Do połowy grudnia 2018 roku lekarze wystawili milion e-ZLA. Minister rodziny, pracy i polityki społecznej chwali ZUS za sprawną operację przejścia na obowiązkowe zwolnienia lekarskie. Wszystko wskazuje, że zagrożenia na jakie jeszcze w listopadzie wskazywali lekarze, związane przede wszystkim z obawami o przepustowość systemu ZUS, nie sprawdziły się. Co nie znaczy, że w ogóle nie ma problemów.

Przed godziną „zero” organizacje lekarskie przestrzegały, że duża część lekarzy może nie wystawiać elektronicznych zwolnień, przede wszystkim ze względu na brak sprzętu, dostępu do Internetu bądź też ograniczeń w posługiwaniu się nowoczesnymi technologiami. Po dwóch tygodniach obowiązywania e-ZLA wydaje się, że tacy lekarze stanowią nieznaczny odsetek. Tym niemniej, jak podkreśla samorząd lekarski, ZUS nie powinien wymuszać na lekarzach przechodzenia na elektroniczną formę wystawiania zwolnień. Operacja i tak się udała, lwia część lekarzy wystawia e-ZLA, zaś tym którzy potrzebują więcej czasu (lub na przykład ze względu na wiek w ogóle nie planują „cyfryzacji” swoich działań), nie powinno się rzucać kłód pod nogi. Tymczasem z różnych regionów docierają do izb i organizacji lekarskich sygnały, że ZUS wbrew obietnicom nie honoruje wystawionych na papierze zwolnień, odsyłając pacjentów do lekarza po właściwą, elektroniczną, wersję.

– Nie spotkałem się z takim problemem na naszym terenie. Zgodnie z zapowiedziami ministerstwa, pomimo obligatoryjności e-zwolnień, forma papierowa miała być dopuszczalna w wyjątkowych przypadkach i ZUS miał honorować takie zaświadczenia – podkreśla Marcin Nowiński, wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Gdańsku.

 Samorząd lekarski apeluje jednak do swoich członków, by wszystkie próby „wymuszania” na lekarzach wystawiania zwolnień w formie elektronicznej zgłaszać do izb. Lekarze konsekwentnie podkreślają też, że nie są ani przeciwnikami cyfryzacji w ochronie zdrowia, ani elektronicznych zwolnień lekarskich.

– Jest potrzeba sprawnego przesyłania informacji o niezdolności do pracy zarówno do ubezpieczyciela jak i pracodawcy. Wątpliwości budzi sposób wdrażania tego systemu: jego obligatoryjność, brak wyjątków w stosowaniu wersji papierowych oraz zawodność – wylicza Marcin Nowiński.

Bo choć ostatecznie można mówić o sukcesie w przejściu na obligatoryjne e-ZLA, poniedziałek 3 grudnia był dla wielu lekarzy dowodem, że nie wszystko zostało dopięte na ostatni guzik.

– W pierwszym dniu roboczym system informatyczny ZUS zawiódł – mówi wprost Marcin Nowiński. – Przez pewien czas zalogowanie do swojego konta i wystawienie zaświadczenia było w ogóle niemożliwe. Zamiast e-ZLA generowała się więc niepotrzebna złość i frustracja lekarzy.

ZUS wyjaśniał, że problemy ze spowolnieniem pracy systemu (również jego czasowym zawieszeniem) wzięły się z kumulacji wystawiania e-zwolnień o jednej godzinie. Wyciągnięto wnioski i zwiększono przepustowość serwerów. Rzeczywiście, w kolejnych dniach (również w następny poniedziałek 10 grudnia) problemy się nie powtórzyły. Choć Marcin Nowiński podkreśla, że w czasie, gdy ruch na stronie ZUS się wyraźnie zwiększa – czyli w poniedziałkowe przedpołudnia – nadal pojawiają się kłopoty. Zalogowanie do strony i wystawienie zwolnienia trwa nawet kilka minut.

Aż 70 proc. lekarzy wystawiających e-ZLA robi to z poziomu portalu ZUS, nie korzystając z aplikacji gabinetowych – to również ma wpływ na obciążenie systemu.

Po dwóch tygodniach funkcjonowania obligatoryjnych e-ZLA można powiedzieć na pewno, że czarne scenariusze się nie sprawdziły, choć lekarze nie do końca podzielają entuzjazm urzędników ZUS.

– Nie mogę się zgodzić, że wystawienie takiego zaświadczenia trwa kilkanaście sekund. W moim przypadku, przy sprawnie działającym systemie to około dwie minuty – podkreśla Marcin Nowiński. Dwie minuty to nawet 20 proc. czasu, jaki lekarz ma dla pacjenta podczas jednej wizyty, więc na pewno nie jest to mało (i porównywalnie z czasem wystawienia zwolnienia w formie tradycyjnej).

Lekarze nie zamierzają odpuszczać walki o pozostawienie możliwości wystawiania zwolnień w formie papierowej i chcą, by rząd i ZUS to usankcjonowały, tak by lekarze, na przykład seniorzy, ale również ci, którzy w swojej pracy nie mają dostępu do szybkiego internetu, nie czuli się poddawani presji, jeśli nie będą (w ogóle lub jeszcze przez jakiś czas) wystawiać e-ZLA.

Małgorzata Solecka  

Możliwość komentowania jest wyłączona.