Medycyna coraz dokładniej weryfikuje swoje metody, a pacjenci coraz częściej szukają odpowiedzi poza nią. Dlaczego? W Gdańsku lekarze, socjolodzy i neurobiolog przyjrzeli się mechanizmom nieufności podczas debaty Gdańskiego Areopagu Lekarskiego, który odbył się w poniedziałek 14 września 2026 roku w Ośrodku Szkoleniowo-Naukowym Okręgowej Izby Lekarskiej w Gdańsku.

Szesnaście nawigacji na przedniej szybie samochodu. Każda wskazuje inną drogę, ale kierownica pozostaje jedna. Tym obrazem dr Roman Budziński tłumaczył, czym dla lekarza są rekomendacje. Pomagają wybrać trasę, nie zwalniają jednak z myślenia ani odpowiedzialności. Ostateczną decyzję trzeba podjąć z pacjentem, uwzględniając jego sytuację i potrzeby. Problem zaczyna się wtedy, gdy pacjent nie chce już słuchać kierowcy.

O tym, dlaczego tak się dzieje, rozmawiano 14 września 2026 roku w Ośrodku Szkoleniowo-Naukowym Okręgowej Izby Lekarskiej w Gdańsku. Debata Gdańskiego Areopagu Lekarskiego połączyła historię medycznych błędów z pytaniami o współczesną nieufność wobec nauki. Rada Programowa Areopagu powstała ponad rok wcześniej, a jej prace koordynuje dr Budziński (nz powyżej stoi przy ekranie). W ośrodku znalazła miejsce do rozmów wykraczających poza lekarskie specjalizacje.

Punktem wyjścia był paradoks: nauki medyczne coraz staranniej weryfikują skuteczność i bezpieczeństwo diagnostyki oraz leczenia, a jednocześnie popularność zdobywają ruchy antyszczepionkowe i terapie bez naukowego potwierdzenia. Uczestnicy szukali przyczyn tego rozdźwięku i odpowiedzi na pytanie, co mogą zrobić lekarze.

Błąd, który zobowiązuje

Podczas pierwszej część spotkania przypomniano, że zaufanie do medycyny nie powinno opierać się na przekonaniu o jej nieomylności. Dr Budziński przedstawił przygotowaną z dr. hab. Krzysztofem Adamowiczem prezentację o „ślepych uliczkach”: od upustów krwi i dawnych terapii psychiatrycznych po lobotomię, tragedię talidomidu oraz nadużycia w badaniach z udziałem ludzi. Prowadzący omówił materiały nieobecnego prof. Michała Brzezińskiego dotyczące powstawania standardów i rekomendacji.

W opowieści o dawnych błędach niepokoił nie tylko opis procedur. Roman Budziński wspominał archiwalne zdjęcie lobotomii i twarze lekarzy obserwujących zabieg z zainteresowaniem, aprobatą, nawet podziwem. Dla nich było to osiągnięcie nauki. Dla kolejnych pokoleń stało się przestrogą. - Ślepe zaułki uczą nas, że każdy błąd może prowadzić do mądrości, jeśli nie zostanie zapomniany - doktor Budziński przytoczył myśl Krzysztofa Adamowicza, który nie mógł przybyć na debatę. 

Z tych doświadczeń wyrastały zabezpieczenia etyczne, zasady prowadzenia badań i oceny dowodów. Nie oznacza to jednak, że współczesny lekarz może zapomnieć o krytycyzmie. W dyskusji padło pytanie: Które dzisiejsze praktyki za pół wieku zostaną uznane za ślepą uliczkę?. Gotowej listy nie było. Było przypomnienie, że własne przekonania trzeba poddawać kontroli.

Rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego prof. Michał Markuszewski pokazał drogę od obiecującej cząsteczki do leku. Odkrycie nie oznacza jeszcze gotowej terapii. Związek musi przejść kolejne etapy oceny, a aktywność w laboratorium nie wystarcza: liczą się także jego losy w organizmie, toksyczność, stabilność i możliwość wytwarzania. Kontrola trwa po dopuszczeniu preparatu do obrotu. - Nie chodzi o to, żeby wierzyć, że lek jest dobry. Mamy dane, które pokazują korzyści ze stosowania oraz związane z nim ryzyko - podkreślał rektor.

