Polska odstaje od przeważającej części Europy w poziomie wydatków na ochronę zdrowia i w zasobach kadrowych. Efekt? Mamy wyższy niż inni wskaźnik zgonów do uniknięcia – to wnioski z przygotowanego przez OECD raportu „Health at Glance 2020”.

Raport zestawia podstawowe wskaźniki dotyczące finansowania i oceny funkcjonowania systemów ochrony zdrowia w Europie. W porównaniu z innymi krajami Unii Europejskiej polski system ochrony zdrowia finansowany jest gorzej.  W Unii Europejskiej na zdrowie przeznacza się 8,3 proc. PKB (licząc łącznie wydatki publiczne i prywatne). W Polsce przeznaczamy na ten cel 6,2 proc.

W UE liderem są Niemcy (11,7 proc.) – na uwagę zasługuje fakt, że w tym kraju wydatki na ochronę zdrowia (i tak tradycyjnie wysokie) rosną nieprzerwanie od roku 2011 – wzrost rozpoczął się zaraz po kryzysie finansowym, jaki dotknął całą Europę. Tempo tych wydatków również robi wrażenie – to ok. 2,5 proc. rocznie. Dla porównania, Polska w latach 2008-2014 zwiększała swoje wydatki o średnio 3 proc. rocznie, a w latach 2015-2020 – o 4 proc. rocznie. Dużo mniej, niż w tym samym czasie takie kraje jak choćby Rumunia. Rumunię od Polski dzieli już w tej chwili różnica 0,5 punktu procentowego – oczywiście, rumuńskie PKB jest o wiele niższe niż polskie.

– Niektóre państwa członkowskie Europy Środkowej i Wschodniej ze stosunkowo niskim poziomem wydatków – takie jak Bułgaria, Rumunia, Łotwa, Litwa i Estonia – starają się szybko nadrobić zaległości, miały jedne z najwyższych wskaźników wzrostu w wydatki na zdrowie od 2013 r., przy rocznym wzroście o około 6 proc. lub więcej – zauważają autorzy raportu.

Autorzy raportu odnotowują niską liczbę lekarzy w Polsce. W przeliczeniu na tysiąc mieszkańców jest ich najmniej w całej Unii Europejskiej (niecałe 2,4). Liczba naszych lekarzy stale rośnie – jednak nie tak szybko, jak w innych krajach. Podczas gdy w latach 2008 – 2018 wskaźnik liczba lekarzy w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców wzrosła 0,61 pkt., w Polsce przyrost był prawie trzykrotnie mniejszy, równy  jedynie 0,22 pkt. Średnia EU w 2008 roku wynosiła 3,32, natomiast w roku 2018 – już 3,83.                 

Pod względem zgonów możliwych do uniknięcia wypadamy źle – choć lepiej, niż wynikałoby to z naszego miejsca w rankingu wydatków i kadr medycznych. W skali kontynentu jednostkami chorobowymi, w których prewencja zawodzi najbardziej, są rak płuca (23 proc. zgonów możliwych do uniknięcia dzięki prewencji), choroba niedokrwienna serca (12 proc.)  i choroby powiązane z nadużywaniem alkoholu (11 proc). Wśród tych, w których zawodzi medycyna naprawcza wymieniane są w pierwszej kolejności  choroba niedokrwienna serca (20 proc.), rak jelita grubego (16 proc.) i rak piersi (12 proc.).

Wskaźnik śmierci możliwych do uniknięcia dzięki właściwej prewencji w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców w całej Unii Europejskiej wynosi 159, natomiast w Polsce 221. Większy jest w ośmiu krajach UE (najwyższy na Węgrzech – 327). Niewiele przegrywamy z Czechami (194), które mają jeden z lepiej ocenianych systemów ochrony zdrowia. Liderami tego rankingu są Cypr (106) i Włochy (107) – można wyciągnąć wniosek, że w kwestiach prewencji decydują czynniki pozamedyczne i poza systemowe, najważniejszym zaś jest zdrowy styl życia, w tym korzystniejsza dla zdrowia dieta.

Zwłaszcza, że pod względem zgonów możliwych do uniknięcia przy lepszym działaniu medycyny naprawczej w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców średnia dla UE to 108 zgonów (Polska znów zajmuje dziewiąte miejsce od końca ze wskaźnikiem 135), ale liderzy rankingu to Francja (67), Holandia i Hiszpania (66). Przynajmniej dwa pierwsze kraje mają systemy ochrony zdrowia dobrze (Francja) i bardzo dobrze (Holandia) oceniane.

Małgorzata Solecka 

Możliwość komentowania została wyłączona.