wszystkim dzięki głosom Konfederacji, której posłowie nie są entuzjastami zwiększania publicznych wydatków na ochronę zdrowia.

W Senacie, zapewne, wróci dyskusja nad kwestiami absolutnie fundamentalnymi, które – jedynie w formie pytań i stawianych do dyskusji zagadnień – wybrzmiały w Sejmie w sierpniu, najczęściej bez odpowiedzi. Być może bowiem do tego czasu będzie znane już więcej konkretów na temat rozwiązań dotyczących składki zdrowotnej w ramach Polskiego Ładu. Posłowie daremnie dopytywali o to przedstawicieli rządu zarówno w Komisji Zdrowia jak i podczas debaty plenarnej. Przypominali, że do tej pory to składka zdrowotna gwarantowała i gwarantuje nadal wzrost nakładów na zdrowie. I że w kolejnych latach nadal to na niej – konkretnie na ubezpieczonych w ZUS – będzie spoczywał niemal cały ciężar zapewnienia wzrostu finansowania ochrony zdrowia (choć trzeba odnotować, że uchwalona ustawa przewiduje również rozwiązania uelastyczniające możliwości ministra zdrowia w zakresie przekazywania dotacji podmiotowej do NFZ, dzięki czemu być może w końcu taka dotacja w ogóle będzie przekazywana, bo na razie miała ona wyłącznie charakter deklaratywny, a budżet zasilał Fundusz, na etapie planowania wydatków, dotacją w wysokości zera złotych).  

Wolumen składki zdrowotnej rośnie z roku na rok przede wszystkim z powodu rosnącej gospodarki i towarzyszącemu temu wzrostowi płac i rosnącemu zatrudnieniu – prognozy makroekonomiczne na najbliższe dwa lata są co najmniej optymistyczne, Polska ma wrócić na ścieżkę dość wysokiego, 5 proc. tempa wzrostu PKB. Czynnikiem napędzającym nominalny wzrost ilości środków będących do dyspozycji NFZ staje się jednak w coraz większym stopniu inflacja, a ta z kolei w sektorze usług, w tym usług zdrowotnych jest wyższa, niż w pozostałej części gospodarki – co sprawia, że pieniędzy więcej jest tylko właśnie nominalnie. Ale decydenci chcą też zwiększenia strumienia pieniędzy w ramach zmian podatkowych Polskiego Ładu – z kieszeni, przede wszystkim, przedsiębiorców. Prawdopodobnie jednak rząd wycofa się z szokowego wzrostu obciążeń składką zdrowotną i wprowadzenie liniowej składki zdrowotnej dla wszystkich ubezpieczonych w ZUS (bez możliwości odpisu od podatku) rozłoży na kilka lat. Powodem są złe i bardzo złe oceny, jakie Polacy wystawiają rozwiązaniom zmierzającym – w ich ocenie – do podwyższenia obciążeń podatkowych w sondażach, zarówno tych, których wyniki są na bieżąco publikowane jak i tych, przeprowadzanych na wewnętrzny użytek partii rządzącej.

