22 kwietnia 2016 roku Naczelna Rada Lekarska podjęła decyzję o podpisaniu porozumienia z Rzecznikiem Praw Obywatelskich w zakresie współpracy przy realizacji zadań w ramach Krajowego Mechanizmu Prewencji.

Ten suchy komunikat mógłby przejść bez echa, gdyby nie cały bagaż zaszłości – w postaci faktów i ocen, który mu towarzyszy. W tle porozumienia między samorządem lekarskim a urzędem RPO jest bowiem konflikt między lekarzami a Rzecznikiem Praw Pacjenta, który tlił się od dłuższego czasu, a eksplodował – właśnie przy interwencji RPP w sprawie domniemanych nieprawidłowości w jednym ze szpitali psychiatrycznych. Byłoby jednak błędem sprowadzać ów konflikt tylko do tego jednego wymiaru. Na skutek decyzji politycznych sprzed niemal ośmiu lat do systemu ochrony zdrowia, który w dużej mierze jest oparty na konfliktach, dodano jeszcze jeden, ustanawiając instytucję Rzecznika Praw Pacjenta.

 

RPP – broni pacjentów atakując lekarzy?

Pod koniec marca 2016 roku prezes Naczelnej Rady Lekarskiej zwrócił się do premier Beaty Szydło z prośbą o przeanalizowanie działalności obecnego Rzecznika Praw Pacjenta, wyciągnięcie wniosków a być może i zmiany w przepisach dotyczących działalności Rzecznika. Dlaczego?

Lekarze zarzucają Krystynie Barbarze Kozłowskiej, że stając w obronie pacjentów, jednocześnie narusza prawa lekarzy, którzy przed podjęciem przez RPP działań są pozbawiani możliwości przedstawienia własnego stanowiska. Ważną dla lekarzy kwestią jest też medialna aktywność Rzecznika Praw Pacjenta – zdarzały się przypadki, w których RPP brał udział w nagonce medialnej na lekarza, zanim jego wina została udowodniona. A gdy okazywało się, że lekarz – wbrew wyrokowi wydanemu przez dziennikarzy – jednak nie zawinił, Rzecznik nie prostował swoich wypowiedzi. Lekarze nie mogą zapomnieć Krystynie Kozłowskiej m.in. jej wypowiedzi sprzed ponad roku, gdy rozgrywał się dramat w Kutnie: media bezkrytycznie powtórzyły oskarżenia formułowane przez matkę i babcię chłopca, który rzekomo miał umrzeć dlatego, że lekarka nie przyjęła go na oddział szpitalny z zapaleniem oskrzeli. Rzecznik Praw Pacjenta wprawdzie nie przesądziła o winie lekarki, ale występując w programie telewizyjnym powiedziała, że kutnowski szpital nie jest jedynym, z którego dochodzą takie niepokojące sygnały… Tymczasem po kilku dniach okazało się, że chłopiec zmarł bo zadławił się fragmentem długopisu, decyzja o nieprzyjęciu na oddział była uzasadniona i nie miała wpływu na stan chłopca. Ta sprawa powinna się znaleźć w podręcznikach dziennikarstwa jako przykład wybitnie nagannej praktyki mediów – ale i Rzecznik Praw Pacjenta powinien wyciągnąć z tej lekcji wnioski. Czy tak się stało?

Z listu, skierowanego przez prezesa NRL do premier Beaty Szydło wynika, że medialna aktywność RPP jest jednym z najważniejszych argumentów za odwołaniem Krystyny Kozłowskiej. „W środkach masowego przekazu co jakiś czas pojawiają się doniesienia o zarzutach formułowanych przez Rzecznika Praw Pacjenta wobec lekarzy, bez podawania argumentów i dowodów w sprawie, podważających kompetencje i etykę zawodową lekarzy” – napisał dr Maciej Hamankiewicz.

Można zapytać: – Czy obrona pacjentów, również przed lekarzami, nie jest przypadkiem celem, dla którego został powołany Rzecznik Praw Pacjenta? Czy to, że urząd ten jest solą w oku samorządu lekarskiego (czy też szerzej – środowiska lekarskiego), nie świadczy najlepiej, że jest potrzebny, a osoba go sprawująca dobrze wykonuje swoje obowiązki?

 

Właśnie w tym rzecz, że to tylko pozory. Rzecznik Praw Pacjenta jest instytucją w dużej mierze fasadową. To wynika zarówno z konstrukcji prawnej – przepisy, na co zwraca uwagę prezes NRL, są pełne luk i to właśnie owe luki sprawiają, że wypełnianie przez Rzecznika swoich obowiązków (czyli podejmowanie działań, gdy zachodzi podejrzenie o możliwości naruszenia praw pacjenta) godzi w prawa lekarzy i świadczeniodawców – faktycznie są oni pozbawiani nie tyle prawa do obrony, co przedstawienia własnego stanowiska. Rzecznik jest uprawniony do podejmowania działań, mających skutki dla lekarzy (podmiotów leczniczych) bez konieczności zapoznania się z ich argumentacją. Może założyć (zakłada), że wersja przedstawiana przez pacjenta (jego rodzinę, pełnomocników) jest prawdziwa. Tak, mówią specjaliści, mogą działać organizacje pozarządowe, a nie instytucja państwowa, której decyzje rodzą skutki prawne dla osób fizycznych i prawnych. Prezes samorządu lekarskiego zwraca też uwagę, że lekarzom – poza drogą sądową – nie przysługuje możliwość ubiegania się o sprostowanie nieprawdziwych informacji, podawanych przez RPP lub jego współpracowników.

