Pod koniec czerwca 2021 roku posłowie Komisji Zdrowia jednogłośnie poparli zmianę planu finansowego NFZ, która przewiduje, że do Funduszu netto wpłynie o 3,5 mld zł więcej. Pieniądze te trafią w całości do placówek medycznych z przeznaczeniem na podwyżki płac, wynikające z ustawy o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia.

Dodatkowe pieniądze Fundusz zawdzięcza lepszemu spływowi składki zdrowotnej – w nowej wersji planu przychód z tego tytułu wzrośnie o ponad 5 mld zł. Fundusz ocenia, że jest to prognoza realistyczna i wręcz umiarkowana, może się więc okazać, że faktyczne wpływy ze składki będą jeszcze wyższe. To z jednej strony wynik odbicia gospodarki po pandemii, z drugiej – wyższej inflacji (która z punktu widzenia fiskalnego, nie tylko odnośnie składki zdrowotnej, jest korzystna).

Jednak aż o 1,5 mld zł będą niższe wpływy z podatku cukrowego (NFZ dostanie tylko ok. miliarda złotych zamiast zaplanowanych 2,5 mld zł), stąd zysk netto wyniesie „tylko” 3,5 mld zł.

Przed zaopiniowaniem planu finansowego posłowie dopytywali, czy pieniądze, jakie Fundusz przekaże szpitalom na koszty podwyżek, rzeczywiście wystarczą do ich sfinansowania. Wskazywali, że kalkulacje ministerstwa (patrz – podatek cukrowy) nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością. Przypominali o inflacji i presji płacowej, która zwłaszcza ze strony pracowników medycznych, którzy na wchodzącej w życie 1 lipca nowelizacji zyskują najmniej, będzie bardzo duża.

W połowie czerwca Sejm odrzucił poprawki Senatu, który m.in zaproponował wyższe współczynniki pracy dla zawodów medycznych. Co prawda przez kilka godzin wydawało się, że Sejm na tę poprawkę przystanie (poparła ją Komisja Zdrowia), jednak ostatecznie rządowi udało się zmobilizować posłów PiS do odrzucenia rozwiązania, które – jak mówił minister zdrowia – oznaczałoby konieczność nowelizacji ustawy budżetowej, gdyż zabrakłoby co najmniej kilku miliardów złotych na wypłatę wyższych wynagrodzeń.

Zgodnie z nowelizacją współczynniki pracy od 1 lipca rosną:

– z 1,27 do 1,31  dla lekarzy ze specjalizacją drugiego stopnia. Według ustawy o minimalnym wynagrodzeniu najniższe wynagrodzenie od lipca 2021 r. wyniesie 6769 zł, czyli o 19 zł brutto więcej niż obecnie, ponieważ  do lipca 2021 roku zgodnie z tzw. ustawą 6 proc. mają oni  zagwarantowane wynagrodzenie minimalne na poziomie 6750 zł, o ile zadeklarują, że nie będą pracować dodatkowo w innym podmiocie (54 582 etatów).
– z 1,17 do 1,2 dla lekarzy z pierwszym stopniem specjalizacji. Najniższe wynagrodzenie wyniesie 6201 zł, obecnie jest to 6046 zł, wzrost o 155 zł. Według wyliczeń MZ ta grupa zawodowa miała już w styczniu 2020 r. wynagrodzenie zasadnicze na poziomie  6783 zł. Realnie więc podwyżki nie będzie (5 788 etatów).
– z 1,05 do 1,06 dla lekarzy bez specjalizacji. Najniższe wynagrodzenie wyniesie  5 478 zł, obecnie jest to 5 426 zł, wzrost o 52 zł. Według wyliczeń MZ ta grupa zawodowa miała w styczniu 2020 r. wynagrodzenie zasadnicze na poziomie  5 111  zł, a zatem realny wzrost to 367 zł (9 549  etatów).
– z 0,73 do 0,81 dla lekarza stażysty. Najniższe wynagrodzenie od 1 lipca 2021 roku wyniesie  4 186  zł, obecnie jest to 3 772 zł, wzrost o 414 zł.

Na nowelizacji najbardziej korzystają najsłabiej uposażeni pracownicy ochrony zdrowia, w tym pracownicy działalności podstawowej i przedstawiciele zawodów niemedycznych. Minister zdrowia wielokrotnie podkreślał, że celem nowelizacji jest częściowe zmniejszenie dysproporcji między wysokimi zarobkami (resort zdrowia z uporem przedstawia, przy okazji prezentowania wynagrodzenia zasadniczego, średnie zarobki, obejmujące również np. wynagrodzenie za dyżury) pracowników medycznych, zwłaszcza lekarzy (ale i pielęgniarek) a innych zawodów.

