Od tragedii w Białogardzie minął tydzień, w dużej części wypełniony dyskusją o problemie czasu pracy lekarzy, i szerzej – zawodów medycznych. Choć może lepiej pasuje tu określenie „prezentacja stanowisk”, dyskusja bowiem wymaga dialogu. A o żadnym dialogu mowy nie ma.

To, że lekarze pracują znacznie więcej, niż przewiduje kodeks pracy, jest oczywistością. – Jest wybór między lekarzem zmęczonym a lekarzem żadnym – stwierdził stosunkowo niedawno minister Konstanty Radziwiłł, co okazało się bon motem nieszczęśliwym i złowieszczym. Bo jak się okazało, granica między zmęczeniem a śmiercią w okolicznościach wskazujących na przepracowanie, jest bardzo płynna.
Rozwiązanie optymalne jest w polskich warunkach nieosiągalne. Ośmiogodzinny dzień pracy nawet sześć dni w tygodniu, zalecany przez Unię Europejską, to przy obecnej liczbie lekarzy kompletna mrzonka. Pojawia się postulat (nie pierwszy raz), uporządkowania czasu pracy lekarzy. Uporządkowania, w znaczeniu ograniczenia liczby godzin, jakie może przepracować lekarz w połączeniu ze znaczącym wzrostem wynagrodzenia. Znaczącym, czyli nie o jedną czwartą czy nawet jedną trzecią. O sto procent? Sto pięćdziesiąt? Jeśli dziś lekarz pracuje 100 godzin w tygodniu (a rekordziści pracują więcej), to odpowiedź jest prosta… I równie prosta jest odpowiedź, czy jest to możliwe do osiągnięcia. Nie.
Ale czy takie sztywne narzucenie liczby godzin, jakie może przepracować lekarz, jest w ogóle możliwe? Pojawiają się odniesienia do kierowców, do pilotów.
Adam Sandauer, prezes Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere, stwierdził na łamach „Dziennika Łódzkiego”: „Kierowca ciężarówki czy autobusu nie może jechać dłużej, niż pozwalają przepisy. Dlaczego zatem lekarz może pracować przez kilka dób? Bo ma możliwość podpisania umowy śmieciowej”. I prezesowi Sandauerowi i cytującemu go dziennikarzowi zabrakło wyobraźni, bo umowy śmieciowe (czy kontrakty są umowami śmieciowymi, mam poważne wątpliwości) to chyba nienajlepsze wyjaśnienie zagadki, „dlaczego lekarz może pracować przez kilka dób?” Może, bo nie ma innych lekarzy, którzy mogliby go zastąpić.
O tyleż barwne (tachografy), co bezsensowne, bo w zawód lekarza wpisany jest obowiązek podejmowania pracy zawsze, gdy jest zagrożone zdrowie i życie człowieka. Chirurg wychodzący z pracy o 16.00, po przepracowanych ośmiu godzinach, i tak będzie musiał wrócić, jeśli do szpitala będą jechać karetki z rannymi w wypadku… Oczywiście, czas pracy można byłoby rozliczać nie dziennie, nie tygodniowo, ale np. w ujęciu kwartalnym. Tylko kto miałby pracować, gdyby się okazało, że wszyscy lekarze w sześć tygodni „wyrobili” godziny za trzy miesiące?
Więc może jednak zakaz pracy u konkurencji? Lekarz mógłby pracować tylko w jednej placówce mającej kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia… Oczywiście, niemożliwe – nawet nie trzeba tłumaczyć, dlaczego.
Więc może lekarzom pracującym w publicznym sektorze zakazać pracy w prywatnych placówkach, a nawet we własnych gabinetach? Oczywiście, niemożliwe. Po pierwsze, byłoby to rozwiązanie niekonstytucyjne. Po drugie, z punktu widzenia pacjentów – bezlitosne. Nawet jeśli dzięki temu wzrosłaby liczba godzin pracy w sektorze publicznym, dostępność do leczenia musiałaby się zmniejszyć, biorąc pod uwagę jak duże kwoty w tej chwili pacjenci płacą w prywatnych przychodniach i gabinetach zwłaszcza za wizyty u specjalistów.
Wracamy do punktu wyjścia. Za mało pieniędzy na ochronę zdrowia, za mało lekarzy. Jeśli nie będzie więcej, nigdy nie przerwiemy błędnego koła.
A na zakończenie, jeszcze Adam Sandauer (za „Dziennikiem Łódzkim”. „Lekarze, chcąc mieć większe zarobki, doprowadzili do sytuacji, że sami się zatrudniają we własnej firmie, która podpisuje kontrakt ze szpitalem. Ta firma odpowiada za to, czy pracownik dostanie urlop, byleby jak najwięcej pieniędzy zostawało w kieszeni.”
Tak. To nie kolejne rządy, tnące wydatki na zdrowie do granic wytrzymałości (pracowników i pacjentów), to nie brak wizji, jakie będą potrzeby systemu w perspektywie lat kilkunastu czy dwudziestu, zdecydowały że mamy to, co mamy.
Winni są lekarze, którzy są źli, bo chcieli mieć większe zarobki.
Obowiązkiem lekarza jest przede wszystkim nie szkodzić. Obowiązkiem dziennikarza – przede wszystkim nie powielać opinii, które ze zdrowym rozsądkiem nie mają wiele wspólnego.

Małgorzata Solecka 

Możliwość komentowania jest wyłączona.