„Chór krytyki za niewystarczające tempo wzrostu nakładów na zdrowie musi dziwić” – napisał Konstanty Radziwiłł w najnowszym felietonie dla „Menedżera Zdrowia”, w którym odnosi się zarówno do swoich, oprotestowanych przez środowiska medyczne, pomysłów na zmiany w systemie ochrony zdrowia oraz projektu przepisów dotyczących płac minimalnych w służbie zdrowia. Tymczasem jedyne, co może dziwić, to zdziwienie ministra.

24 września ulicami Warszawy ma przejść największa od lat manifestacja zawodów medycznych. Dziewięć związków zawodowych, reprezentujących pracowników ochrony zdrowia, już przygotowuje logistycznie wyjazdy do stolicy. Głównym postulatem nie będą wcale podwyżki płac – choć zapewne i ten temat się pojawi. Porozumienie Zawodów Medycznych – platforma, utworzona w ostatnich tygodniach dla wspólnych działań – będzie się domagać wzrostu finansowania ochrony zdrowia do poziomu 6,8 proc. PKB. Czyli – spełnienia wyborczych zapowiedzi Prawa i Sprawiedliwości, które uznawało przed ubiegłorocznymi wyborami, że publiczne nakłady na ochronę zdrowia muszą wynosić minimum 6,5 proc. PKB.

Zdziwienie ministra, niedowierzanie lekarzy  

Konstanty Radziwiłł pisze w „MZ”: „Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że dla regionów o poziomie polskiego PKB, wydatki publiczne na zdrowie nie powinny być mniejsze niż 6 proc. PKB. Polskie wydatki w tym zakresie od wielu lat oscylują wokół 4-4,5 proc. PKB. Mimo nominalnego wzrostu nakładów, jaki dało się osiągnąć w Polsce w ciągu ostatnich dwóch dekad, nigdy nie doganiał on wzrostu PKB. Obecny Rząd po raz pierwszy zapowiada uczynienie wysiłku i stopniowe, w tempie około 0,2 proc. PKB rocznie dojście do poziomu 6 proc. PKB w roku 2025.

Szczerze mówiąc, nikt nie oczekiwał bezwarunkowych pochwał za zaplanowanie takiego ogromnego wysiłku budżetu (liczącego przecież wielomiliardowe wzrosty co roku), ale chór krytyki za niewystarczające tempo tego wzrostu wobec pionierskości tego rozwiązania, które wprawdzie nie od razu, ale jednak w konkretnym wymiarze czasu może zapewnić Polsce dołączenie do stawki naszych sąsiadów, musi dziwić”.

Z jednej strony mamy więc zdziwienie ministra, z drugiej – niedowierzanie i rozczarowanie pracowników służby zdrowia. Również, a może przede wszystkim, lekarzy, którzy doskonale pamiętają, co Konstanty Radziwiłł mówił, będąc działaczem lekarskiego samorządu. Ba, co mówił do nich zaledwie kilkanaście tygodni temu, podczas Krajowego Zjazdu Lekarzy, obiecując stopniowy, rozłożony na kilka lat, wzrost nakładów na zdrowie. Co, wreszcie, mówił  przed posiedzeniem rządu, na którym zaprezentował swoją strategię, że w systemie brakuje około 35 miliardów złotych. Tu i teraz.

Oczekiwania co do wzrostu wydatków na zdrowie nie mogą być adresowane do ministra zdrowia – wiedzą o tym doskonale przedstawiciele środowisk medycznych, którzy od kilku tygodni zabiegają o spotkanie z premier Beatą Szydło. Bezskutecznie, bo minister Beata Kempa odsyła ich do… ministra zdrowia. PZM chce więc rozmawiać bezpośrednio z prezesem Prawa i Sprawiedliwości Jarosławem Kaczyńskim. Założenie jest absolutnie słuszne: znaczący wzrost wydatków na zdrowie to decyzja czysto polityczna, a takie decyzje podejmuje się w siedzibie partii rządzącej, na ul. Nowogrodzkiej. Konkretnie – w gabinecie prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

Czy prezes zgodzi się na rozmowę i spotkanie? Nic na to nie wskazuje. Zaś trwające prace nad budżetem państwa na 2017 rok, zakładany poziom deficytu (60 mld zł, o pięć więcej niż w tym roku) i balans na granicy 3 proc. PKB, jakiej nie możemy przekroczyć pod groźbą wszczęcia przez Komisję Europejską procedury nadmiernego deficytu – to wszystko składa się na jeden, bardzo prosty, wniosek: pieniędzy na ochronę zdrowia nie ma. Żadnych.

System ochrony zdrowia trzeszczy w szwach

Minister Konstanty Radziwiłł dwoił się i troił podczas spotkania z dziennikarzami, by przekonać, że wzrost finansowania jest rozłożony na dziesięć lat. Nie jest. W 2017 roku wydatki będą w relacji do PKB zamrożone na tegorocznym poziomie, który ma być niższy niż ten z 2015 roku. W 2018 roku ma nastąpić wzrost, ale ciągle nie osiągniemy poziomu 2015 roku. Pierwsze „drgnięcie” w górę jest zaplanowane na rok 2019 (ostatni rok obecnej kadencji rządu, rok wyborów parlamentarnych). Gdy więc Konstanty Radziwiłł pisze o tym, że obecny rząd jako pierwszy „czyni wysiłek” – budzi nie tylko zdziwienie, ale wręcz rozbawienie (jeśli ktoś lubi angielski humor).

