W jakim kierunku pójdą rozmowy na temat wynagrodzeń w publicznym systemie? Czy będą zmiany w kontraktach? Czy konieczność poszukiwania oszczędności odbije się na pracownikach? Pytań dotyczących najbliższych miesięcy 2025/2026 roku jest wiele, a Ministerstwo Zdrowia, przynajmniej na razie, zachowuje daleko idącą powściągliwość.
Praktycznie do końca sierpnia 2025 roku urzędująca od ponad miesiąca minister Jolanta Sobierańska-Grenda nie zabrała publicznie głosu, ograniczając swoją aktywność do pracy wewnątrz resortu zdrowia oraz spotkań z interesariuszami, w tym – przedstawicielami samorządów zawodowych, również Naczelnej Rady Lekarskiej. Po tym spotkaniu Łukasz Jankowski, prezes NRL, relacjonował, że przynajmniej w obszarze kontraktów lekarskich widzi ze strony Ministerstwa Zdrowia zmianę, która daje nadzieję na brak pochopnych decyzji, niekorzystnych dla lekarzy, ale też potencjalnie groźnych dla świadczeniodawców ale i pacjentów, bo skutkujących zmniejszeniem dostępności do części procedur. Można założyć, że rozmowy na temat zmian w kontraktach zawieranych przez świadczeniodawców z lekarzami i proponowane zmiany (np. odejście od umów, w których podstawą jest procent od procedury) mogą zostać zamknięte (co nie oznacza, że resort zdrowia nie przedstawi za jakiś czas nowych pomysłów).
Inaczej jest z ustawą o wynagrodzeniach minimalnych w ochronie zdrowia: tu decydujące znaczenie będzie mieć, prawdopodobnie, stanowisko Ministerstwa Finansów. Brak zmian w zasadach ustalania wynagrodzeń minimalnych był kością niezgody między resortem finansów i zdrowia już w 2025 roku i doprowadził do braku akceptacji planu finansowego NFZ przez ministrów. Rozmowy, prowadzone latem w ramach Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia, utknęły w martwym punkcie i doprowadziły jedynie do usztywnienia stanowiska związków zawodowych: Federacja Związków Zawodowych, a konkretnie Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych poinformowały na piśmie Ministerstwo Zdrowia, że jakiekolwiek zmiany w ustawie, zmieniające zasady podwyżek na mniej korzystne dla pracowników, będą potraktowane jako próba odebrania praw nabytych. W podobnym duchu wypowiadają się również przedstawiciele innych związków zawodowych.
Całkiem prawdopodobny wydaje się więc scenariusz, w którym ustawa nie zostanie zmieniona, co nie znaczy wcale, że nic się nie zmieni. Ograniczenie wydatków na realizację ustawy jest możliwe „od ręki”, dzięki wyborowi wariantu minimalnego (czyli finansowania ze środków publicznych wyłącznie podwyżek do wysokości wynagrodzenia minimalnego wynikającego z ustawy dla wskazanych w niej pracowników zatrudnionych na etatach).
Być może rząd będzie się musiał na ten scenariusz zdecydować, bo luka w finansach systemu ochrony zdrowia w 2026 roku może sięgnąć nawet 40 mld zł, zaś potencjał budżetu państwa w zakresie jej zasypywania ograniczony będzie, w praktyce, do środków pozostających w dyspozycji ministra zdrowia. 28 sierpnia, po posiedzeniu rządu, na którym przyjęto wstępny projekt budżetu na 2026 rok (teraz zajmie się nim Rada Dialogu Społecznego i można się spodziewać bardzo ostrych dyskusji, przede wszystkim dotyczących przewidzianej, bardzo skromnej, waloryzacji płac w budżetówce oraz świadczeń emerytalno-rentowych), minister finansów Andrzej Domański zapowiadał wprawdzie, że w 2026 roku na zdrowie wydamy blisko 250 mld zł, o ponad 25 mld zł więcej niż w tym roku, a zdrowie jest traktowane przez rząd priorytetowo, ale to tylko – słowa. „Więcej” nie znaczy w tym przypadku „wystarczająco”. Raczej „nadal o wiele za mało”.
Małgorzata Solecka

