We wrześniu 2016 roku seniorzy otrzymali w aptekach ponad 2,7 miliona opakowań darmowych leków. Koszt realizacji programu w pierwszym miesiącu wyniósł 25,8 mln zł. Mimo to za wcześnie mówić o sukcesie programu: zarówno w gabinetach lekarskich jak i w aptekach wielu seniorów przeżywa rozczarowanie.

– Pierwszy miesiąc monitorowania realizacji programu bezpłatnych leków dla seniorów wypada bardzo dobrze, jeśli chodzi o zarówno ilość przepisanych leków, jak i ich wartość – mówił w Sejmie pod koniec października wiceminister Marek Tombarkiewicz. W przeliczeniu na osobę średnia wartość leków, jakie otrzymał pacjent, który skorzystał z programu, to ok. 28 zł.

To jednak tylko statystyka. Są pacjenci, którzy na wprowadzeniu listy „S” skorzystali bardziej, i są tacy, którzy nie mają żadnego darmowego leku, lub co najwyżej jeden, dwa preparaty. Są seniorzy, którzy mówią o kilkudziesięciuzłotowych oszczędnościach (co przy wydatkach miesięcznych 200-300 złotych stanowi dużą różnicę) i tacy, którzy do leków muszą wręcz dopłacać i to mimo wypisania przez lekarza jednej recepty „S”: niektóre leki przeszły na stuprocentową odpłatność.

Ponieważ we wrześniu NFZ wydał mniej niż jedną czwartą zaplanowanych na 2016 rok pieniędzy, Ministerstwo Zdrowia zapowiada stopniowe rozszerzanie listy „S” – pierwszych kilka nowych cząsteczek znalazło się już na listopadowej liście, następne zostaną dopisane do niej najprawdopodobniej w styczniu. Kardiolodzy liczą, (Polskie Towarzystwo Kardiologiczne napisało w tej sprawie pismo do ministra zdrowia), że na listę trafią inhibitory konwertazy i betablokery. Resort skierował już do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji zlecenie oceny rozszerzenia wykazu leków kardiologicznych stosowanych w nadciśnieniu tętniczym o leki z pierwszej linii. Ocena AOTMiT będzie, jak spodziewają się kardiolodzy, pozytywna. Są jednak jeszcze kalkulacje finansowe: inhibitory konwertazy to najczęściej przyjmowane przez pacjentów w podeszłym wieku leki na nadciśnienie, czy wystarczy pieniędzy, by wszyscy otrzymywali je bezpłatnie?

Ministerstwo Zdrowia może stać na stanowisku, że ponieważ leki pierwszego wyboru są dostępne w tej chwili dla pacjentów za opłatą ryczałtową (3,2 zł), więc pacjenci i tak mogą się leczyć tanio. Urzędnicy nie chcą pamiętać, że w aptece pacjent bardzo często nie płaci wcale 3,2 zł za opakowanie leku ryczałtowego, ale nawet kilka razy więcej – jeśli przyjmuje preparat znacząco droższy od tego, na którym ustawiony jest limit. Owszem, pacjenci mają prawo domagać się od lekarza przepisania tańszego odpowiednika, albo od aptekarza zamiany leku na tańszy. Ale, co potwierdzają i sami pacjenci, i przede wszystkim farmaceuci, chorzy rzadko korzystają z tego prawa (zwłaszcza z prawa do uzyskania recepty na najtańszy lek). – Jedni się krępują rozmawiać z lekarzem, inni uważają, że lekarz najlepiej wie, co powinni przyjmować, jeszcze inni nie chcą ryzykować zmiany leku, po którym dobrze się czują – opowiada znajoma farmaceutka. 

Na liście pojawią się nowe cząsteczki, wydłuża się lista preparatów. Ale czy to oznacza, że znikną problemy z dostępem do darmowych leków? Niekoniecznie, sądząc po doświadczeniach lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, które – przynajmniej częściowo – mają też odbicie w publikacjach medialnych, ukazujących się od 1 września.

O tym, że pacjenci nie kryją pretensji – oczywiście najpierw do lekarzy, potem do aptekarzy – mówią m.in. przedstawiciele Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia Porozumienie Zielonogórskie. „Miały być za darmo, a trzeba płacić; jednemu należą się przez rok, drugiemu zaledwie przez miesiąc; sąsiadka stosuje ten sam lek co ja, ale ona nie płaci, a ja tak” – to tylko streszczenie uwag, jakie starsi pacjenci mają do rządowego programu Leki dla seniorów.

Powód?

Lista „S” została nałożona na skomplikowany – i nieczytelny dla większości pacjentów – system refundacji leków, z systemem limitów i dopłat do droższych odpowiedników i – przede wszystkim – refundacją opartą na ChPL. Odejście od tej ostatniej zasady resort zdrowia obiecuje od niemal roku, ale jednocześnie zablokowano w Sejmie możliwość prac nad społecznym projektem ustawy refundacyjnej, jaki przedstawiło w pierwszym czytaniu (w grudniu ubiegłego roku!) Porozumienie Zielonogórskie.

Efekt?

Leki, umieszczone na liście „S”, są darmowe tylko w określonych wskazaniach, dla niektórych pacjentów. W jednej jednostce chorobowej należy się pacjentowi nieodpłatnie, w innej jest częściowo refundowany, a w jeszcze innej pacjent musi zapłacić pełną cenę. Czy seniorzy są w stanie to zrozumieć? – W przypadku tzw. leków 75+ najwięcej problemów mamy z lekami przeciwzakrzepowymi. Nie dość, że obowiązują rożne stopnie refundacji w zależności od choroby, to jeszcze mamy różne okresy, w jakich pacjentowi należy się nieodpłatny lek. W jednym typie zawału ma do niego prawo przez 30 dni, w innym – przez 12 miesięcy – podkreśla Joanna Zabielska-Cieciuch z Porozumienia Zielonogórskiego. 

Wniosek?

Rozszerzanie listy „S” jest potrzebne (lekarze POZ narzekają na brak nowoczesnych leków przeciwpłytkowych, diuretyków czy antagonistów układu RAA), ale jeszcze bardziej potrzebna są zasadnicze zmiany w systemie refundacji. Wielu lekarzy (niezależnie od specjalizacji) podkreśla, że w tej chwili często działają „na granicy”, wybierając korzystniejsze dla pacjenta rozwiązanie, ryzykując karami finansowymi w razie kontroli ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia.

W przyszłym roku na realizację programu przewidziano 564,3 mln zł – te pieniądze powinny pozwolić na stopniowe rozszerzanie listy „S”, natomiast jeśli zmienią się zasady refundacji leków – i nastąpi postulowane przez lekarzy odejście od ChPL, mogą okazać się niewystarczające, zwłaszcza jeśli lista miałaby być w kolejnych miesiącach znacząco wydłużana. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się więc duża ostrożność resortu zdrowia we wpisywaniu nowych cząsteczek i preparatów handlowych na listę leków dla seniorów. Zwłaszcza tych, które są przyjmowane przez setki tysięcy pacjentów.

Małgorzata Solecka   

Dla OIL w Gdańsku pisze Małgorzata Solecka, dziennikarka i publicystka. Pracowała m.in. w „Rzeczpospolitej” i tygodniku „Newsweek Polska”. Problematyką ochrony zdrowia zajmuje się od 1998 roku. Obecnie współpracuje m.in. z miesięcznikiem „Służba Zdrowia” i portalem „Medycyna Praktyczna”.

Możliwość komentowania jest wyłączona.