Premier zapewnia, że nie myśli o rekonstrukcji swojego gabinetu, ale dywagacji na ten temat wcale nie uciszył. Kryzys w finansach NFZ, który lada chwila dotknie jeszcze mocniej pacjentów, dostarczył pożywki do rozważań o możliwej zmianie na stanowisku ministra zdrowia, choć Jolanta Sobierańska-Grenda zajmuje je dopiero dziewiąty miesiąc.

Ministerstwo Zdrowia znalazło się w centrum zainteresowania po ogłoszeniu przez NFZ zmian w finansowaniu nadwykonań badań diagnostycznych w AOS. Minister zdrowia publicznie przypominała, wywoływana do odpowiedzi przez media i opozycję, że od początku swojego urzędowania powtarzała, że największym problemem i wyzwaniem dla systemu ochrony zdrowia jest ustabilizowanie finansów NFZ. Problem w tym, że w ślad za słowami nie poszły decyzje: plan oszczędnościowy, przygotowany jesienią, niemal w całości się zdezaktualizował, na papierze pozostały przede wszystkim: zmiany w ustawie o wynagrodzeniu minimalnym (od 16 marca wiadomo, że ich nie będzie) oraz zmiany w wykazach bezpłatnych leków (MZ zakładało, że wprowadzenie korekt bez usuwania z listy jakichkolwiek cząsteczek pozwoli zmniejszyć wydatki o 1,5-2 mld zł). Obecne decyzje NFZ część mediów branżowych interpretuje w kategoriach wprowadzania w życie innych punktów tamtej listy - ale faktem jest, że w po nagłośnieniu pisma od minister zdrowia do ministra finansów resort schował głowę w piasek (podobnie zresztą jak cały rząd).

Ale to nie zawirowania polityczne czy oskarżenia opozycji (podczas posiedzenia Sejmu posłowie PiS pytali, czy rząd przygotował już dla Polaków poradnik „Ratuj się, kto może” z adresami prywatnych placówek, w których będzie się można badać komercyjnie) ale twarde stanowisko resortu finansów może przesądzić o zakończeniu misji minister zdrowia. Andrzej Domański nie zamierza akceptować planu finansowego NFZ (tak, jak nie podpisał za ubiegły rok), co samo w sobie nie jest tragedią, ale niewątpliwie utrudnia funkcjonowanie płatnika. To jednak najmniejszy problem. Przeciągają się rozmowy między ministerstwami i Bankiem Gospodarstwa Krajowego w sprawie mechanizmu pożyczkowego, który miał wspierać przekształcenia szpitali. Lada tydzień szpitale przystąpią do prac nad programami naprawczymi (taki obowiązek dotyczy tych placówek, które zakończyły poprzedni rok z istotną stratą), nie mają jednak żadnej pewności, na jaką pomoc - i czy w ogóle na jakąkolwiek - będą mogły liczyć, niepewność dotyczy też warunków udzielania świadczeń. - Trzeba czytać grę na bieżąco - radził menedżerom podczas Kongresu Wyzwań Zdrowotnych prezes NFZ. - Chcielibyśmy wiedzieć, w co dokładnie gramy. A dowiadujemy się o tym od płatnika, gdy gra jest skończona - ripostowali dyrektorzy. W sprawie mechanizmu pożyczkowego nikt już w zasadzie nie kryje, że „wielkim hamulcowym” jest minister finansów.

Nie tylko zresztą w tej sprawie. Resort Andrzeja Domańskiego „wkłada kij w szprychy” procedowanym projektom ustaw zdrowotnych, nie zgadzając się na jakiekolwiek dodatkowe finansowanie nowych zadań. Wielki bój toczy się o e-zdrowie (rozwiązania finansowane z KPO muszą mieć zapewniony follow up pochodzący już z krajowych środków, czemu MF jest przeciwne), ale rykoszetem obrywają nawet zmiany nie związane z żadnymi znaczącymi wydatkami. Ministerstwo Finansów nie chce się na przykład zgodzić na kilka dodatkowych etatów w Biurze RPP, których utworzenie byłoby skutkiem uchwalenia tzw. Lex Szarlatan, czyli przepisów umożliwiających Rzecznikowi Praw Pacjenta skuteczną walkę z pseudomedycyną i pseudomedykami.

Co więcej, resort finansów sięga po argument ostateczny, twierdząc, że do czasu ustabilizowania sytuacji finansowej płatnika nie powinny być wdrażane żadne rozwiązania, generujące większe wydatki. To może uderzyć, na przykład, w Krajową Sieć Onkologiczną i Krajową Sieć Kardiologiczną: nikt nie ma wątpliwości, że skoordynowana opieka nad pacjentami musi kosztować drożej, a oszczędności w postaci kosztów bezpośrednich i pośrednich mogą być odłożone.

Małgorzata Solecka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

4 × pięć =