Polscy lekarze nie poświęcają pacjentom wystarczającej ilości czasu, nie tłumaczą im kwestii medycznych w zrozumiały sposób, nie dają pacjentom możliwości zadawania pytań i nie włączają pacjentów w proces podejmowania decyzji dotyczących terapii. Pod względem tzw. komunikacji miękkich Polska odstaje od reszty rozwiniętego świata – wynika z najnowszego raportu „Health at a Glance 2015” opublikowanego na początku listopada przez OECD.

Raport potwierdza mizerię polskiego systemu ochrony zdrowia we wszystkich, niemal, aspektach. Również, a może przede wszystkim, w aspekcie relacji, jakie zachodzą między lekarzami a pacjentami w gabinetach (badania obejmowały wyłącznie lecznictwo ambulatoryjne). Pacjenci oceniali nie wszystkich lekarzy, których odwiedzają, ale jednego, który prowadzi ich leczenie, z którym kontaktują się najczęściej.

Polscy pacjenci najsurowiej ocenili lekarzy pod względem możliwości zadawania pytań i dzielenia się obawami czy wątpliwościami. Tylko co trzeci pacjent dostaje od lekarza taką możliwość. Dla porównania – w Belgii jest to niemal 98 proc., a w Czechach – 94 proc.! W zajmującej przedostatnie miejsce w tym zestawieniu Japonii – niemal 70 proc.
Niemal 70 proc. polskich pacjentów uważa, że lekarz przekazuje informacje medyczne w sposób zrozumiały. To dobry wynik? Niezupełnie. W dużej części krajów odpowiedzi twierdzących udzielało ponad 90 proc. badanych. Przedostatnia Szwecja bije Polskę o dziesięć punktów procentowych.
Sześciu na dziesięciu pacjentów w Polsce uważa, że lekarze poświęcają im wystarczającą ilość czasu. W Szwecji (znów miejsce przedostatnie) jest to niemal 80 proc. Najbardziej zadowoleni są Belgowie i… Czesi (niemal 98 proc.).
Co z tego wynika?
Po pierwsze, raport – jak podkreśla wielu lekarzy – jest zgodny ze stanem faktycznym. W Polsce cały czas obowiązuje paternalistyczny układ lekarz-pacjent. Układ ten jest tym silniejszy, im mniej czasu i więcej obowiązków biurokratycznych mają lekarze. Od lat i samorząd lekarski i przedstawiciele środowisk akademickich przestrzegają, że logika procesu terapeutycznego zakłada kontakt – a więc również rozmowę – z pacjentem, a logika systemu ochrony zdrowia tę rozmowę wyklucza, bo lekarz nie ma czasu poza badaniem nawet spojrzeć na pacjenta, a co dopiero z nim rozmawiać. Kilka minut na jednego pacjenta to o wiele za mało, by pozwolić mu zadawać pytania, wyrażać wątpliwości, czy konsultować decyzje terapeutyczne.

Pacjenci o tym doskonale wiedzą. Jakiś czas temu wpadł mi w ręce raport „Choroba nowotworowa – doświadczenia pacjentów”, napisany na podstawie badań fokusowych przeprowadzonych na grupie pacjentów onkologicznych na zlecenie Fundacji „Ludzie dla ludzi”. Niemal wszyscy, którym zadano pytanie dotyczące relacji z lekarzem, mówili to samo: lekarz w publicznym gabinecie nie ma czasu, wszystko (czyli przekazanie diagnozy) odbyło się szybko i byle jak, bez czasu na pytania, rozmowę. Aby zyskać ten czas – który pacjentowi zwłaszcza z poważną chorobą jest niezbędny – pacjenci szukali innych możliwości kontaktu z lekarzem, na przykład w prywatnym gabinecie. Co ciekawe, wielu pacjentów oceniało, że po przyjęciu do szpitala relacje z lekarzami się poprawiają.

Sami lekarze, choć zwracają uwagę na czynniki obiektywne – czyli mankamenty systemu, nadmierne zbiurokratyzowanie etc. – też przyznają, że przynajmniej część odpowiedzialności za niedostatki komunikacji z pacjentami może leżeć po ich stronie. Inne badania – sprzed dwóch lat – przeprowadzone na zlecenie Naczelnej Izby Lekarskiej. 92 proc. badanych lekarzy i lekarzy dentystów uważa, że umiejętności w zakresie kompetencji miękkich są przynajmniej tak samo ważne jak wiedza i umiejętności fachowe (co ciekawe – co dziesiąty mówi, że są nawet ważniejsze niż wiedza merytoryczna). Jednocześnie duża grupa (niemal 40 proc.) lekarzy przyznaje, że ich umiejętności w zakresie kompetencji miękkich, wśród których komunikacja z pacjentem jest jedną z kluczowych, są „niskie” lub „bardzo niskie”. 76 proc. lekarzy widzi potrzebę doskonalenia w tym zakresie – ale większość (dwóch na trzech) przyznaje, że nie miała okazji takiego doskonalenia odbyć.
Szkolenia, organizowane m.in. przez samorząd lekarski, to kropla w morzu potrzeb, sądząc po ogromnym zainteresowaniu, jakim się cieszą. Duża część uczelni medycznych już kilka lat temu do programu studiów wprowadziła zajęcia z zakresu komunikacji z pacjentem i innych umiejętności „miękkich”, którymi powinien wykazać się lekarz. To dobre wiadomości, i dla pacjentów i dla samych lekarzy. Bo w relacji pacjent-lekarz zaufanie, którego nie da się zbudować bez komunikacji, ma kluczowe znaczenie. Jeśli lekarz cieszy się zaufaniem pacjenta, zwiększają się szanse na to, że zalecenia dotyczące procesu terapeutycznego będą respektowane. I że terapia przyniesie oczekiwany (spodziewany?) efekt. A przecież o to właśnie chodzi.
Dla OIL w Gdańsku pisze Małgorzata Solecka (na zdjęciu), dziennikarka i publicystka. Pracowała m.in. w „Rzeczpospolitej” i tygodniku „Newsweek Polska”. Problematyką ochrony zdrowia zajmuje się od 1998 roku. Obecnie współpracuje m.in. z miesięcznikiem „Służba Zdrowia” i portalem „Medycyna Praktyczna”.


Możliwość komentowania jest wyłączona.