Lęk silniejszy od wykresu

Prof. Tomasz Smiatacz z GUMed (nz zdjęciu poniżej) przekonywał, że medycyna zajmuje się ograniczaniem ryzyka, a nie udzielaniem bezwarunkowych gwarancji. Na przykładzie szczepień omawiał zarówno ochronę przed ciężką chorobą, jak i system wykrywania rzadkich działań niepożądanych. Wyjaśniał też, dlaczego pojedyncza historia potrafi przetrwać w społecznej wyobraźni mimo badań podważających jej wiarygodność.

Za wykresami stały doświadczenia klinicysty. Smiatacz opowiedział o ciężarnej pielęgniarce z oddziału covidowego, która pytała, czy powinna się zaszczepić. Samo „nie wiemy” nie rozwiązywało jej problemu. Trzeba było przedstawić dostępne informacje, porównać zagrożenia i pomóc podjąć decyzję w warunkach niepewności. - Nie wystarczy mieć rację, żeby być skutecznym - mówił.

Neurobiolog prof. Wojciech Glac z Uniwersytetu Gdańskiego wyjaśniał, dlaczego dostarczenie faktów często nie zmienia przekonań. Mózg szuka reguł pozwalających przewidywać zdarzenia i unikać zagrożeń. Silnie emocjonalna opowieść o chorobie lub śmierci może więc powiązać lekarza, szpital czy szczepienie z niebezpieczeństwem, nawet gdy nie wykazano związku przyczynowego.

Potem mechanizm potrafi wzmacniać sam siebie. Ktoś nie zaszczepił się i nadal żyje, więc uznaje to za potwierdzenie słuszności odmowy. Łatwiej zauważa informacje zgodne z przyjętą tezą, pomija sprzeczne. Glac zaznaczał, że utrwalanie przekonań nie jest cechą wyłącznie przeciwników medycyny. Własnej odporności na argumenty powinni przyglądać się wszyscy.

W dyskusji wracało zatem pytanie o krytyczne myślenie. Neurobiolog wskazywał szczególnie na pracę z dziećmi: uczenie sprawdzania informacji, zanim zamienią się w trudne do podważenia przekonania. Inni uczestnicy akcentowali potrzebę atrakcyjnej popularyzacji i stałej obecności ekspertów w mediach społecznościowych.

Ekspert musi umieć słuchać

Prof. Andrzej Rychard z Polskiej Akademii Nauk opisał pandemiczną komunikację trzema kategoriami. Władza wysyłała komunikaty silne, lecz niespójne. Zespoły eksperckie - spójne, ale słabo słyszalne. Ruchy antyszczepionkowe potrafiły natomiast łączyć spójność z dużą siłą przekazu. - To już nie są znachorzy siedzący w obskurnych komórkach pod strzechą czy w piwnicach - podkreślił. - Współczesna pseudonauka korzysta z nowoczesnych narzędzi i sprawnie dociera do odbiorców.

Nz. Rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego prof. Michał Markuszewski (stoi przy ekranie)

Socjolog wskazywał również na niepewność, która zwiększa zapotrzebowanie na łatwe wyjaśnienia. Nauka proponuje proces sprawdzania hipotez, a czasem zmianę wcześniejszego stanowiska. Odbiorca oczekujący niezmiennych odpowiedzi może zobaczyć w tym nie rozwój wiedzy, lecz dowód niewiarygodności. Dlatego trzeba tłumaczyć także to, jak nauka dochodzi do wniosków.

Prof. Michał Wróblewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu przesunął uwagę z samych przekonań na relacje. Przywołane przez niego badania pokazywały, że uznaniu kompetencji naukowców nie zawsze towarzyszy przekonanie o ich otwartości i życzliwości. Ludzie mogą szanować wiedzę eksperta, a zarazem czuć, że ekspert ich nie słucha.

Znaczenie ma również organizacja ochrony zdrowia. Lekarz bywa jej „zderzakiem”: odpowiada przed pacjentem za niewydolność systemu, choć nie ma wpływu na wiele jego reguł. Sama poprawa komunikacji nie zastąpi więc zmian instytucjonalnych.

W rozmowie o osobach wahających się wybrzmiała jednak możliwość działania już teraz. Pomagają cierpliwe wyjaśnienia, przyznawanie się do ograniczeń wiedzy i traktowanie rozmówcy jak partnera. Paternalizm zamyka drogę do porozumienia. Prof. Smiatacz przyznawał, że ciągłe prostowanie tych samych nieprawd jest męczące, ale w kontakcie z ludźmi zagubionymi przynosi efekty. Zaufanie buduje się także wtedy, gdy lekarz potrafi nie tylko odpowiedzieć, lecz również wysłuchać pytania.

Tekst i zdjęcia Piotr Piotrowski