Ustawa o systemie informacji medycznej nakłada na placówki służby zdrowia obowiązek informatyzacji dokumentacji medycznej. Dobra wiadomość: resort zdrowia planuje przesunięcie terminu, do którego można używać dokumentacji papierowej z zapowiadanego 1 sierpnia 2014 na 2017 rok.

na zdjęciu mec. Iwona Kaczorowska-Kossowska


Alicja Katarzyńska: Elektroniczna Dokumentacja Medyczna to pożegnanie z papierem w dokumentacji medycznej już na dobre?
 
Iwona Kaczorowska-Kossowska: Wydaje się że tak i to pożegnanie nieuniknione, bo zyski przejścia z „papieru” do dokumentacji prowadzonej w formie elektronicznej są oczywiste.  Szybki dostęp do informacji o pacjencie, sprawne udostępnianie dokumentacji na zewnątrz – to oszczędność czasu lekarza i pacjenta. Znikają koszty kserowania, przenoszenia dokumentów, nie potrzeba już miejsca na przechowywanie tysięcy kart pacjentów itp. To też łatwość przygotowania analiz danych medycznych, dostęp do historii choroby pacjenta w różnych miejscach Polski. To też zabezpieczenie przed zaginięciem fragmentów dokumentacji papierowej. Ale to nie wszystko – EDM to także wejście z informacją medyczną do sieci publicznej, gromadzenie tam danych dotyczących wszystkich pacjentów. Każdy lekarz, pielęgniarka co najmniej raz dziennie będzie prostym kliknięciem generował komunikaty dotyczące pacjentów z komputera, na którym pracuje do Systemu Informacji Medycznej.

I to jedno kliknięcie sprawi że…

Czy to będzie jedno kliknięcie na koniec dnia pracy, czy lekarz będzie klikał po każdej wizycie pacjenta, zależeć będzie od decyzji placówki: szpitala, przychodni czy samego lekarza prowadzącego gabinet, oraz konstrukcji programu, który będzie tam używany. Ale dzięki temu informacje o pacjencie znajdą się w SIM w tym samym dniu, w którym pacjent skorzystał z porady. Inni lekarze dzięki temu od razu – jeśli będzie taka potrzeba – dotrą do najaktualniejszych informacji o chorym. Słowem jeśli Kowalski miał wczoraj kolkę i był u lekarza w Gdańsku, a dziś jest w podróży w Nowym Sączu i ma atak, lekarz wyświetla jego profil i wie wszystko: data, diagnoza, badania, leki. Pod względem technicznym i medycznym to możliwość nie do przecenienia. A i pacjent nie musi pamiętać, wozić ze sobą dokumentów itp. To wyeliminuje wiele stresujących, niejasnych sytuacji.

Ale uzależni szpitale, przychodnie i gabinety od Internetu

To są wady tego systemu. Ustawa o systemie informacji wymaga na bieżąco wprowadzania do systemu danych, przynajmniej raz dziennie. Wystarczy brak dostępu do Internetu, a lekarz nie wygeneruje komunikatu, nie zapisze wizyty. Co wtedy? Większość firm nie gwarantuje przecież stałego 24-godz. dostępu do sieci, wręcz przeciwnie z doświadczenia wiemy, że takie awarie mogą i się zdarzają. Internet to jedno, ale są też zwykłe problemy techniczne związane z obsługą komputera, programów komputerowych, zawiesza się system, są pomyłki. Trzeba wpisać stały kontakt z informatykiem w umowie, który zabezpieczy natychmiastową pomoc informatyczną w razie awarii. Tylko pytanie czy to się w praktyce da zrobić?

