Choć dyskusję na temat finansowania ochrony zdrowia determinuje bieżąca, kryzysowa, sytuacja, eksperci wskazują, że równolegle - i równoczasowo - powinniśmy pracować nad tym, jak zapobiec czarnym scenariuszom w perspektywie kilkunastu czy kilkudziesięciu lat. Bo jeśli nie podejmiemy decyzji, i to wkrótce, system w coraz większym stopniu przestanie zaspakajać potrzeby. Mówiąc wprost - wzrosną obciążenia ponoszone bezpośrednio przez pacjentów.
Kilka dni po rządowo-prezydenckich „szczytach zdrowotnych” eksperci NIZP PZH-PIB i Federacji Przedsiębiorców Polskich podczas konferencji współorganizowanej przez WHO przedstawili raport „Luka finansowa w ochronie zdrowia - wyzwania długoterminowe” w którym przedstawili - w oparciu o schemat przygotowany przez Światową Organizację Zdrowia - jak w kolejnych dekadach, w perspektywie do roku 2040 i 2060 - zmienią się relacje między kosztami funkcjonowania publicznej ochrony zdrowia i jej przychodami. Oczywiście przy założeniu, że nie zmienimy zasad zarówno po jednej jak i po drugiej stronie „nierówności”. Bo trudno mówić tu o równaniu, bo jedyną niewiadomą jest to, ile pieniędzy zabraknie w systemie.
Eksperci podkreślali, że do 2022 roku system był w praktyce samofinansujący się, ale od 2023 roku wymaga coraz większego wsparcia z budżetu państwa. Nie tylko planowej dotacji, ale też wymuszanych przede wszystkim rosnącymi kosztami pracy dotacji nieplanowanych, których wartość w 2025 roku zbliżyła się do wysokości dotacji założonej w projekcie planu finansowego (18 mld zł, a budżet do 20 grudnia przekazał do NFZ łącznie ok. 32 mld zł).
Już w 2024 r. wydatki publicznego systemu ochrony zdrowia sięgały 211 mld zł, a przychody - 186,3 mld zł. Oznacza to lukę w wysokości 24,7 mld zł, co oznacza pokrycie w przychodach jedynie 88 proc. kosztów. Eksperci przestrzegają, że w 2040 r. ten odsetek spadnie do 61 proc., a w 2060 r. - do zaledwie 42 proc. Jeśli luka finansowa nie zostanie wypełniona dodatkowymi środkami publicznymi, prywatne wydatki zdrowotne musiałyby wzrosnąć w scenariuszu bazowym aż o 102 proc. już do 2030 r., o 328 proc. w 2040 r., o 540 proc. w 2050 r. i o 920 proc. w 2060 r. względem 2024 r. Należy pamiętać, że Polska należy w Unii Europejskiej do krajów, w których udział wydatków prywatnych jest już dziś stosunkowo wysoki (choć płacimy przede wszystkim za leki, i to niekoniecznie te wydawane na receptę oraz za niektóre kategorie świadczeń). Jednak nawet krótkoterminowa prognoza o podwojeniu tych wydatków w ciągu pięciu lat powinna być potężnym sygnałem ostrzegawczym. Nie ma żadnych wątpliwości, że takie zmiany oznaczają pogorszenie dostępności do opieki zdrowotnej zwłaszcza gospodarstw o najniższych dochodach - część osób po prostu zrezygnuje z leczenia.
Scenariusz bazowy zakłada, że nie zapadną żadne decyzje, zmieniające obecną dynamikę zwiększania się luki. Ale nawet wtedy, gdy takowe zapadną i presja kosztowa się zmniejszy, musimy się liczyć ze znacząco większymi obciążeniami naszych portfeli: wydatki prywatne na leczenie wzrosną w tym „optymistycznym” scenariuszu o 47 proc. w 2030 r., 173 proc. w 2040 r., 311 proc. w 2050 r. i 582 proc. w 2060 r.
Podwód? Podstawowy, w zasadzie jedyny - demografia. Jesteśmy szybko starzejącym się społeczeństwem, co z jednej strony oznacza coraz większe potrzeby zdrowotne, z drugiej - coraz mniejszą liczbę osób pracujących i płacących składki. Co więcej, wraz z wiekiem spada produktywność i osiągane dochody, więc nawet sam fakt pracy nie oznacza, że do budżetu na zdrowie dokładamy tyle samo. Według ekspertów WHO systemy opieki zdrowotnej oparte na finansowaniu ze składki, powiązane ściśle z rynkiem pracy, są bardziej narażone na perturbacje niż te, w których finansowanie ochrony zdrowia zapewnia budżet państwa (opierający się na przychodach z wielu źródeł, różnych kanałów danin publicznych).
Na stole pojawiła się na razie jedna propozycja dotycząca zmiany schematu finansowania opieki zdrowotnej - w grudniu Lewica zaprezentowała projekt likwidujący składkę zdrowotną na rzecz podatku zdrowotnego, który miałby dotyczyć również płatników CIT oraz wprowadzający podatek od wysokoprzetworzonej żywności (tzw. podatek tłuszczowy) oraz gwarancję przekazywania 80 proc. przychodów z akcyzy do NFZ. Według wyliczeń Lewicy w ten sposób wydatki publiczne na zdrowie w 2030 roku miałyby osiągnąć 9 proc. PKB (wobec obecnych 6 proc.).
Małgorzata Solecka

