– Różnica między mną a ministrem Konstantym Radziwiłłem jest taka, że ja byłem reprezentantem rządu wobec środowiska lekarskiego, a minister Radziwiłł jest reprezentantem środowiska lekarskiego w rządzie – stwierdził w maju z mównicy sejmowej były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz. Różnic między obydwoma politykami znalazłoby się pewnie więcej, ale czy rzeczywiście obecny szef resortu zdrowia reprezentuje w rządzie interesy lekarzy?

Zaledwie kilka dni wcześniej w Warszawie odbył się Nadzwyczajny XIII Krajowy Zjazd Lekarzy. Najważniejszym gościem zjazdu był bez wątpienia minister zdrowia, Konstanty Radziwiłł. Nie mogło być inaczej – przecież minęło zaledwie pół roku, gdy zamienił Naczelną Radę Lekarską na fotel ministra. Gdy w obecności czterystu delegatów, reprezentujących 180-tysięczną rzeszę lekarzy i lekarzy dentystów odbierał odznaczenie „„Meritus pro Medicis” przyznawane członkom samorządu lekarzy i lekarzy dentystów w uznaniu dla działalności na rzecz środowiska i samorządu lekarskiego, nie krył wzruszenia.

Minister Radziwiłł zbyt przychylny lekarzom?
Jednak czy Radziwiłł rzeczywiście chce w rządzie reprezentować interesy środowiska lekarskiego? Media (tygodnik „Newsweek”) zarzuciły ministrowi ostatnio, że próbuje kupić przychylność środowiska wielomilionową dotacją dla samorządu. Tygodnik ma na myśli kilkunastomilionową dotację, która trafiła do NRL oraz izb okręgowych – w ramach ugody za niezapłacone przez budżet państwa kwoty na pokrycie kosztów pełnionych przez samorząd funkcji publicznych. Gdy Bartosz Arłukowicz sięga po ten argument w czasie debaty sejmowej, kompromituje się jako były urzędnik państwowy – był jednym z wielu ministrów, którzy powiększali dług państwa wobec samorządu lekarskiego. Dług niekwestionowany – zapadły już w tej sprawie wyroki sądowe, i gdyby nie ugoda, Skarb Państwa musiałby izbom lekarskim wypłacić nie kilkanaście, a kilkadziesiąt milionów złotych.
Trop pieniędzy okazuje się fałszywy. Fałszywy jest też zarzut, podnoszony przez opozycję, że ministerstwo forsuje takie zmiany w prawie, które mają ułatwić pracę lekarzom kosztem dobra pacjentów. Chodzi przede wszystkim o pakiet onkologiczny. – Nie myślicie o pacjentach. Pacjenci są zadowoleni z pakietu onkologicznego, skróciły się kolejki – powtarzali posłowie Platformy Obywatelskiej z trybuny sejmowej, powołując się na badania, przeprowadzone wśród pacjentów i organizacji pacjenckich. Sęk w tym, że z tych samych badań można wysnuć wniosek może nie diametralnie, ale zasadniczo różny: pacjenci dobrze oceniają sam fakt, że zyskali specjalną ścieżkę diagnostyki i leczenia, ale zdecydowana większość z nich dostrzega potrzebę dużych zmian w przepisach. A kolejki, co wykazali eksperci, dla pacjentów onkologicznych z kartą DiLO się skróciły, ale pacjenci onkologiczni bez karty czekają w kolejkach dłużej. Opozycja zapomina też, że czym innym jest sprzyjanie interesom jednego środowiska zawodowego (w tym przypadku lekarskiego), co byłoby naganne, a czym innym – ignorowanie głosu tego środowiska i tworzenie przepisów, które w krótkim czasie zostają boleśnie zweryfikowane przez rzeczywistość – jak choćby przepis nakładający na lekarzy POZ wskaźnik wykrywalności nowotworów czy ograniczenie prawa do wystawiania karty DiLO przez specjalistów.
Są i inne argumenty, którym warto się uważnie przyjrzeć. Samorząd pielęgniarek i położnych oskarża obecne kierownictwo ministerstwa o sprzyjanie interesom lekarzy kosztem samodzielności zawodu pielęgniarskiego. To poważny zarzut, nie sposób go lekceważyć. W trakcie prac nad projektem ustawy o podstawowej opiece zdrowotnej dochodzi do fundamentalnych dyskusji o wzajemnych relacjach między zawodem lekarza a zawodem pielęgniarskim. Warto pamiętać, że od tego jaki będzie wynik tych prac, zależy w dużym stopniu przyszłość całego systemu ochrony zdrowia, dla którego jednym z największych problemów jest (i będzie coraz bardziej) brak pielęgniarek, zarówno w szpitalach jak i lecznictwie ambulatoryjnym.