Nie można się dziwić, że organizacje zrzeszające pielęgniarki i położne oraz lekarzy manifestują niezadowolenie z decyzji rządu i Sejmu. Samorządy tych dwóch grup zawodowych uczestniczyły w pracach senatorów i podpisały się pod kompromisowym wariantem podniesienia współczynników pracy. Gdy Sejm podejmował decyzję w sprawie poprawek Senatu, przedstawiciele samorządów i związków zawodowych pracowników medycznych uczestniczyli właśnie w dyskusji poświęconej wynagrodzeniom w ochronie zdrowia w ramach czerwcowego Kongresu Wyzwań Medycznych. Równie dobrze mogła tam wybuchnąć bomba – zarówno prowadzący panel przedstawiciel organizacji pracodawców Andrzej Mądrala, jak szef OZZL Krzysztof Bukiel czy prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych byli, najkrócej mówiąc, wstrząśnięci.

– Po prostu nie wiem, co powiedzieć – powtarzał Andrzej Mądrala, wiceprezydent Pracodawców RP, który prowadził panel poświęcony wynagrodzeniom w ochronie zdrowia.

– Dwoma głosami przegraliśmy, Sejm odrzucił poprawkę nawet własnej komisji sejmowej, przy trzech wstrzymujących się – mówiła rozgoryczona Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.

– To był kompromis, na który zgodzili się lekarze. Nie żądaliśmy trzech średnich krajowych dla specjalistów, nie domagaliśmy się nawet dwóch. Zgodziliśmy się na współczynnik 1,7- podkreślał Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL.

Decyzję Sejmu Bukiel nazwał „niepojętą”. – To pokazanie: jesteście gnojkami, którzy się nie liczą, z którymi nie mamy co rozmawiać. Nie mam słów po prostu. Jestem bardzo zawiedziony – powiedział, dodając że jego zdaniem Adam Niedzielski jest „mocnym kandydatem” na lidera rankingu najgorszych ministrów zdrowia a pracownicy medyczni powinni rozważyć złożenie wniosku – nawet symbolicznego – o jego zdymisjonowanie. Pod koniec czerwca wotum nieufności wobec ministra Adama Niedzielskiego wyraziła – w korespondencyjnym głosowaniu – Naczelna Rada Lekarska. Jednym z powodów (choć nie kluczowym) była właśnie ustawa o wynagrodzeniach minimalnych. Zarówno forsowanie niekorzystnych dla lekarzy współczynników pracy jak i filozofia przyświecająca nowelizacji, zgodnie z którą minimalne płace w ochronie zdrowia mają ulec spłaszczeniu, spotkały się z negatywną oceną lekarzy. Owo wotum nieufności nie ma żadnego formalnego znaczenia – jednak warto zaznaczyć, że nieczęsto się zdarza, by samorząd lekarski tak jednoznacznie źle oceniał szefa resortu zdrowia.

Eksperci zwracają uwagę, że ustawa o wynagrodzeniach minimalnych nie rozwiązuje problemów z wynagrodzeniami pracowników medycznych. Przypominają też, że od lat rozmawia się o konieczności uporządkowania systemu wynagrodzeń, którego częścią byłoby określenie zasad procentowego udziału środków, które mają być przeznaczone na wynagrodzenia. I – najlepiej – uwzględnienie czynnika płacowego w wycenie świadczeń medycznych. Wtedy kolejne wzrosty wynagrodzeń nie wymagałaby żadnych specjalnych decyzji. Dobra, realna taryfikacja, zdjęłaby z pracodawców ryzyko (a w każdym razie znaczącą jego część) związane ze wzrostem kosztów pracy. Pomogłaby też prowadzić efektywną politykę kadrową.

Pracodawcy zwracają zaś uwagę, że ustawa mówi o stawkach minimalnych, zaś choć rzeczywiście część pracowników medycznych otrzymuje wynagrodzenie zasadnicze w minimalnej wysokości, problemem placówek ochrony zdrowia jest mocno nakręcona spirala wynagrodzeń, a pandemia (m.in. dodatki covidowe) tylko wzmocniła oczekiwania płacowe kluczowych profesjonalistów medycznych. Szpitale spodziewają się, że praktyczne wygaszanie dodatków covidowych, które rozpoczęło się już w czerwcu, będzie miało swoje konsekwencje w postaci żądania wyższych stawek – zwłaszcza za dyżury. Dyrektorzy szpitali już pod koniec czerwca sygnalizowali, jak bardzo ciężko, niezależnie od oferowanego wynagrodzenia, jest znaleźć chętnych do dyżurowania na przykład na szpitalnych oddziałach ratunkowych.

Czarny scenariusz, jakiego obawiają się szpitale, to wyposażenie ich tylko w pieniądze pokrywające koszty podwyżek do progu minimalnego wynagrodzenia, zgodnego z ustawą i oczekiwanie (przez decydentów), że problem oczekiwań płacowych swoich pracowników rozwiążą we własnym zakresie – na przykład powiększając swoje zobowiązania. To jednak prosta droga – w niedługiej przyszłości – do konieczności poddania się restrukturyzacji centralnie zaprojektowanej przez Ministerstwo Zdrowia, czy też Agencję Rozwoju Szpitali.

Małgorzata Solecka 

Możliwość komentowania została wyłączona.