Razem jesteśmy silni, ochrona zdrowia to my! To nie jest polityczna rozróba, a manifestacja pracowników służby zdrowia, którzy dopominają się o swoje prawa! – to tylko niektóre zapewnienia, jakie padały podczas sobotniej manifestacji pracowników ochrony zdrowia. Przez kilka godzin centrum Warszawy było dosłownie białe, choć demonstrantów było znacząco mniej, niż przewidywali organizatorzy.

 

Fot. Marta Jakubiak / gazetalekarska.pl

Fot. Marta Jakubiak / gazetalekarska.pl

 

Porozumienie Zawodów Medycznych mówiło nawet o stu tysiącach osób, które mogą wziąć udział w manifestacji. Było kilka, może dziesięć tysięcy osób. Biały protest – w kitlach, z transparentami, gadżetami – budził wśród mieszkańców stolicy zaciekawienie i życzliwość, mimo iż Warszawa w sobotę była praktycznie sparaliżowana manifestacjami (gdy kończył się protest środowisk medycznych, swoją demonstrację rozpoczął Komitet Obrony Demokracji). To, czego nie udało się osiągnąć, to włączenie potencjalnych pacjentów („Wszyscy jesteśmy pacjentami” – zachęcali demonstranci) do marszu. Tak, jakby uzdrowienie systemu leżało tylko w interesie jego pracowników. 
Zawiodła chyba komunikacja. Bezpośrednio przed demonstracją działo się tak wiele, że organizatorzy najwyraźniej zapomnieli o konieczności bieżącego informowania mediów: o stanie przygotowań, o postulatach, o planach na przyszłość. Dużego protestu, na skalę ogólnopolską, nie sposób zorganizować, jeśli przekaz, płynący z mediów jest niejednoznaczny. A tak, tym razem, było. 

Fundamentalne znaczenie dla powodzenia protestu miała postawa dwóch środowisk pracowniczych. Z jednej strony NSZZ „Solidarność” na kilka dni przed manifestacją przeprowadziła swój błyskawiczny protest okupacyjny, wymuszając na ministrze zdrowia deklarację poprawienia kontrowersyjnego projektu ustawy o płacach minimalnych w ochronie zdrowia. Z drugiej – samorząd pielęgniarek i położnych oraz związek zawodowy zadeklarowały oficjalnie, że nie wezmą udziału w proteście. Powód? Wynegocjowane w 2015 roku porozumienie z Ministerstwem Zdrowia, na mocy którego pielęgniarki i położne mają zagwarantowane podwyżki – 400 złotych przez kolejne cztery lata. Doszło do absurdalnej sytuacji – OZZPiP jest w Porozumieniu Zawodów Medycznych, które zorganizowało sobotnią manifestację i jednocześnie od protestu się dystansuje. Nie przyczyni się to z pewnością do zasypywania podziałów między poszczególnymi grupami zawodowymi w ochronie zdrowia. 

Niestety, PZM nie miało jednoznacznego stanowiska w obydwóch sprawach: o ile jednak akcja „Solidarności” mogła być zaskoczeniem, stanowisko pielęgniarek było (powinno być) do przewidzenia: zarówno OZZPiP jak i NIPiP sygnalizowały już latem, że ich udział w proteście, w którym jednym z głównych motywów będą podwyżki płac, jest niemożliwy. Z tą wiedzą liderzy Porozumienia Zawodów Medycznych nic nie zrobili. 

W demonstracji uczestniczyli przede wszystkim ludzie młodzi. Ich położenie, bez względu na wykonywany zawód, jest najtrudniejsze: lekarze-stażyści, lekarze-rezydenci, lekarze w trakcie specjalizacji bez etatu rezydenckiego, zarabiają mało lub bardzo mało. Pozostali pracownicy: ratownicy medyczni, diagności, farmaceuci, dietetycy, technicy laboratoryjni etc. pracują za jeszcze mniejsze pieniądze, często zresztą na umowach śmieciowych. I choć od lat powtarzane są slogany, że zawody medyczne to przyszłość, dla wielu osób praca w systemie ochrony zdrowia może kojarzyć się ze wszystkim, ale nie ze stabilizacją czy gwarancją zatrudnienia. Chyba, że zdecydują się na wyjazd za granicę.

To był zresztą jeden z motywów przewodnich haseł na transparentach i wznoszonych okrzyków: „Kto nie wyszedł na ulice, ten już leczy zagranicę!”, „Chcemy leczyć w Polsce” – skandowali uczestnicy protestu. Naczelna Izba Lekarska na krótko przed demonstracją poinformowała o rekordowej liczbie zaświadczeń o prawie wykonywania zawodu, jakie zostały pobrane w tym roku. I nowe szacunki dotyczące liczby lekarzy, którzy wyjechali za granicę: jest ich już 30 tysięcy. „Polsko, szanuj lekarza swego, bo wyjedzie leczyć do kraju innego” – to również jedno z haseł przewijających się na małych transparentach. Zachęty dla lekarzy ze strony innych państw mogą tylko przybierać na sile: we Francji właśnie zastrajkowali lekarze pracujący w szpitalach, narzekający na przepracowanie (powinni zgodnie z kodeksem pracy pracować maksymalnie 48 godzin tygodniowo, ale ze względu na braki kadrowe część z nich pracuje nawet… 60 godzin). Francja jest stosunkowo mało popularnym krajem emigracji polskiego personelu medycznego ze względu na ograniczenia językowe, ale czy podobne sygnały nie dochodzą choćby z Niemiec czy krajów skandynawskich? Czy praca za granicą jest jedyną alternatywą dla tych, którzy chcą pracować w godnych warunkach? 

