Nowelizacja ustawy o wynagrodzeniach minimalnych w ochronie zdrowia oraz wprowadzenie do umów, zawieranych w systemie publicznym z lekarzami zasad, ograniczających możliwości wykonywania procedur u więcej niż dwóch, trzech świadczeniodawców. W ten sposób resort zdrowia, jeszcze kierowany przez Izabelę Leszczynę, planował ograniczać tempo wzrostu wydatków na płace. Czy nowa minister zdrowia podtrzyma zamysły poprzedników?

Fot. KPRM

Wiele wskazuje, że Jolanta Sobierańska-Grenda (na zdjęciu) nie będzie miała wyjścia: Narodowy Fundusz Zdrowia jednoznacznie sygnalizuje, że tempo, w jakim rosną koszty pracy będzie w kolejnych latach nie do utrzymania. Opublikowana pod koniec czerwca rekomendacja prezesa AOTMiT wskazuje, że na sam wzrost wynagrodzeń NFZ będzie musiał wydać ok. 7 mld zł. Dopiero pod koniec lipca Fundusz przekazał świadczeniodawcom aneksy do umów, ale już wiadomo, że w tych środkach nie ma przewidzianych pieniędzy na ewentualny wzrost wynagrodzeń kontraktowych. Szpitale nie kryją rozczarowania i oburzenia, bo spodziewają się, że lekarze pracujący na kontraktach opartych o stawkę godzinową również zgłoszą się po podwyżki, podobnie jak kontraktowcy na umowach przewidujących procent od wykonanych procedur (choć część wycen procedur specjalistycznych nie została podniesiona).

Ministerstwo Zdrowia przygotowało propozycje dla partnerów społecznych (rozmowy Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia zostały zawieszone 17 lipca przy oczekiwaniu związkowców i pracodawców, że otrzymają na piśmie konkretne propozycje uregulowania kwestii kontraktów lekarskich): przewidują one, przede wszystkim, że szpitale w systemie publicznym będą mogły podpisywać umowy kontraktowe tylko z osobami wykonującymi zawody medyczne (co eliminuje wszelkiego rodzaju „spółdzielnie” czy spółki lekarskie). MZ chce, by umowa była zawierana w wymiarze odpowiadającym co najmniej połowie etatu oraz – co wydaje się kluczowe – chce likwidacji umów, w których wynagrodzenie jest obliczane jako procent od wartości wykonanych procedur. To, by lekarze nie stracili motywacji do pracy mają gwarantować – jak można usłyszeć od partnerów społecznych – wymogi, jakie będą wpisane do zarządzeń prezesa NFZ, dotyczące minimalnej wykonanej podczas podstawowego czasu pracy (w trybie planowym), liczby procedur. W trakcie dyżurów możliwe będzie wykonywanie jedynie procedur ratujących życie.

Jakie będą konsekwencje tych rozwiązań, jeśli wejdą one w życie? Warto zaznaczyć, że resort zdrowia nie rozmawiał na ten temat z samorządem lekarskim: w Zespole Trójstronnym uczestniczy OZZL, ale związek zawodowy nie zajmuje stanowiska w sprawach dotyczących kontraktowców. Środowisko lekarskie na propozycje MZ patrzy zaś z dużym krytycyzmem, mówiąc o ograniczeniu dostępności pacjentów do świadczeń w systemie publicznym i cichej prywatyzacji. To jednak nie jest przesądzone: duża część procedur, których rozwiązania dotyczą, to świadczenia kontraktowane oddzielnie, poza ryczałtem. Ich wykonywanie nadal będzie się szpitalom „opłacać” a globalnie liczba wcale nie musi się zmniejszyć. Zmniejszy się natomiast, to wręcz pewne, liczba podmiotów, w których będą wykonywane, co – jak podkreślają choćby przedstawiciele NFZ – pozytywnie przełoży się na jakość i bezpieczeństwo pacjenta. Ale to oczywiście scenariusz szklanki do połowy pełnej. Może się zrealizować i wariant bardziej ponury, w którym co prawda duża część szpitali powiatowych straci możliwość kontraktowana intratnych (dobrze wycenionych) procedur, co przyspieszy ograniczanie ich potencjału do podstawowych oddziałów oraz – ewentualnie – rozbudowy części dedykowanej opiece długoterminowej (to przecież jeden z kierunków planu ratowania szpitali), ale szpitale specjalistyczne nie będą wcale w stanie zapewnić pacjentom dotychczasowej liczby świadczeń (choćby z powodu limitów).

Ministerstwo musi jednak „ruszyć” kontrakty, jeśli chce przeprowadzić jakiekolwiek zmiany w ustawie o wynagrodzeniach minimalnych. Choć równie dobrze można sobie wyobrazić, że tych zmian nie będzie a i tak w 2026 roku nastąpi ogromna zmiana w sposobie realizacji ustawy: podwyżki otrzymają wyłącznie pracownicy zarabiający mniej, niż wynika z ustawowej tabeli. Oczywiście, pracownicy mający umowę o pracę.

Małgorzata Solecka