A co jeśli lekarz źle wpisze dane, źle kliknie i je utraci albo zdarzy się inna katastrofa, której nie umiemy nawet dziś przewidzieć?   
Raz zapisanego komunikatu nie można usunąć, błędne wpisy poprawiamy przez nowe poprawne wpisy, a stare zostają w systemie. Widać historię zmian, kto, kiedy, w czym się pomylił. Ale to nie przeszkadza lekarzowi w pracy, on będzie widział te najaktualniejsze zapisy. Zapisane informacje nie mogą zniknąć, pomieszać się itp., to podstawa leczenia. Dlatego już dziś trzeba wiedzieć, co w razie pomyłki, jakiejś technicznej wpadki, czy za wszystko odpowiada lekarz? Informatyk stwierdzi, że jego program spełnia wymagania i tak naprawdę lekarz może sam zostać z problemem. Dlatego uczulamy lekarzy, żeby starali się  wymagać takich sformułowań w umowie z firmą, od której kupią program, żeby chociaż częściowo podzielić się ewentualną odpowiedzialnością.

Przy oczywistych korzyściach te konieczne warunki: stały dostęp do Internetu, sprawny komputer i niezawodny program mogą „nawalić” bez udziału lekarza  

Przecież tak od lat działają systemy bankowe. Kiedyś bankier siedział przy biurku, miał szpilkę, na którą nakłuwał kwitki, a dziś wszystkie nasze pieniądze są wirtualne. Czy giną na masową skalę, czy systemy padają? A lotnictwo… mamy wirtualne bilety, wirtualne, bagaże. Niewiele jest już dziedzin w życiu, w których nie ma informatyzacji. Zawsze na początku jest obawa, że to się na pewno nie powiedzie, a później trudno sobie wyobrazić bez tych ułatwień życie.

Lekarz sam wybiera i kupuje program do obsługi EDM, skąd ma wiedzieć jaki, gdzie, jak skonstruować umowę z firmą, jak się zabezpieczyć?

Ustawodawca nie przewidział koncesjonowania, nie ma instytucji, która dopuszcza do użytkowania oprogramowania do obsługi EDM. Firma musi dać gwarancję, że jej program spełnia ustawowe wymagania . Właśnie, aby lekarzy nie zostawić samym sobie, OIL w Gdańsku stworzyła specjalny zespół, który sprawdza rynek istniejących programów pod kontem ich funkcjonalności. Bierzemy pod uwagę przejrzystość, intuicyjność, zabezpieczenia, funkcjonalność. Prowadzimy też wykłady dla lekarzy, jak się w problemach związanych z EDM poruszać.

I pacjenci i lekarze obawiają się o dostępność do informacji na temat pacjenta. Dlaczego mój stomatolog ma wiedzieć, że leczyłem się na depresję czy zrobiłam sobie lifting? – denerwują się pacjenci.

Do danych pacjenta dostęp może być selektywny, nie każdy i nie wszystko. Może będzie podstawowy profil, gdzie znajdą się informacje neutralne, nie przynoszące ujmy, a dostęp do tych wrażliwszych będzie możliwy tylko dla niektórych. Każdy, kto wpisuje dane lekarz czy pielęgniarka, jest identyfikowany w sieci przez kod, podpis. Wysyła komunikat „proszę o udostępnienie danych medycznych” i system je odblokowuje po zweryfikowaniu danych, więc nie ma obawy, że ktoś nieuprawniony będzie podglądał informacje o chorych. Zresztą dostęp do nich mają nie tylko lekarze, ale wszystkie podmioty wymienione w ustawie o prawach pacjenta czyli sądy lekarskie, prokuratura, NFZ, minister zdrowia, ZUS – każdy w zakresie, w jakim upoważnia go do tego ustawa.  Więc  to wcale nie oznacza rozszerzenia uprawnień, tak jest i dziś, tylko sąd pisze pismo z prośbą o udostępnianie danych z określonego powodu. (…)
Dziękuję za rozmowę.
 
Mecenas Iwona Kaczorowska-Kossowska jest radcą prawnym, od 18 lat związanym z biurem prawnym OIL w Gdańsku. Od 2004 pracuje w Kancelarii Prawa Medycznego i Farmaceutycznego w Gdyni, jest też redaktorem merytorycznym miesięcznika „Menadżer Placówki Medycznej”, a od 2013 r.ekspertem serwisu Prawo i Zdrowie Wolters Kluwer.


Cały wywiad z mec. Iwoną Kaczorowską-Kossowską można przeczytać w najbliższym marcowym Pomorskim Magazynie Lekarskim. 


Możliwość komentowania jest wyłączona.