Prezydent Karol Nawrocki skierował znowelizowaną ustawę o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta, znaną jako Lex Szarlatan do Trybunału Konstytucyjnego. Eksperci nie mają wątpliwości, że w praktyce oznacza to zamrożenie ustawy, na długo - albo nawet na zawsze.
Samorząd lekarski, mimo krytycznych uwag zgłaszanych w trakcie prac nad ustawą, apelował do prezydenta o podpisanie - i, jak komentował dr n. med. Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej - ewentualne późniejsze skierowanie podpisanej ustawy do TK w trybie kontroli następczej, który nie blokuje wejścia w życie przepisów. Karol Nawrocki zdecydował się jednak na tryb kontroli prewencyjnej.
To oznacza, że nie wejdą w życie - przynajmniej w dającej się przewidzieć przyszłości - przepisy umożliwiające walkę z pseudomedyczną szarlatanerią na drodze postępowań administracyjnych, prowadzonych przez Rzecznika Praw Pacjenta. Prezydent co prawda już w momencie przekazywania informacji o decyzji zapowiedział, że zgłosi swój projekt walki z oszustami, żerującymi na chorych osobach i ich bliskich - i słowa dotrzymał, bo projekt został przekazany do Sejmu już następnego dnia (co pokazuje, że decyzja w sprawie Lex Szarlatan została podjęta ze sporym wyprzedzeniem) - ale ów projekt dotyczy zmian w Kodeksie karnym. Tymczasem eksperci jednoznacznie wskazują, że ta droga jest dostępna - są liczne przepisy Kodeksu karnego na podstawie których można ścigać szarlatanów, ale wtedy, gdy szkoda już się dokona (postępowanie karne jest też długotrwałe a do momentu postawienia zarzutów prokuratura nie może skutecznie zablokować działalności prowadzonej przez oszusta). Lex Szarlatan miał zapewnić prewencję, chronić osoby chore, potrzebujące diagnostyki i leczenia, szukające rozwiązania swoich problemów zdrowotnych.
W tej chwili, jak mówił podczas konferencji poświęconej walce z dezinformacją medyczną, zorganizowanej pod koniec sierpnia przez warszawską Okręgową Izbę Lekarską Jakub Bydłoń, dyrektor Departamentu Dialogu Społecznego Ministerstwa Zdrowia, nie ma organu, który mógłby szybko przeciwdziałać szkodliwym praktykom, zanim pojawi się poszkodowany lub grupa poszkodowanych. - Dopóki nie postawimy granicy między medycyną opartą na faktach a rozwiązaniami niesprawdzonymi, to ta luka w systemie cały czas będzie istnieć. I choć możemy karać na podstawie Kodeksu karnego, to muszą zostać spełnione zawarte w nim przesłanki. Natomiast w sytuacji, w której zalecanie samej diety owocowej osobom chorym, na przykład dzieciom, może prowadzić do nieodwracalnej utraty zdrowia lub śmierci, to nasze działanie jest opóźnione, ponieważ tragicznego rezultatu nie da się już cofnąć.
- Prawo karne to w gruncie rzeczy prawo granic. Sięgamy po nie dopiero wtedy, gdy zawiodą wszystkie inne środki. Trzeba jednak pamiętać, że nie jest ono panaceum na każde zło i samo w sobie nie wystarczy, by uzdrowić sytuację. Ustawa „Lex szarlatan” była pierwszym krokiem, aby porządkować pewne kwestie w obszarze prawa administracyjnego dając państwu narzędzie prewencyjne - wtórował Jacek Lachowicz z Departamentu Prawa Karnego Ministerstwa Sprawiedliwości.
Środowisko lekarskie opowiada się za poszukiwaniem wyjścia z impasu i wypracowaniem nowego projektu ustawy, który mógłby podpisać prezydent. Prezydium NRL inicjatywę Karola Nawrockiego zaopiniowało pozytywnie, jednak z zastrzeżeniami.
Jednocześnie wielu ekspertów zwraca uwagę, że choć prezydent uzasadniał swoją decyzję koniecznością ochrony np. swobody prowadzenia działalności gospodarczej czy nieskrępowanej debaty naukowej, najbardziej ucieszyła ona środowiska kwestionujące naukę i medycynę opartą na faktach, środowiska antyszczepionkowców i zwolenników „medycyny alternatywnej”. To nie rokuje dobrze, jeśli chodzi o możliwości poszukiwania racjonalnych rozwiązań, choć jednocześnie przeważają głosy, że taką próbę należy zdecydowanie podjąć.
Małgorzata Solecka

