O tym, że 24 września 2016 roku w Warszawie odbędzie się największa od lat manifestacja zawodów medycznych, wiadomo było już od tygodni. Dość nieoczekiwanie na kilka dni przed akcją protestacyjną, organizowaną przez dziewięć związków zawodowych działających w ochronie zdrowia, sytuacja z „trudnej” zmieniła się w „kryzysową”. W poniedziałek 19 września związkowcy z „Solidarności” rozpoczęli okupację resortu zdrowia. 

Wszystko zaczęło się już na sierpniowym spotkaniu Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia, podczas którego minister Konstanty Radziwiłł prezentował założenia swojej reformy. Minister unikał odpowiedzi na pytania strony związkowej, dotyczące wynagrodzeń i warunków pracy w nowym systemie, związkowcy zaproponowali więc, by na kilka dni przed zaplanowaną manifestacją zawodów medycznych odbyło się kolejne spotkanie Zespołu, w całości poświęcone sprawom pracowniczym. Spodziewali się, że resort przygotuje nową wersję projektu ustawy o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia. Projekt otrzymali – ale dopiero w poniedziałek, podczas posiedzenia Zespołu – nie było więc możliwości dyskusji. Na ile odbiega on od wcześniejszych propozycji ministerstwa, które związki zawodowe jak jeden mąż uznały za skandaliczne? Co do meritum – wcale. Siatka płac minimalnych nie zmieniła się ani na jotę, co związki zawodowe uznały wręcz za prowokację ze strony ministerstwa. 

Gdy wydawało się, że w tej sytuacji spotkanie Zespołu Trójstronnego skończy się po prostu fiaskiem, przedstawiciele „Solidarności” Ochrony Zdrowia zażądali rozmów na wyższym szczeblu – z przewodniczącym „Solidarności” Piotrem Dudą i premier Beatą Szydło. Oskarżyli ministra o nierealizowanie programu wyborczego PiS i stwierdzili, że ustalenia w sprawie służby zdrowia muszą zapaść na szczeblu Komisji Dialogu Społecznego. Tak zaczęła się okupacja budynku ministerstwa. – Nie zostaniemy ani chwili dłużej, niż będzie to konieczne – stwierdziła Maria Ochman, szefowa „Solidarności” służby zdrowia. 

Od razu jednak pojawiły się komentarze – również wśród uczestników poniedziałkowego spotkania – że akcja „Solidarności” to w istocie koło ratunkowe, rzucone rządowi przed zaplanowaną na sobotę manifestacją środowisk medycznych. Dlaczego? Po pierwsze, tematem wiodącym w mediach stała się natychmiast okupacja Ministerstwa Zdrowia. Po drugie, akcja „Solidarności” pozwala zdymisjonować Konstantego Radziwiłła i wskazać jego wyłączną odpowiedzialność za niezadowolenie pracowników służby zdrowia. A premier Beata Szydło będzie mogła niezadowolonym przyznać rację, przypomnieć, że odwołała złego ministra i poprosić o kilka miesięcy cierpliwości, by nowy minister mógł przygotować nowe propozycje. 

Tymczasem związki zawodowe, organizujące manifestację 24 września, od początku podkreślają, że nie chcą walczyć z ministrem zdrowia, ale o realizację podstawowego postulatu, jakim jest zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia do minimum 6,8 proc. PKB już w 2017 roku (nota bene – w postulatach „Solidarności” nie ma w ogóle mowy o zwiększeniu finansowania służby zdrowia, związkowcy wyraźnie formułują tylko postulat wyższych płac). To nie znaczy, że np. wśród lekarzy nie brak głosów rozczarowania urzędowaniem ministra. – Konstanty Radziwiłł, gdy działał w samorządzie, nasze obecne postulaty przedstawiał jako własne. Mówił to samo, co my teraz mówimy. Będąc ministrem zmienił zdanie, zapomniał, wyparł się. Potrafił powiedzieć, że protestującym w CZD pielęgniarkom „chodzi tylko o kasę”. Zaproponował takie zwiększanie nakładów na zdrowie, że przez pierwsze dwa lata mielibyśmy wręcz mniej pieniędzy w systemie, a minimum, czyli 6 proc. PKB, mielibyśmy osiągnąć za dziesięć lat – mówi Jerzy Iskrzycki z Komisji Młodych Lekarzy Okręgowej Izby Lekarskiej w Gdańsku. 

Sobotnia manifestacja ma być jednak czymś więcej niż wyrażeniem rozczarowania i niezadowolenia. – Potrzebna jest presja na polityków. Społeczeństwo też musi zrozumieć, że nie może dalej trwać działający teoretycznie system, oparty na wyzysku pracowników – – podkreśla Jerzy Iskrzycki. – Wszystkie wskaźniki dotyczące finansowania i organizacji systemu, choćby kadr medycznych, których zaczyna dramatycznie brakować, pokazują, że w perspektywie kilku, kilkunastu lat nie będzie komu nas leczyć  
Dlatego na kilka dni przed manifestacją lekarze na Pomorzu i w innych regionach kraju koncentrują się na dotarciu z informacją o zaplanowanej manifestacji do jak największej grupy pracowników służby zdrowia. 

Ile osób zjawi się w Warszawie? – Spekulacje są trudne. W czerwcu manifestowało kilka, może dziesięć tysięcy osób – a była to demonstracja samych lekarzy. 24 września w Warszawie mają pojawić się przedstawiciele dziewięciu zawodów medycznych. Dla nas najważniejsze jest to, by każdy lekarz, pielęgniarka, ratownik zrozumiał, jak wiele zależy od jego obecności. Nie, że „ktoś inny pojedzie do Warszawy”, „ja nie muszę”, „jestem zajęty”. Im więcej będzie protestujących, tym ważniejszy będzie to głos. Dlatego protest wspierają kolejne okręgowe izby lekarskie, nie tylko związek zawodowy lekarzy – mówi nasz rozmówca.

Małgorzata Solecka   

Możliwość komentowania jest wyłączona.