Zmiany zasad opłacania składki zdrowotnej są powszechnie krytykowane i stały się jedną z przyczyn rozpadu koalicji rządzącej i wyjścia z rządu Porozumienia Jarosława Gowina (a raczej jego części, bo PiS przekonało część posłów, głównie wiceministrów, do pozostania w rządzie i wspierania go). Polski Ład krytykuje też samorząd lekarzy i lekarzy dentystów oraz inne organizacje zrzeszające lekarzy – w tym Związek Zawodowy Anestezjologów. Powód jest oczywisty: zmiany prowadzą wprost do zwiększenia, i to drastycznego, wysokości odprowadzanych składek od praktycznie jednej grupy ubezpieczonych, czyli przedsiębiorców i pracujących na samozatrudnieniu. Zdaniem samorządu lekarskiego wprowadzenie projektowanych zmian spowoduje istotne zwiększenie obciążeń fiskalnych większości kadr medycznych, w tym lekarzy i lekarzy dentystów, a w konsekwencji na spadek ich realnych wynagrodzeń. – Negatywnie należy ocenić przede wszystkim zmiany dotyczące zasad ustalania i rozliczania składki zdrowotnej, w tym likwidację możliwości odliczania 7,75 proc. podstawy wymiaru składki na ubezpieczenia zdrowotne od podatku dochodowego od osób fizycznych. Wprowadzone w tym zakresie zmiany wpłyną na wzrost obciążeń fiskalnych całego personelu medycznego, także tych osób, którzy wykonują swój zawód wyłącznie w ramach stosunku pracy. Szczególnie dotkliwe będą jednak dla tych, którzy prowadzą własną działalność gospodarczą – podkreśla Prezydium NRL. Dodatkowym, ale istotnym powodem krytyki jest niejasność przepisów, która musi prowadzić do różnicowania obciążeń podatkowych nie tylko pracujących na własny rachunek i zatrudnionych na etacie, ale również podatników ze względu na sposób prowadzenia rozliczeń z fiskusem.

Polski Ład nie przewiduje żadnych zmian w zasadach oskładkowania rolników. Nie wprowadza też – co postulowali eksperci od dobrych kilku lat – zmian w zasadach opłacania składki zdrowotnej. Nadal w całości będzie ona obciążać ubezpieczonego (Polska jest jednym z niewielu krajów, w Europie bodaj jedynym, w którym pracodawcy nie opłacają części, i to nawet większości, składki zdrowotnej). Nie ma też mowy w Polskim Ładzie o retaryfikacji składki zdrowotnej, na co zwracał podczas debaty uwagę były minister zdrowia Wojciech Maksymowicz. – Niestety potwierdziły się obawy o prawdziwą perspektywę wzrostu pieniędzy na świadczenia zdrowotne. Teraz wiemy, dlaczego ten obecnie mniejszościowy rząd nie chciał zrealizować oczekiwania wzrostu wynagrodzeń pielęgniarek, ratowników medycznych czy młodych lekarzy. Po prostu nie planował realnego wzrostu finansowania leczenia chorych. Niestety przedstawiona ustawa to głównie zabieg PR-owski – mówił podczas debaty były polityk Zjednoczonej Prawicy, obecnie poseł koła Polska 2050.

Maksymowicz zwrócił też uwagę, że rząd zamierza sfinansować planowany wzrost „głównie w wyniku doliczenia pomocowych środków z Unii Europejskiej”. – Jak wiemy, te unijne środki nie mogą być przeznaczone na świadczenia zdrowotne, ale jedynie na inwestycje. Tak ma być przez dwa lata. A potem? Potem się zobaczy. PiS odrzuciło wzrost składki zdrowotnej, który przecież można było kompensować ekwiwalentnym obniżeniem podatków. Tylko takie podejście rzeczywiście mogło systemowo zagwarantować wzrost nakładów na leczenie chorych, na świadczenia opieki zdrowotnej. Tak więc nadal będziemy mieli jeden z najniższych poziomów procentowych składki zdrowotnej w Europie. Społeczeństwo musi bowiem wiedzieć, że nasi sąsiedzi Czesi są znacznie bardziej zadowoleni ze swojej służby zdrowia, ponieważ mają 13,5 proc. składki zdrowotnej, a nie tak jak u nas 9 proc. I to jest główny problem. Proponowany w ustawie wzrost do 7 proc. udziału nakładów na opiekę zdrowotną w PKB za sześć lat to ciągle daleko od średniej europejskiej, która wynosi niemal 10 proc. A do tego nie wiadomo, w jaki sposób ktoś kiedyś za te sześć lat miałby to zrobić – mówił prof. Maksymowicz.

Małgorzata Solecka  

Możliwość komentowania została wyłączona.