Może się okazać, że ten rok, który minął, wcale nie był jeszcze taki trudny - mówił w Sejmie w styczniu wiceprezes NFZ Marek Augustyn. Choć z resortu zdrowia wychodzą sygnały o „przyspieszeniu” w sprawach reform, konkretów ciągle brak. W tej sytuacji nie tylko Lewica, ale i PSL chcą przekonać największego koalicjanta (i premiera) do własnych projektów reform w zdrowiu.

Czy będą skuteczni? Lewica proponuje „przeoranie” sposobu finansowania świadczeń zdrowotnych, likwidację składki na rzecz podatku zdrowotnego, który objąłby również płatników CIT oraz poważne zmiany w akcyzie (skierowanie dużej jej części do budżetu NFZ) a także wprowadzenie podatku od żywności wysokoprzetworzonej (wzorem opłaty cukrowej). Żywność wysokoprzetworzona jest jednym z głównych czynników, generujących problemy zdrowotne, dlatego logiczne jest, że należy obłożyć ją „podatkiem od grzechu”. Lewica nie chce natomiast szukania oszczędności po stronie pracowników ochrony zdrowia (z wyjątkiem bardzo wysokich kontraktów).

Ludowcy chcą szukać rozwiązań innymi drogami. Po pierwsze „ujęcie w karby” ustawy podwyżkowej (propozycje zgodne z tym, co w styczniu zaproponowało Ministerstwo Zdrowia i co ciągle nie doczekało się ujęcia w projekt ustawy, czyli przesunięcie terminu na 1 stycznia, od 2027 roku i zastąpienie mechanizmu podwyżkowego waloryzacją o wskaźnik przewidziany dla budżetówki) i przesunięcie ciężaru odpowiedzialności za organizację sieci szpitali na poziom województw. Ludowcy chcą też zmian w finansowaniu i proponują, by składka chorobowa podobnie jak zdrowotna trafiała do NFZ i była zarządzana przez płatnika. I, co kluczowe, PSL mówią o gotowości do pochylenia się nad wysokością składki zdrowotnej odprowadzanej przez rolników. Nie od dziś wiadomo, że duża część ubezpieczonych w KRUS odprowadza groszowe - dosłownie - składki. Politycy od lat traktują temat jak „zgniłe jajo”, obawiając się protestów rolników. PSL zapowiada, że zmiany są możliwe - pod warunkiem, że znikną przywileje również innych grup, np. mundurowych, którzy składki zdrowotnej nie płacą w ogóle.

PSL zapowiada, że swoje propozycje, jako poselski projekt ustawy, przedstawi w lutym 2026 roku. W drugiej połowie lutego MZ ma też rozmawiać z partnerami społecznymi na temat zmian w tzw. ustawie podwyżkowej. Wynik tych rozmów jest raczej przesądzony - organizacje reprezentujące pracowników zapowiadają, że nie tylko nie zaakceptują propozycji resortu ale są gotowe do zorganizowania protestów w obronie obowiązującego kształtu ustawy. Z drugiej strony wiadomo, że ustawa o wynagrodzeniach minimalnych to jeden z kluczowych czynników wpływających na kondycję finansową płatnika (również sytuację konkretnych placówek, dlatego zmian domagają się pracodawcy i przedstawiciele organów założycielskich szpitali), zaś ta kondycja – mówiąc zaś wprost – spodziewana luka finansowa (szacowna w tym roku wstępnie na 23 mld zł, choć opozycja i duża część ekspertów uważają, że w budżecie Funduszu może zabraknąć nawet 30 mld zł) decyduje o funkcjonowaniu systemu ochrony zdrowia. Zarówno w kwestiach organizacyjnych (zamykanie, wygaszanie czy zawieszanie oddziałów szpitalnych) czy wydłużające się kolejki do świadczeń zdrowotnych.

Styczeń, jak co roku, przyniósł kolejną odsłonę kolejkowego barometru, przygotowywanego przez Fundację Watch Health Care. Kluczowa informacja: średni czas oczekiwania na świadczenie zdrowotne się nie zmienił: podobnie jak rok temu wynosił 4,2 miesiąca. Natychmiast pojawiły się komentarze, że to w sumie nawet pozytywna informacja - bo choć gołym okiem widać, że sytuacja w systemie jest coraz trudniejsza, miniony rok (raport jest oparty na ankietach telefonicznych, przeprowadzanych jesienią 2025 roku), nie przyniósł - w przeciwieństwie do poprzedniej edycji raportu - tąpnięcia a stabilizację. Lub, jak mówiła prezes Fundacji WHC Milena Kruszewska, stagnację, mimo coraz większych środków, jakie trafiają do systemu. Nie od dziś jednak wiadomo, że za coraz większe nominalnie środki NFZ może kupować coraz mniej świadczeń, a inflacja w sektorze ochrony zdrowa znacząco przewyższa ogólny wskaźnik wzrostu cen.

Stabilizacji w kolejkach próżno wypatrywać na poziomie poszczególnych rodzajów świadczeń a zwłaszcza - specjalizacji.