Inne hasła nawiązywały wprost do głównego postulatu demonstrantów: zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia. „Narodzie 6,8 proc. wzrostu PKB wyjdzie Ci na zdrowie”, „Zdrowie Polaka w cenie Big Maca” czy „System zmusza mnie, żebyś był 55. pacjentem, którego dziś przyjmuję” – miały przemówić do wyobraźni społeczeństwa. 

Nie brakowało gorzkich słów. – Przyszliśmy tu bez wparcia wielkich central związkowych, bez pieniędzy partyjnych i bez pieniędzy z budżetu państwa. Pani premier i panie ministrze, przyszliśmy tu za swoje, po swoje i po to co należy się pacjentom. Już nie będziecie mogli mówić, że to tylko polityczna rozróba. Przyszli tu wszyscy pracownicy służby zdrowia poruszeni tym, że znowu zostali oszukani i to przez ten rząd, na który tak bardzo liczyliśmy – mówił szef OZZL Krzysztof Bukiel. Podkreślał, że pracownikom służby zdrowia trudno jest uwierzyć w obietnice, że coś się zmieni za pięć czy dziesięć lat. – W Polsce lekarzy jest najmniej w Europie, pielęgniarek jest najmniej w Europie, a niektórych zawodów medycznych w Polsce nie ma wcale – przypominał rzeczywistość polskiej służby zdrowia.

Chyba mało kto się spodziewał, że na Placu Konstytucji, na scenie z której przemawiali przedstawiciele protestujących związków zawodowych i środowisk medycznych, pojawi się również minister zdrowia. – Wiedzą Państwo doskonale, że służba zdrowia jest w bardzo złej kondycji. Ta sytuacja narasta od bardzo wielu lat. Mamy do czynienia z ogromnym niedofinansowaniem. W ciągu ostatnich ośmiu lat państwo wycofało się z odpowiedzialności za służbę zdrowia – rozpoczął swoje przemówienie. Uderzył, po raz kolejny, w komercjalizację szpitali i rozwiązania rynkowe. – Rząd przystępuje z wielką energią do zmian. W najbliższym czasie powstaną przepisy, dzięki którym nakłady na ochronę zdrowia będą z każdym rokiem większe. Pacjenci będą leczeni lepiej, a ich sytuacja będzie bezpieczniejsza. Przełoży się to także na sytuację pracowników medycznych. Mam nadzieję, że tych zmian dokonamy razem.

Minister zapewnił, że czeka na przedstawicieli Porozumienia Zawodów Medycznych we wtorek. Nie starczyło jednak odwagi, by pozostać na scenie i odpowiadać na pytania związkowców. Zszedł, w zasadzie – uciekł, żegnany gwizdami i buczeniem niezadowolonych medyków. – Kompromitacja! – krzyczeli demonstranci, rozżaleni że w przemówieniu Radziwiłła po raz kolejny zabrakło jakichkolwiek konkretów. 
Co będzie dalej? Dużo zależy od zaplanowanych na ten tydzień spotkań ministra zdrowia. We wtorek – z Porozumieniem Zawodów Medycznych. Można się spodziewać, że nie będzie to łatwe dla Konstantego Radziwiłła spotkanie. Dr Krzysztof Bukiel publicznie zapowiada, że PZM wolałoby się spotkać z prezesem Jarosławem Kaczyńskim albo premier Beatą Szydło (prośby o spotkania z tymi osobami pozostały jednak bez odpowiedzi). W środę minister będzie uczestniczył w kolejnym posiedzeniu Zespołu Trójstronnego ds. ochrony zdrowia – poprzednie zakończyło się okupacją budynku ministerstwa przez cztery przedstawicielki „Solidarności”. I nawet jeśli ta akcja była jedynie markowaną próbą pokazania, że „Solidarność” też patrzy rządowi na ręce w sprawach związanych ze zdrowiem, efekt jest całkiem realny. Minister ma przedstawić nowy projekt ustawy o wynagrodzeniach minimalnych w ochronie zdrowia. Pytanie: na ile będzie on nowy, skoro fundament, czyli finansowanie systemu, pozostaje bez zmian?

Dla OIL w Gdańsku pisze Małgorzata Solecka, dziennikarka i publicystka. Pracowała m.in. w „Rzeczpospolitej” i tygodniku „Newsweek Polska”. Problematyką ochrony zdrowia zajmuje się od 1998 roku. Obecnie współpracuje m.in. z miesięcznikiem „Służba Zdrowia” i portalem „Medycyna Praktyczna”.  

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.