Kogo rzeczywiście broni RPP?

Ustawa z o Rzeczniku Praw Pacjenta miała być częścią wielkiego pakietu ustaw zdrowotnych, wprowadzających zmiany, zapowiadane przez Platformę Obywatelską w czasie kampanii z 2007 roku. Konia z rzędem temu, kto pamięta dziś, co Ewa Kopacz mówiła, obejmując tekę ministra zdrowia – ile projektów ustaw miało być gotowych, jakie rozwiązania (łącznie z podziałem NFZ na samodzielne fundusze regionalne, dodatkowymi ubezpieczeniami, prywatyzacją składki zdrowotnej czyli możliwością kierowania jej również do prywatnych ubezpieczycieli), miały znajdować się w jej ministerialnej teczce. Nie było żadnej teczki, nie było projektów, a sama minister Kopacz była chyba najczęściej wymienianym kandydatem do „rekonstrukcji”. Rok 2008 był wyjątkowo frustrujący – wszyscy czekali na konkrety, projekty. Napisanie ustawy o rzeczniku praw pacjenta było stosunkowo proste… Zwłaszcza, że ministerstwo nie zamierzało tworzyć instytucji, która miałaby realny wpływ na sytuację pacjenta. Już na etapie prac nad projektem, a potem podczas pierwszego uchwalania budżetu dla Rzecznika Praw Pacjenta okazało się, że w dużym stopniu będzie urząd zajmujący się przede wszystkim rejestracją przypadków naruszeń praw pacjenta. Przez sześć lat funkcjonowania RPP nie wyszedł z żadną liczącą się inicjatywą legislacyjną (ma możliwość przedkładania projektów Radzie Ministrów). Nie stanął w obronie pacjentów, gdy decyzje kolejnych ministrów – dotyczące choćby programów lekowych czy zasad refundacji leków – godziły w prawa pacjentów. Posłowie Komisji Zdrowia, po zapoznaniu się z kolejnymi sprawozdaniami z działalności RPP, nie szczędzili gorzkich słów na temat bierności, zachowawczości, podporządkowaniu instytucji Rzecznika interesom Ministerstwa Zdrowia.

Współpraca w interesie pacjentów 

Decyzja NRL o nawiązaniu współpracy z Rzecznikiem Praw Obywatelskich może być ważnym punktem zwrotnym w myśleniu o prawach pacjenta i sposobach ich obrony. Gdy piętnaście lat temu pojawiły się pierwsze głosy o możliwości (konieczności) powołania instytucji RPP, jednoznacznie sprzeciwiał im się ówczesny Rzecznik Praw Obywatelskich, prof. Andrzej Zoll. Multiplikowanie urzędów ombudsmanów uznawał za działanie osłabiające ochronę praw obywatelskich. – Musimy odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: czy chcemy mieć mocną ochronę praw obywatelskich, czy ta ochrona ma być umiarkowana i do pewnego stopnia kontrolowana przez władzę, przede wszystkim wykonawczą – mówił w rozmowie, jaką przeprowadziłam dla „Rzeczpospolitej”. Wskazywał, że prawa pacjenta są jednocześnie prawami obywatelskimi, na straży których stoi RPO, wyposażony w narzędzia oddziaływania zarówno na płaszczyźnie ustawodawstwa (bo ma prawo zwracania się do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z prawem uchwalanych aktów prawnych), kontroli władzy wykonawczej (prawo uzyskiwania wyjaśnień, podejmowania interwencji w konkretnych przypadkach), jak i aktywności sądowej (RPO może występować z pozwami, przyłączać się do postępowania, w końcu wnosić środki zaskarżenia z kasacją włącznie). – Jeżeli chcielibyśmy osłabić ten model, to najlepiej zrobić to poprzez tworzenie resortowych rzeczników. Jest oczywiste, że ich uprawnienia będą mniejsze – mówił.

Na czym miałaby polegać współpraca między lekarzami a RPO? Lekarze włączą się w proces opracowywania ekspertyz dla Rzecznika Praw Obywatelskich. Prace podejmą osoby wyznaczone przez okręgowe izby lekarskie. Mechanizm obejmie szpitale psychiatryczne oraz ośrodki pomocy społecznej w całej Polsce.

Ostatni konflikt między lekarzami a RPP dotyczył właśnie przypadku szpitala psychiatrycznego – konkretnie, Państwowego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Rybniku. Lekarze zarzucili tamtejszemu rzecznikowi, że podejmuje działania, upublicznia informacje, podważające zaufanie do zawodu lekarza. I choć sprawa pacjentów ze szpitala w Rybniku jest bulwersująca, jednocześnie jest jeszcze jednym argumentem, że zmiany w przepisach dotyczących praw pacjentów i instytucji, która ma stać na ich straży, są konieczne. Sytuacja permanentnego konfliktu, ze słabymi regulacjami, nikomu nie służy. Również, a może przede wszystkim – pacjentom.

Małgorzata Solecka 

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.