Minister podkreśla przy tym, że nie można patrzeć na jego strategię (w zakresie planowanego poziomu finansowania ochrony zdrowia) przez pryzmat najbliższych lat, ale horyzontu 2025 roku. Wtedy Polska ma osiągnąć owe mityczne 6 proc. PKB, i – chciałoby się dodać – wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie.

Pojawiają się jednak poważne wątpliwości.

Rok temu PiS utrzymywał, że bez natychmiastowego i radykalnego zwiększenia finansowania system ochrony zdrowia się załamie. Co prawda można użyć tu sławnej już wypowiedzi prezydenckiego ministra Andrzeja Dery, która co prawda odnosiła się do ustawy frankowej, ale ma wartość uniwersalną (niestety): „Inaczej się patrzy na stan państwa, będąc kandydatem na prezydenta, inaczej – będąc prezydentem i widząc, jakie to skutki przynosi”. Inaczej się patrzy na stan państwa, zabiegając o głosy wyborców, inaczej – gdy już się je zdobyło.  

Abstrahując od obietnic wyborczych, system ochrony zdrowia rzeczywiście trzeszczy w szwach, a oprócz poziomu finansowania liczne inne wskaźniki pokazują stan krytyczny: liczba pielęgniarek i lekarzy w odniesieniu do liczby mieszkańców, czas oczekiwania na świadczenia medyczne, zwłaszcza wizyty u specjalistów. Ustawa o działalności leczniczej, przyjęta latem przez Sejm, ma zmusić samorządy terytorialne do przeznaczania większych pieniędzy na zdrowie (w tym zresztą rząd może upatrywać szansy nieznacznego poprawienia wskaźnika dotyczącego publicznych nakładów na ochronę zdrowia). Jednak nic nie wskazuje, by samorządy mogły podjąć taki wysiłek finansowy.

Kolejna kwestia, podnoszona przez krytyków. Tempo, w jakim mają rosnąć nakłady na zdrowie to jeden problem. Odłożenie w czasie momentu, kiedy naprawdę mają zacząć rosnąć – drugi. Konstanty Radziwiłł obiecuje przecież tak naprawdę, że nakłady na zdrowie zaczną rosnąć dopiero w kadencji 2019-2023.

I wreszcie – minister mówi o zobowiązaniu rządu. Tymczasem strategia zmian w ochronie zdrowia jest wyłącznie dokumentem przedstawionym przez ministra, który rada ministrów przyjęła do wiadomości. Nie bez głosów sprzeciwu. Z moich informacji wynika, że minister finansów wyraża wątpliwość co do konstrukcji Funduszu Celowego „Zdrowie”, który miałby gwarantować odrębność finansowania ochrony zdrowia i pozostawać w gestii ministra zdrowia. O zobowiązaniach rządu będzie można mówić, gdy pojawią się przyjęte przez rząd projekty ustaw – a do tego, jak się wydaje, daleka droga.

Porozumienie Zawodów Medycznych zapowiada, że jeśli wrześniowa demonstracja nie wpłynie na polityków, możliwe jest zaostrzenie akcji protestacyjnych.

Służba zdrowia nie będzie mogła strajkować?

Czy jedyną konkretną odpowiedzią Prawa i Sprawiedliwości będzie zakaz strajków w służbie zdrowia? Poseł tej partii, Piotr Uruski, skierował do ministra zdrowia interpelację w tej sprawie, postulując wprowadzenie ustawowego zakazu strajków w podstawowej opiece zdrowotnej oraz w placówkach, w których funkcjonują SOR-y, zespoły ratownictwa medycznego, centra urazowe, „jednostki organizacyjne szpitala wyspecjalizowane w zakresie udzielania świadczeń zdrowotnych niezbędnych dla ratownictwa medycznego, które zostały ujęte w wojewódzkim planie działania systemu” oraz lotniczym pogotowiu ratunkowym.

I choć pytany przez dziennikarzy zarzeka się, że jego interpelacja nie ma nic wspólnego z akcją protestacyjną w ochronie zdrowia, on sam nic nie wiedział o planowanej na wrzesień demonstracji, a przygotowując interpelację chciał jedynie zwrócić uwagę na problem, nie jest wykluczone, że inicjatywę ustawodawczą podejmą inni posłowie. Nie byłaby ona sprzeczna z Konstytucją (co do zasady), jeśli oczywiście to miałoby w ogóle jakiekolwiek znaczenie. Myśl o „braniu lekarzy w kamasze” sformułowana dziesięć lat temu jest – jak się okazuje – ciągle żywa.

Małgorzata Solecka

Możliwość komentowania jest wyłączona.