Prywatne vs publiczne. Lekarze są za równowagą
Czy jednak całość zmian, które zapowiada minister zdrowia, można sprowadzić do „reprezentowania interesów środowiska lekarskiego”? Analizując przebieg dyskusji podczas zjazdu, a przede wszystkim podjęte na nim stanowiska i uchwały można powiedzieć – wręcz przeciwnie.
Na uwagę zasługuje przede wszystkim apel, jaki Nadzwyczajny XIII Krajowy Zjazdy Lekarzy skierował do premier Beaty Szydło – o „utrzymanie prawa podmiotów prywatnych do ubiegania się na równych prawach z podmiotami publicznymi o środki publiczne przeznaczone na finansowanie świadczeń zdrowotnych oraz o zachowanie konkurencyjności polegającej na możliwości wyboru podmiotu leczniczego przez pacjentów”. Apel, będący wprost odpowiedzią na plany rządu Prawa i Sprawiedliwości, streszczone przez ministra zdrowia podczas zjazdu. Jednym z kierunków tych zmian jest przesunięcie środków publicznych – w lecznictwie szpitalnym – do podmiotów publicznych. Apelu lekarzy nie warto sprowadzać jedynie do obrony prywatnych placówek leczniczych. To głos w obronie kierunku zmian, za którymi przez całe lata opowiadał się samorząd lekarski, które wspierało środowisko lekarzy. Zmian w kierunku systemu, w którym panuje równowaga między prawami pacjenta, rachunkiem ekonomicznym i perspektywami rozwoju przedstawicieli zawodów medycznych. To głos w obronie systemu, który Polska zaczęła budować kilkanaście lat temu, którego wielkim orędownikiem był przywoływany nie raz przez polityków PiS prof. Zbigniew Religa, do którego dziedzictwa chętnie odwołuje się obecne kierownictwo resortu zdrowia. Lekarze w swoim stanowisku przypominają rządowi, że zarówno wprowadzenie zasad konkurencji między podmiotami udzielającymi świadczeń finansowanych ze środków publicznych jak i umożliwienie udziału podmiotów prywatnych, obok publicznych, w udzielaniu tych świadczeń istotnie wpłynęło „na znaczące zwiększenie liczby udzielanych świadczeń, poprawę ich jakości oraz poprawę efektywności funkcjonowania systemu ochrony zdrowia w ostatnich kilkunastu latach”.
Analizując tylko to stanowisko widać, że lekarzom nie do końca po drodze ze zmianami, których twórcą (i twarzą) jest minister Konstanty Radziwiłł.
A były jeszcze przecież i inne stanowiska – choćby apel o zapewnienie finansowania ochrony zdrowia na poziomie 6 proc. PKB, na co szanse w najbliższych latach, jak podkreślają eksperci, są mniej niż umiarkowane, głównie przez rozdęcie programów socjalnych (500+), ryzykowne projekty ekonomiczne (przewalutowanie kredytów hipotecznych) czy dążenie do obniżenia wieku emerytalnego.

Zespoły ds błędów lekarskich
Były też głosy w dyskusji. Przeciw ostremu cięciu wycen świadczeń z zakresu kardiologii inwazyjnej i przeciw przyjętej przez ministerstwo metodologii konstruowania map potrzeb zdrowotnych, przede wszystkim z zakresu lecznictwa szpitalnego. Gdy minister zapowiadał perspektywę zamykania oddziałów, na których obłożenie łóżek nie przekracza 50 proc., lekarze przypominali, że obłożenie łóżek wynika wprost z wysokości kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. I że mapy potrzeb zdrowotnych nie odzwierciedlają potrzeb społeczności, ale z jednej strony – możliwości finansowe NFZ, z drugiej – siłę przebicia, a czasami układy zarządzających placówkami.

Lekarze nie kryli też niepokoju w związku z zapowiedziami powoływania w prokuraturach specjalnych zespołów do spraw błędów lekarskich. – Lekarz jest zawodem zaufania społecznego. A taka decyzja to zaufanie podkopuje, wskazuje się lekarzy jako grupę potencjalnych przestępców, środowisko kryminogenne – podkreślał dr Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Samorząd lekarski chce przejąć inicjatywę i prezes Hamankiewicz już zwrócił się Stowarzyszenia Prokuratorów RP z propozycją powołania przy części izb lekarskich zespołów biegłych – analogicznych do tych, które funkcjonują przy zakładach medycyny sądowej. – Jednym z problemów jest przewlekłość postępowania, bo biegłych jest za mało – przyznał.

Ale z rozmów, prowadzonych w kuluarach zjazdu wynika, że lekarze nie mają raczej wątpliwości, że specjalne zespoły prokuratorskie mogą oznaczać kolejny etap krucjaty ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry przeciw środowisku lekarskiemu. – Gdyby chodziło o przyspieszenie postępowań, o przeszkolenie prokuratorów, o dobro pacjenta, ministerstwa sprawiedliwości i zdrowia powinny działać wspólnie – mówili delegaci, zwracając uwagę, że samo sformułowanie „błąd medyczny” nie zakłada ani umyślnej winy, ani przestępstwa. – Już samo powołanie takich zespołów wręcz sprowokuje pacjentów lub ich rodziny do składania zawiadomień, nawet w sprawach w których nie może być cienia podejrzenia, że lekarz czy ktoś z personelu medycznego zawinił – przewidywali.
– Dopóki ja jestem na Miodowej, samorząd lekarski może czuć się bezpiecznie – przekonywał podczas swojego wystąpienia Konstanty Radziwiłł. Jednak czy gwarancje ministra obejmują wszystkich, dobrze wykonujących zawód lekarza?
Małgorzata Solecka

Możliwość komentowania jest wyłączona.