I tak czas oczekiwania na wizytę u lekarza specjalisty - 4,2 mies. (w 2024 r. - 4,3 mies.) zaś na badania diagnostyczne - 2,8 mies. (w 2024 r. - 3,1 mies.). Warto pamiętać - 0,1 miesiąca to trzy dni.

Wśród 215 analizowanych świadczeń zdrowotnych, w 38 odnotowano pogorszenie dostępności, w przypadku 63 dostępność uległa poprawie, natomiast w przypadku 114 świadczeń czas oczekiwania uległ zmianie w zakresie +/-0,5 mies.

Najdłużej pacjenci muszą czekać na świadczenia w dziedzinie chirurgii plastycznej: średni czas oczekiwania wyniósł 11,1 miesiąca. Długi czas oczekiwania dotyczy też stomatologii (10,2 mies.), ortopedii i traumatologii narządu ruchu (9,7 mies.), neurochirurgii (9,4 mies.), otolaryngologii (9,2 mies.) oraz otolaryngologii dziecięcej (8,8 mies.). Najkrócej pacjenci zaczekają na realizację świadczeń z zakresu radioterapii onkologicznej (0,5 mies.) oraz neonatologii (0,7 mies.), chirurgii onkologicznej (0,9 mies.) i medycyny paliatywnej (1,0 mies.).

Jeśli chodzi o wizyty u specjalistów, najdłuższy czas oczekiwania dotyczy wizyt u neurochirurga (13,1 mies.), endokrynologa (12,9 mies.) oraz gastroenterologa (9,9 mies.). Na drugim biegunie są pediatrzy (0,0 mies.), neonatolodzy (0,2 mies.), ginekolodzy-położnicy (0,3 mies.) i chirurdzy onkolodzy (0,7 mies.).

Najbardziej wydłużyły się kolejki do: neurochirurgów - o 4,7 mies., neurologów dziecięcych - o 1,8 mies. i otolaryngologów - o 1,4 mies. Najbardziej skróciły się kolejki do angiologów - o 4,7 mies. i chirurgów naczyniowych - o 2,2 mies.

Na badania diagnostyczne trzeba poczekać – średnio - 2,8 mies., przy czym najdłuższy czas oczekiwania odnotowano w odniesieniu do sigmoidoskopii (badanie endoskopowe jelita grubego) (6,1 mies.), biopsji guzków tarczycy (6,0 mies.) oraz gastroskopii (5,8 mies.), zaś najbardziej wydłużyły się kolejki do rezonansu magnetycznego (MRI) kręgosłupa - o 1,6 mies., USG pęcherzyka żółciowego - o 1,0 mies., oraz rezonansu magnetycznego (MRI) głowy - o 0,9 mies. Są obawy, że zapowiadane przywrócenie limitów w badaniach obrazowych te kolejki jeszcze wydłuży.

Raport pokazuje też, jak czasy oczekiwania na poszczególne etapy ścieżki terapeutycznej przekładają się na ogólny czas, jaki mija od wejścia (najczęściej jest to wizyta u lekarza POZ) do finalnego efektu w postaci rozwiązania problemu zdrowotnego (często zabieg, operacja, wejście do programu lekowego etc.). Wnioski nie są optymistyczne.

Po raz pierwszy autorzy raportu wzięli pod lupę programy lekowe – na przykładzie 76-letniego mężczyzny, u którego sześć lat wcześniej zdiagnozowano chorobę Parkinsona. Pacjent podjął próbę dostania się do programu lekowego. Od rozpoczęcia wymaganej diagnostyki do kwalifikacji do programu minęło ponad 16 mies., ale nie znaczyło to zakończenia ścieżki pacjenta, czyli rozpoczęcia leczenia. Dlaczego? Jak podkreślał Krzysztof Łanda, założyciel Fundacji WHC, były wiceminister zdrowia w rządzie PiS, obecnie ekspert w zakresie systemu ochrony zdrowia (i autor stwierdzenia, że kolejki do świadczeń to technologia medyczna o udowodnionej szkodliwości), w systemie można zaobserwować ręczne sterowanie ruchem pacjentów już na etapie zespołów koordynujących, które zaczynają opóźniać wchodzenie pacjentów do programów. To, razem z barierami po stronie ośrodków, wstrzymujących lub opóźniających przyjmowanie do programów z powodu gigantycznych zatorów płatniczych ze strony NFZ (programy lekowe są rozliczane jako świadczenia nielimitowane, ale z wielomiesięcznymi opóźnieniami, strona rządowa w styczniu przyznała podczas jednego z posiedzeń w Sejmie, że w całości udało się rozliczyć do tej pory pierwsze dwa kwartały 2026 roku, trzeci zaś – jedynie w niektórych oddziałach), powoduje, że pacjentom, którzy nie tylko potrzebują nowoczesnego leczenia, ale spełniają często bardzo wyśrubowane kryteria, do programów dostać się jest nie tylko trudno, ale – coraz trudniej.

Małgorzata Solecka